Zostawił mnie i nasze córki dla swojej pierwszej miłości. Czy można się po czymś takim podnieść?

— Mamo, dlaczego tata nie wraca? — zapytała Zosia, patrząc na mnie swoimi wielkimi, brązowymi oczami, w których odbijał się strach i niezrozumienie. Stałam w kuchni, opierając się o blat, próbując nie upuścić kubka z herbatą, który drżał w mojej ręce. Właśnie minęła północ, a ja wciąż nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Tomek, mój mąż, ojciec naszych dwóch córek, spakował walizki i wyszedł z domu. Bez krzyku, bez awantury. Po prostu powiedział: „Przepraszam, nie potrafię już tak żyć. Muszę spróbować jeszcze raz z Magdą.”

Magda. Jego pierwsza miłość z liceum. Wiedziałam o niej, czasem wspominał ją z rozrzewnieniem, ale nigdy nie sądziłam, że wróci do naszego życia w taki sposób. Przez chwilę miałam wrażenie, że to jakiś zły sen, z którego zaraz się obudzę. Ale nie. Tomek naprawdę odszedł. Zostawił mnie i nasze córki, Zosię i Hanię, z całym ciężarem codzienności, z pytaniami, na które nie potrafiłam odpowiedzieć.

— Tata musiał wyjechać, kochanie — odpowiedziałam cicho, czując, jak łzy napływają mi do oczu. — Ale jesteśmy razem, damy radę, dobrze?

Zosia przytuliła się do mnie mocno, a ja poczułam, jak jej drobne rączki próbują posklejać moje roztrzaskane serce. Hania, młodsza, spała jeszcze spokojnie, nieświadoma, że jej świat właśnie się zmienił na zawsze.

Noc była długa. Przewracałam się z boku na bok, analizując każde słowo, każdy gest Tomka z ostatnich miesięcy. Czy mogłam coś zauważyć? Czy mogłam temu zapobiec? Przypominałam sobie, jak coraz częściej wychodził z domu, jak zamykał się w sobie, jak unikał rozmów. A ja? Byłam zmęczona, zapracowana, skupiona na dzieciach, na rachunkach, na codziennych obowiązkach. Może przestaliśmy być dla siebie ważni? Może przestałam być dla niego kobietą, a stałam się tylko matką jego dzieci?

Rano obudziłam się z bólem głowy i ciężarem w piersi. Musiałam wstać, przygotować śniadanie, zaprowadzić dziewczynki do przedszkola. Wszystko robiłam mechanicznie, jakby ktoś inny sterował moim ciałem. W pracy ledwo powstrzymywałam łzy, a koleżanki patrzyły na mnie z troską, ale i z ciekawością. Wiedziały, że coś się stało, ale nie miałam siły o tym mówić. Bałam się, że jeśli zacznę, już się nie zatrzymam.

Wieczorem, gdy dziewczynki zasnęły, usiadłam na kanapie i wpatrywałam się w pusty fotel, na którym zawsze siedział Tomek. W głowie słyszałam jego głos: „Muszę spróbować jeszcze raz z Magdą.” Jak można zostawić rodzinę dla kogoś, kogo nie widziało się od lat? Jak można tak po prostu przekreślić wszystko, co razem zbudowaliśmy?

Kilka dni później Tomek zadzwonił. Chciał porozmawiać z dziewczynkami. Słyszałam w jego głosie niepewność, może nawet żal. — Zosiu, Haniu, tata was bardzo kocha. — Ale czy naprawdę można kochać i zostawić?

Po rozmowie długo płakałam. Gniew mieszał się ze smutkiem, żal z poczuciem winy. Próbowałam zrozumieć, co się stało. Moja mama powtarzała: „Musisz być silna dla dziewczynek.” Ale ja nie czułam się silna. Czułam się pusta, jakby ktoś wyrwał mi kawałek duszy.

Zaczęły się plotki. Sąsiadki szeptały na klatce schodowej, koleżanki z pracy wymieniały spojrzenia. Czułam się oceniana, jakby wszyscy szukali we mnie winy. „Może była zbyt wymagająca? Może zaniedbała męża?” — słyszałam za plecami. Każde takie słowo bolało, wbijało się jak kolec. Próbowałam nie zwracać na to uwagi, ale nie potrafiłam.

Najgorsze były wieczory. Cisza w mieszkaniu była nie do zniesienia. Czasem łapałam się na tym, że czekam na dźwięk klucza w zamku, na znajomy krok w przedpokoju. Ale on nie wracał. Zamiast tego dostawałam krótkie wiadomości: „Przyjadę po dziewczynki w sobotę.”

Pierwszy weekend bez nich był jak koszmar. Siedziałam sama w pustym mieszkaniu, słuchając ciszy. Przeglądałam stare zdjęcia, na których byliśmy szczęśliwi. Zastanawiałam się, kiedy to wszystko się popsuło. Czy można było temu zapobiec? Czy mogłam zrobić coś inaczej?

Dziewczynki wracały z wyjazdów do Tomka rozbite, zadawały pytania, na które nie znałam odpowiedzi. — Mamo, czy tata już nas nie kocha? — pytała Hania, a ja nie potrafiłam powstrzymać łez. — Tata was kocha, tylko… czasem dorośli popełniają błędy — tłumaczyłam, choć sama nie rozumiałam, jak można popełnić taki błąd.

Z czasem nauczyłam się funkcjonować w nowej rzeczywistości. Każdy dzień był walką — z samotnością, z gniewem, z poczuciem porażki. Ale też z codziennymi obowiązkami, które nie dawały mi chwili wytchnienia. Praca, zakupy, przedszkole, lekarz, rachunki. Wszystko na mojej głowie. Były dni, kiedy miałam ochotę po prostu się poddać, zamknąć w łazience i nie wychodzić. Ale wtedy słyszałam głos Zosi: — Mamo, pobawisz się ze mną? — i wiedziałam, że nie mogę się poddać.

Czasem spotykałam Tomka na ulicy. Był inny — jakby lżejszy, szczęśliwszy. Z Magdą trzymali się za ręce, śmiali się. Bolało mnie to, ale z czasem zaczęłam patrzeć na niego inaczej. Może naprawdę był nieszczęśliwy? Może nie potrafił inaczej? Próbowałam wybaczyć, choć nie wiem, czy to w ogóle możliwe.

Najtrudniejsze były święta. Pierwsza Wigilia bez Tomka była jak rana, która nie chciała się zagoić. Dziewczynki pytały, kiedy tata przyjdzie, a ja tłumaczyłam, że spędza święta gdzie indziej. Płakały, a ja razem z nimi. Ale potem, gdy patrzyłam, jak zasypiają wtulone we mnie, czułam, że mimo wszystko mamy siebie.

Minęły miesiące. Nauczyłam się żyć na nowo. Zaczęłam wychodzić z domu, spotykać się z przyjaciółkami, dbać o siebie. Zosia i Hania rosły, uczyły się radzić sobie z nową sytuacją. Czasem jeszcze pytają o tatę, czasem płaczą, ale coraz częściej się śmieją. Ja też. Powoli odzyskuję siebie.

Czy można wybaczyć taką zdradę? Nie wiem. Może kiedyś. Może wtedy, gdy przestanę czuć ból na myśl o Tomku i Magdzie. Na razie uczę się żyć z tym, co się stało. Uczę się być silna, choć czasem wcale się tak nie czuję.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy jeszcze kiedyś poczuję się cała? Czy można odbudować życie z kawałków, które zostały? Może ktoś z was zna odpowiedź?