Uciekłam z dziećmi, by odzyskać siebie – Deszczowa noc w Zakopanem

Deszcz bębnił o szyby, a ja siedziałam na zimnej podłodze w naszej kuchni, tuląc brzuch, w którym rósł nasz trzeci syn. W salonie Jakub rozmawiał przez telefon, ściszonym głosem, ale i tak słyszałam każde słowo. „Kocham cię, nie mogę już dłużej tego ukrywać” – powiedział, a ja poczułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Nie musiałam zgadywać, z kim rozmawia. Od miesięcy czułam, że coś jest nie tak. Jego spojrzenie, które kiedyś było czułe, teraz było zimne i nieobecne. Przestał mnie dotykać, przestał pytać, jak się czuję. Wszystko, co robił, robił z myślą o sobie. Nawet restauracja, którą razem otwieraliśmy w Zakopanem, stała się jego królestwem, a ja byłam tylko dodatkiem – kucharką, księgową, sprzątaczką.

Pamiętam, jak wróciłam do pracy po urodzeniu drugiego syna. Było ciężko, ale wiedziałam, że muszę pomóc Jakubowi. On zawsze powtarzał: „Kasia, bez ciebie bym sobie nie poradził”. Wierzyłam mu. Wierzyłam, że jesteśmy drużyną. Ale kiedy restauracja zaczęła przynosić zyski, Jakub się zmienił. Zaczął wracać późno, coraz częściej wyjeżdżał do Krakowa „załatwiać sprawy”. Z czasem przestał nawet udawać, że chodzi o interesy.

Tamtej nocy, kiedy usłyszałam jego rozmowę, coś we mnie pękło. Wstałam, podeszłam do drzwi salonu i powiedziałam cicho: „Skończ już. Słyszę wszystko.” Jakub spojrzał na mnie z pogardą, jakby to ja byłam winna. „Nie rób scen, Kasia. Jesteś w ciąży, powinnaś się uspokoić.”

Nie odpowiedziałam. Weszłam do pokoju dzieci, gdzie spał czteroletni Michał i dwuletnia Zosia. Usiadłam na łóżku i patrzyłam na ich spokojne twarze. Zastanawiałam się, jak długo jeszcze wytrzymam. Czy powinnam odejść? Gdzie pójdę z dwójką dzieci i trzecim w drodze? Mama mieszkała w małym mieszkaniu w Nowym Sączu, ojciec nie żył od lat. Przyjaciółki? Większość z nich odwróciła się ode mnie, kiedy zaczęłam pracować w restauracji – mówiły, że nie mam czasu na spotkania, że się wywyższam.

Następnego dnia Jakub wrócił późno. Pachniał damskimi perfumami. „Gdzie byłeś?” – zapytałam. „Nie twoja sprawa” – rzucił i zamknął się w łazience. Zaczęłam płakać. Michał przyszedł do mnie i zapytał: „Mamusiu, dlaczego płaczesz?” Przytuliłam go mocno. „Nic się nie stało, kochanie. Wszystko będzie dobrze.”

Ale nie było dobrze. Z każdym dniem czułam się coraz bardziej niewidzialna. Jakub przestał ze mną rozmawiać, a kiedy próbowałam poruszyć temat jego zdrady, wybuchał złością. „Masz wszystko – dom, dzieci, pieniądze. Czego ci jeszcze brakuje?”

Pewnego dnia, kiedy Jakub był w pracy, zadzwoniła do mnie kobieta. „Wiem, że jesteś żoną Jakuba. Chciałam ci powiedzieć, że on mnie kocha. Powinnaś się pogodzić z tym, że odchodzi.” Zamarłam. „Kim jesteś?” – zapytałam. „To nie ma znaczenia. On już cię nie chce.” Rozłączyła się. Przez chwilę siedziałam w ciszy, a potem zaczęłam pakować walizki. Spakowałam rzeczy dzieci, kilka swoich ubrań, dokumenty i trochę pieniędzy, które udało mi się odłożyć. Zadzwoniłam do mamy. „Mamo, muszę przyjechać. Nie pytaj dlaczego. Proszę, pomóż mi.”

Mama nie zadawała pytań. „Przyjeżdżaj, Kasiu. Zawsze masz tu miejsce.”

Czekałam, aż Jakub wróci. Chciałam mu powiedzieć, że odchodzę. Chciałam zobaczyć jego reakcję. Kiedy wszedł do domu, spojrzał na walizki i zapytał: „Co to ma znaczyć?”

„Odchodzę. Zabieram dzieci. Nie będę dłużej twoją służącą.”

Zaśmiał się. „Myślisz, że sobie poradzisz? Bez pieniędzy, bez pracy? Z dziećmi na głowie?”

„Poradzę sobie. Wolę być sama niż z tobą.”

Wyszedł, trzaskając drzwiami. Nie zatrzymał mnie. Nie próbował nawet przekonać, żebym została. To bolało najbardziej.

Wyjechałam z dziećmi do Nowego Sącza. Mama przyjęła nas z otwartymi ramionami, ale wiedziałam, że nie możemy tu zostać na długo. Mieszkanie było małe, a mama ledwo wiązała koniec z końcem. Zaczęłam szukać pracy. Było ciężko – nikt nie chciał zatrudnić kobiety w ciąży z dwójką małych dzieci. Pracowałam dorywczo – sprzątałam, opiekowałam się starszą panią, szyłam na maszynie. Każda złotówka była na wagę złota.

Wieczorami, kiedy dzieci spały, płakałam w poduszkę. Czułam się samotna, upokorzona, przegrana. Mama próbowała mnie pocieszać. „Kasiu, jesteś silna. Dasz radę. Zobaczysz, jeszcze będzie dobrze.”

Ale ja nie wierzyłam. Bałam się przyszłości. Bałam się, że nie dam rady. Bałam się, że dzieci będą cierpieć przez moje decyzje.

Pewnego dnia Jakub zadzwonił. „Chcę widzieć dzieci” – powiedział. „Możesz je zobaczyć, ale nie wrócę do ciebie” – odpowiedziałam. Zaczął grozić, że odbierze mi dzieci, że zabierze mi wszystko. „Nie masz nic, Kasia. Jesteś nikim.”

Zgłosiłam sprawę do sądu. Było ciężko, ale sędzia przyznał mi opiekę nad dziećmi. Jakub musiał płacić alimenty, choć robił wszystko, żeby tego uniknąć. Przysyłał mi obraźliwe wiadomości, próbował nastawiać dzieci przeciwko mnie. Michał zaczął się jąkać, Zosia moczyła się w nocy. Wiedziałam, że muszę być silna dla nich.

Po kilku miesiącach znalazłam pracę w lokalnej piekarni. Wstawałam o czwartej rano, żeby zdążyć przed otwarciem. Mama opiekowała się dziećmi. Było ciężko, ale zaczęłam wierzyć, że dam radę. Poznałam tam Anię, która stała się moją przyjaciółką. „Kasia, nie jesteś sama. Przeszłam przez to samo. Mój mąż też mnie zdradził. Ale zobacz, żyję, mam pracę, mam dzieci. Ty też dasz radę.”

Z czasem zaczęłam się uśmiechać. Dzieci odzyskały spokój. Michał przestał się jąkać, Zosia zaczęła przesypiać noce. Urodziłam trzeciego syna, Antka. Mama płakała ze szczęścia, kiedy trzymała go na rękach. „To nowy początek, Kasiu” – powiedziała.

Jakub próbował wrócić. Przyszedł pewnego dnia pod dom mamy, pijany, krzyczał, że mnie kocha, że popełnił błąd. „Za późno, Jakubie. Już ci nie wierzę.”

Z czasem przestał się odzywać. Znalazł nową kobietę, zapomniał o dzieciach. Bolało mnie to, ale wiedziałam, że nie mogę go zmusić do miłości. Skupiłam się na sobie, na dzieciach, na pracy. Zaczęłam chodzić na terapię. Uczyłam się, że nie jestem winna jego zdrady. Że mam prawo być szczęśliwa.

Dziś, kiedy patrzę na moje dzieci, czuję dumę. Przeszliśmy przez piekło, ale wyszliśmy z niego silniejsi. Czasem wciąż boję się przyszłości, ale wiem, że dam radę. Mam siebie, mam dzieci, mam mamę. I to wystarczy.

Czasem zastanawiam się, ile kobiet w Polsce przechodzi przez to samo. Ile z nas boi się odejść, bo nie wierzy, że sobie poradzi? Czy naprawdę musimy cierpieć w milczeniu? A może warto zaryzykować i zawalczyć o siebie, nawet jeśli to oznacza zaczynanie od zera?