„Wtedy Teściowa Powiedziała: 'To Co, Umawiamy Się? Bierzesz Kredyt.’ Wszyscy Mnie Zignorowali”: Spakowałam Walizki i Wróciłam do Mamy
– No to co, umawiamy się? Bierzesz kredyt – powiedziała teściowa, patrząc na mnie z tym swoim chłodnym uśmiechem, który zawsze sprawiał, że czułam się jak intruz we własnym domu. Jacek nawet nie podniósł wzroku znad telefonu. Siedział przy stole, jakby nie słyszał, że właśnie ważą się losy naszej przyszłości. Moja teściowa, pani Halina, była kobietą twardą, konkretną i przekonaną, że wszystko wie najlepiej. Ja miałam wtedy dziewiętnaście lat i wciąż wierzyłam, że miłość wystarczy, by pokonać wszystko.
Ale życie w domu Jacka szybko zweryfikowało moje naiwne wyobrażenia. Zamiast wspólnego budowania szczęścia, każdego dnia musiałam walczyć o odrobinę prywatności i szacunku. Pani Halina miała swoje zasady: obiad o trzynastej, pranie w środy i soboty, a rozmowy o pieniądzach przy wszystkich. Nawet wtedy, gdy dotyczyły mnie.
– No słuchajcie, młodzi – zaczęła pewnego wieczoru, kiedy wróciłam zmęczona po pracy w sklepie spożywczym. – Skoro już tu siedzicie na moim garnuszku, to może czas pomyśleć o własnym kącie? Kredyt na mieszkanie to nie koniec świata. Ja z ojcem Jacka też musieliśmy się postarać.
Spojrzałam na Jacka z nadzieją, że powie coś w mojej obronie. Ale on tylko wzruszył ramionami.
– Może mama ma rację – rzucił cicho.
Poczułam się tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Przecież dopiero zaczynaliśmy dorosłe życie! Pracowałam na pół etatu, studiowałam zaocznie. Jacek miał dorywcze zajęcia przy komputerach. O jakim kredycie mówimy? O jakiej stabilności?
Od tamtej rozmowy wszystko zaczęło się sypać. Pani Halina coraz częściej dawała mi do zrozumienia, że jestem tylko gościem. – Znowu zostawiłaś kubek na stole? – pytała z wyrzutem. – U nas się tak nie robi. – A potem do Jacka: – Widzisz synku? Trzeba było znaleźć sobie kogoś bardziej ogarniętego.
Czułam się coraz bardziej samotna. Mama dzwoniła codziennie, pytała, czy wszystko w porządku. Kłamałam: „Tak, mamo, jest dobrze”. Nie chciałam jej martwić. Ale wieczorami płakałam w poduszkę, bo czułam się jak dziecko zagubione w świecie dorosłych.
Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Usłyszałam rozmowę w kuchni:
– Ona nie nadaje się na żonę dla ciebie – mówiła teściowa do Jacka. – Tylko cię spowalnia. Zobaczysz, jeszcze przez nią będziesz całe życie mieszkał pod moim dachem.
– Mamo, daj spokój…
– Nie! Albo bierzecie kredyt i się wynosicie, albo…
Nie usłyszałam końca zdania. Wróciłam do pokoju i zaczęłam pakować walizkę. Ręce mi drżały. Każda rzecz przypominała mi o tym, jak bardzo chciałam tu być szczęśliwa.
Jacek wszedł do pokoju.
– Co robisz?
– Wracam do mamy – powiedziałam cicho.
– Przesadzasz…
– Nie! To ty przesadzasz! Pozwalasz swojej matce decydować o naszym życiu! Nawet nie próbujesz mnie bronić!
Zamilkł. Patrzył na mnie bezradnie.
– Może to i lepiej – powiedział po chwili.
Wyszłam z domu z walizką i łzami w oczach. Mama otworzyła mi drzwi bez słowa. Przytuliła mnie mocno i pozwoliła wypłakać cały żal.
Przez kolejne tygodnie czułam się jak wrak człowieka. Nie odbierałam telefonów od Jacka. Teściowa napisała mi tylko jednego SMS-a: „Mam nadzieję, że przemyślisz swoje zachowanie”.
Zaczęłam powoli układać sobie życie na nowo. Mama wspierała mnie na każdym kroku. Znalazłam pracę na pełen etat w bibliotece miejskiej. Zaczęłam spotykać się z koleżankami ze studiów. Po raz pierwszy od dawna poczułam się wolna.
Jacek próbował jeszcze raz ze mną porozmawiać. Spotkaliśmy się w kawiarni na rynku.
– Przepraszam – powiedział cicho. – Nie wiedziałem, że aż tak ci źle…
– Nie chciałeś wiedzieć – odpowiedziałam.
Milczał długo.
– Może jeszcze kiedyś…
– Nie wiem – przerwałam mu. – Muszę nauczyć się żyć dla siebie.
Dziś wiem, że tamta decyzja była najtrudniejszą w moim życiu, ale też najważniejszą. Czasem trzeba odejść, żeby zacząć oddychać pełną piersią.
Czy naprawdę musimy poświęcać siebie dla cudzych oczekiwań? Czy miłość wystarczy, jeśli nie ma w niej szacunku i wsparcia?