Jak szybko minęło życie, wszystkie te lata. I jak stali się zbędni dorosłym dzieciom
„Jak szybko minęło życie, wszystkie te lata. I jak stali się zbędni dorosłym dzieciom” — te słowa wciąż dźwięczały mi w uszach, kiedy siedziałam przy kuchennym stole, patrząc na śnieg za oknem. Był grudzień, a ja czułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek wcześniej. Moje dzieci, które kiedyś biegały po tym domu, teraz były daleko. Najstarszy syn, Michał, mieszkał za granicą z rodziną. Wyprowadził się z domu w bardzo młodym wieku i od tamtej pory nigdy więcej nie widziałam go na żywo. Tylko zdjęcia, listy i życzenia świąteczne przypominały mi o jego istnieniu.
Zawsze byłam dumna z Michała. Był ambitny, zawsze miał wielkie plany i marzenia. Kiedy oznajmił, że wyjeżdża do Anglii na studia, serce mi pękło, ale wiedziałam, że to dla niego najlepsze. „Mamo, to tylko na chwilę” — mówił wtedy, a ja wierzyłam, że wróci. Ale chwila zamieniła się w lata, a lata w dekady. Teraz miał własną rodzinę, której nigdy nie poznałam osobiście.
Często zastanawiam się, czy zrobiłam coś źle. Czy mogłam być lepszą matką? Może gdybym była bardziej wymagająca albo bardziej wspierająca, Michał nie czułby potrzeby ucieczki tak daleko. Ale wtedy przypominam sobie jego uśmiech i to, jak zawsze mówił o swoich marzeniach. Wiedziałam, że muszę pozwolić mu iść własną drogą.
Moje młodsze dzieci, Kasia i Tomek, również opuściły rodzinne gniazdo. Kasia mieszka w Warszawie i pracuje jako prawniczka. Jest tak zajęta swoją karierą, że rzadko mamy okazję porozmawiać dłużej niż kilka minut przez telefon. Tomek z kolei wyjechał do Krakowa, gdzie prowadzi własny biznes. Czasem mam wrażenie, że jestem dla nich tylko wspomnieniem z dzieciństwa.
W zimowe wieczory często siadam przy kominku z kubkiem herbaty i przeglądam stare albumy ze zdjęciami. Każde zdjęcie to inna historia, inny moment z naszego życia. Oto Michał na swoim pierwszym rowerze, Kasia w sukience na baletowym występie, Tomek z pierwszym psem. Te chwile były tak pełne radości i miłości.
„Synku, tęsknimy za tobą” — pisałam w jednym z listów do Michała. Nigdy nie odpowiedział na ten list. Może był zbyt zajęty? A może po prostu nie wiedział, co powiedzieć? Czasem zastanawiam się, czy on też tęskni za domem.
Pewnego dnia postanowiłam zadzwonić do Michała. Serce biło mi jak szalone, kiedy wybierałam numer. Po kilku sygnałach usłyszałam jego głos. „Cześć mamo” — powiedział z lekkim akcentem angielskim. Rozmawialiśmy o codziennych sprawach: o pogodzie, o jego dzieciach. Nie miałam odwagi zapytać go wprost, dlaczego tak rzadko się odzywa.
„Michał, kiedy nas odwiedzisz?” — zapytałam w końcu. Po drugiej stronie zapadła cisza. „Nie wiem mamo… może w przyszłym roku” — odpowiedział niepewnie.
Po rozmowie długo siedziałam w ciszy. Czułam się jakby ktoś wyrwał mi serce. Wiedziałam jednak, że muszę być silna dla siebie i dla niego.
Kiedyś myślałam, że rodzina to wszystko, co mam. Teraz widzę, że życie toczy się dalej nawet wtedy, gdy dzieci opuszczają dom. Ale czy to oznacza, że stajemy się dla nich zbędni? Czy naprawdę jesteśmy tylko wspomnieniem?
Zastanawiam się czasem nad tym wszystkim i pytam siebie: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy mogłam zatrzymać czas? A może to ja powinnam nauczyć się żyć inaczej? Może to ja powinnam znaleźć nowe cele i marzenia?
Czy ktoś jeszcze czuje się tak jak ja? Czy ktoś jeszcze zastanawia się nad tymi samymi pytaniami?