Mąż zdradził mnie z koleżanką z pracy. Wszyscy o tym wiedzieli, tylko nie ja: Teraz wstydzę się przyjąć go z powrotem

– Magda, musisz w końcu otworzyć oczy – powiedziała mi Anka, patrząc na mnie z troską, której nie rozumiałam. Siedziałyśmy w kuchni, a ja mieszałam herbatę, próbując zignorować jej słowa. W mojej głowie tłukło się tylko jedno: „Przecież Tomek mnie kocha. Przecież rodzina jest najważniejsza. Przecież nie mógłby…”. Ale Anka nie dawała za wygraną. – Wszyscy w pracy o tym mówią. Tomek i ta jego nowa koleżanka, Karolina. Widziałam ich razem. Nie tylko ja.

Zamarłam. Łyżeczka wypadła mi z ręki, a herbata rozlała się na stół. Przez chwilę nie mogłam oddychać. To nie mogła być prawda. Przecież Tomek zawsze wracał do domu, całował mnie w czoło, pytał, jak minął dzień. Owszem, ostatnio był bardziej zamyślony, częściej wychodził wieczorami, ale tłumaczył to projektami w pracy. Wierzyłam mu. Bo przecież byliśmy razem od studiów, piętnaście lat wspólnego życia, dwóch synów, kredyt na mieszkanie, wspólne wakacje nad Bałtykiem, święta u teściów. Zawsze powtarzał: „Rodzina jest najważniejsza”. Czy można aż tak dobrze kłamać?

Przez kolejne dni chodziłam jak cień. Obserwowałam Tomka, próbując znaleźć dowody na to, że Anka się myli. Ale im bardziej się starałam, tym więcej widziałam. Jego telefon, który nagle zaczął mieć blokadę. Wiadomości, które kasował od razu po przeczytaniu. Zapach damskich perfum na jego koszuli, którego nie znałam. I ta nieobecność w oczach, kiedy patrzył na mnie przez stół. W końcu nie wytrzymałam.

– Tomek, musimy porozmawiać – powiedziałam pewnego wieczoru, kiedy dzieci już spały. Siedział na kanapie, oglądał mecz, nawet nie spojrzał w moją stronę.
– O czym? – rzucił obojętnie.
– O nas. O tobie i Karolinie.

Zamarł. Widziałam, jak jego twarz blednie, jak zaciska pięści. Przez chwilę miałam nadzieję, że zaprzeczy, że wyśmieje mnie, powie, że Anka coś sobie wymyśliła. Ale on tylko spuścił głowę.
– Przepraszam, Magda. To się po prostu stało. Nie chciałem cię skrzywdzić.

Nie chciał mnie skrzywdzić? Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. W głowie miałam tylko jedno pytanie: „Dlaczego?”. Ale nie zapytałam. Wyszłam z pokoju, zamknęłam się w łazience i płakałam tak, jak nigdy wcześniej. Płakałam za siebie, za nasze dzieci, za te wszystkie lata, które nagle straciły sens.

Następnego dnia nie poszłam do pracy. Nie miałam siły. Leżałam w łóżku, patrzyłam w sufit i próbowałam zrozumieć, gdzie popełniłam błąd. Czy byłam zbyt zajęta dziećmi? Czy za mało go doceniałam? Czy powinnam była częściej pytać, jak się czuje? W głowie słyszałam głosy znajomych: „Magda, ty zawsze taka poukładana, taka silna. Tobie to się nie może przydarzyć”. A jednak się przydarzyło. I to w najgorszy możliwy sposób.

Najgorsze było to, że wszyscy wiedzieli. W pracy patrzyli na mnie z litością, sąsiadki szeptały za moimi plecami. Nawet moja mama, kiedy zadzwoniłam do niej z płaczem, powiedziała tylko: „Wiedziałam, że coś jest nie tak. Tomek ostatnio był jakiś inny”. Dlaczego nikt mi nie powiedział? Dlaczego musiałam dowiedzieć się ostatnia?

Tomek próbował rozmawiać. Próbował tłumaczyć, że to był błąd, że Karolina nic dla niego nie znaczy, że chce wrócić, naprawić wszystko. Ale ja nie potrafiłam na niego patrzeć. Każde jego słowo bolało jak kolejny cios. Dzieci pytały, dlaczego tata śpi na kanapie, dlaczego mama płacze. Nie umiałam im odpowiedzieć. Jak wytłumaczyć ośmioletniemu Jankowi, że tata zdradził mamę? Że rodzina, o której zawsze mówił, nagle przestała istnieć?

Przez kilka tygodni żyliśmy jak obcy ludzie. Tomek starał się, gotował obiady, sprzątał, zabierał dzieci na spacery. Ale ja nie potrafiłam mu wybaczyć. Każde spojrzenie przypominało mi o zdradzie. Każdy dotyk był jak przypomnienie, że już nigdy nie będę mogła mu zaufać. Wstydziłam się przed sobą, przed rodziną, przed znajomymi. Wstydziłam się, że nie zauważyłam, że byłam naiwna, że pozwoliłam się oszukać.

Pewnego dnia spotkałam Karolinę na osiedlu. Szła z podniesioną głową, uśmiechnięta, jakby nic się nie stało. Spojrzała na mnie i powiedziała tylko:
– Przepraszam, Magda. To nie miało tak wyjść.

Nie odpowiedziałam. Nie miałam siły. Wróciłam do domu i po raz pierwszy od dawna poczułam złość. Nie na Tomka, nie na Karolinę, ale na siebie. Za to, że pozwoliłam, by ktoś inny decydował o moim życiu. Za to, że przez tyle lat stawiałam wszystkich ponad siebie.

Dziś, kilka miesięcy później, Tomek wciąż próbuje odzyskać moje zaufanie. Prosi, żebym dała mu szansę, żebym pozwoliła nam zacząć od nowa. Ale ja nie wiem, czy potrafię. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie spojrzeć na niego bez bólu. Wiem tylko jedno: już nigdy nie pozwolę, by ktoś inny decydował o moim szczęściu.

Czasem patrzę na nasze zdjęcia sprzed lat i zastanawiam się, czy można odbudować coś, co zostało tak brutalnie zniszczone. Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć? Czy warto próbować, czy lepiej zacząć wszystko od nowa?