Na 60. urodziny odnalazłam swoją pierwszą miłość. To, co zobaczyłam za drzwiami, zmieniło wszystko…
– Mamo, po co ci to? – zapytała Agnieszka, patrząc na mnie z niepokojem, gdy pakowałam do torebki stary, wyblakły list. – Przecież masz nas, masz tatę… Po co rozdrapywać stare rany?
Nie odpowiedziałam. W głowie miałam tylko jedno imię: Marek. Pierwsza miłość, która zniknęła z mojego życia tak nagle, jak się pojawiła. Przez lata chowałam te wspomnienia głęboko, bo życie toczyło się dalej – ślub z Andrzejem, narodziny dzieci, praca w bibliotece, codzienność. Ale teraz, gdy skończyłam sześćdziesiąt lat i dzieci wyfrunęły z domu, coś we mnie pękło. Potrzebowałam odpowiedzi.
Wzięłam głęboki oddech i zadzwoniłam do drzwi starej kamienicy na Pradze. Serce waliło mi jak oszalałe. W myślach powtarzałam sobie: „To tylko rozmowa. Zamkniesz ten rozdział raz na zawsze.”
Drzwi otworzyła kobieta w moim wieku. Miała te same rysy twarzy, podobny uśmiech, nawet sposób poprawiania włosów był znajomy. Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu.
– Dzień dobry… Szukam Marka Nowaka – wydukałam.
Kobieta spojrzała na mnie uważnie.
– Marek to mój ojciec. Ale… pani wygląda jak moja mama – powiedziała cicho.
Zamarłam. W głowie zaczęły mi się kłębić myśli. Czy to możliwe? Czy los naprawdę potrafi być aż tak przewrotny?
– Przepraszam… Może się mylę – dodała szybko kobieta i zaprosiła mnie do środka.
W salonie wisiały zdjęcia rodzinne. Na jednym z nich rozpoznałam Marka – starszego, siwego, ale to był on. Obok niego stała kobieta łudząco podobna do mnie.
– Mama zmarła dziesięć lat temu – powiedziała cicho moja rozmówczyni. – Ale tata często o niej opowiadał. Mówił, że była jego wielką miłością…
Usiadłam ciężko na kanapie. Chciałam zapytać o tyle rzeczy, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.
– Jak pani ma na imię? – zapytałam w końcu.
– Anna. Anna Nowak.
Poczułam dreszcz na plecach. Anna… To imię, które zawsze chciałam dać córce, ale Andrzej się nie zgodził.
– Czy… czy mogę zobaczyć jeszcze jakieś zdjęcia? – poprosiłam drżącym głosem.
Anna przyniosła albumy. Przeglądałyśmy je razem. Na jednym ze zdjęć zobaczyłam siebie sprzed czterdziestu lat – tę samą sukienkę, ten sam uśmiech. Tylko że to nie byłam ja. To była jej mama.
– Pani wybaczy… Ale pani podobieństwo do mojej mamy jest niesamowite – powiedziała Anna.
Wtedy usłyszałyśmy skrzypienie drzwi wejściowych. Do pokoju wszedł starszy mężczyzna o zmęczonych oczach.
– Aniu, kto przyszedł? – zapytał.
Spojrzał na mnie i zamarł. Przez chwilę patrzył na mnie tak, jakby widział ducha.
– Boże… Elżbieta? – wyszeptał.
Serce ścisnęło mi się z bólu i tęsknoty. Przez chwilę byliśmy tylko my dwoje – ja i Marek, sprzed lat.
– Tak, Marek. To ja…
Anna patrzyła na nas z niedowierzaniem.
– Wy się znacie? – zapytała cicho.
Marek usiadł obok mnie i wziął mnie za rękę.
– Znamy się bardzo dobrze…
Przez następne godziny rozmawialiśmy o wszystkim: o tym, dlaczego nasze drogi się rozeszły, o listach, które nigdy nie dotarły, o życiu, które potoczyło się inaczej niż planowaliśmy. Marek opowiedział mi o swojej żonie – o tym, jak bardzo ją kochał, ale nigdy nie zapomniał o mnie.
Anna słuchała w milczeniu. W pewnym momencie przerwała nam:
– Czy to znaczy… że moglibyście być moimi rodzicami?
Zamarliśmy oboje. Spojrzałam na Marka – on też był blady jak ściana.
– Anna… Twoja mama była cudowną kobietą – powiedziałam cicho. – Ale nie jestem twoją matką.
Anna rozpłakała się.
– Przepraszam… Po prostu… całe życie czułam się inna. Zawsze miałam wrażenie, że coś jest nie tak…
Marek objął ją ramieniem.
– Aniu, jesteś moją córką i zawsze będziesz. Twoja mama cię kochała nad życie.
Wyszłam stamtąd z ciężkim sercem i tysiącem pytań w głowie. Czy dobrze zrobiłam, wracając do przeszłości? Czy powinnam była zostawić te wspomnienia zamknięte na zawsze?
W domu czekał na mnie Andrzej. Patrzył na mnie pytająco.
– I co? Znalazłaś to, czego szukałaś?
Usiadłam obok niego i po raz pierwszy od dawna poczułam spokój.
– Nie wiem… Ale wiem jedno: przeszłość nigdy nie znika naprawdę. Może czasem warto ją zaakceptować i nauczyć się z nią żyć.
Czy naprawdę możemy uciec od tego, kim byliśmy? A może właśnie te dawne wybory czynią nas tymi, kim jesteśmy dziś?