Mama wszystko zaplanowała – historia o tym, jak jeden telefon potrafi zmienić życie całej rodziny

– Nie wierzę! Po prostu nie wierzę! – wrzasnęłam, trzaskając drzwiami od kuchni tak mocno, że aż zadrżały szklanki w kredensie. – Jak mogłaś mi to zrobić, mamo?!

Mama, czyli Barbara, stała przy kuchence z łyżką w ręku, jakby zaraz miała się bronić przed atakiem. Jej twarz była blada, a oczy szeroko otwarte ze zdumienia i strachu. – Marto, uspokój się, proszę…

– Uspokoić się? Po tym wszystkim? – czułam, jak łzy napływają mi do oczu, ale nie zamierzałam się poddać. – Całe miasto będzie się ze mnie śmiać! W pracy już wszyscy wiedzą!

Mama odłożyła łyżkę i podeszła do mnie powoli, jakby bała się, że zaraz wybuchnę. – Chciałam dobrze…

– Dobrze?! – przerwałam jej ostro. – Dałaś ogłoszenie do lokalnej gazety, że szukasz męża dla swojej trzydziestopięcioletniej córki! I jeszcze podałaś swój numer telefonu! Myślisz, że to normalne?

– Marto…

– Nie! Nie chcę tego słuchać! – odwróciłam się na pięcie i wybiegłam do swojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami i opadłam na łóżko. Przez chwilę leżałam bez ruchu, wsłuchując się w swoje przyspieszone bicie serca. W głowie miałam tylko jedno pytanie: jak mogła mi to zrobić?

Telefon rozdzwonił się po raz kolejny. Spojrzałam na wyświetlacz: „Nieznany numer”. Oczywiście. Od rana odbierałam telefony od obcych facetów – jeden chciał mnie zabrać na ryby do Mikołajek, drugi pytał, czy umiem robić pierogi, trzeci miał już czworo dzieci i szukał „gospodarnej żony”. Każdy z nich dzwonił do mojej matki, a ona przekazywała mój numer dalej.

W końcu nie wytrzymałam. Wybiegłam z pokoju i stanęłam w drzwiach kuchni.

– Mamo, czy ty naprawdę nie rozumiesz, co zrobiłaś? – zapytałam cicho, ale stanowczo.

Mama spojrzała na mnie z bólem w oczach. – Marto… Ty jesteś taka samotna od kiedy Michał cię zostawił…

Zacisnęłam pięści. – To nie znaczy, że masz prawo decydować za mnie! Mam trzydzieści pięć lat! Sama sobie poradzę!

– Ale ty tylko pracujesz i siedzisz w domu. Nie wychodzisz nigdzie…

– Bo nie mam ochoty! – wybuchłam. – Po rozwodzie potrzebuję czasu dla siebie! Nie chcę żadnych randek z obcymi facetami z gazety!

Mama spuściła głowę. Przez chwilę milczałyśmy. W kuchni pachniało świeżym chlebem i kawą, ale atmosfera była ciężka jak nigdy.

Nagle do kuchni wszedł mój młodszy brat, Paweł. – Co tu się dzieje? Słychać was na całym osiedlu.

– Zapytaj mamę – rzuciłam przez zaciśnięte zęby.

Paweł spojrzał na mamę pytająco. Ta tylko wzruszyła ramionami.

– Dajcie spokój… – mruknął Paweł i wyszedł z kuchni.

Usiadłam przy stole i ukryłam twarz w dłoniach.

– Marto… ja tylko chciałam ci pomóc – powiedziała mama cicho.

– Pomóc? Upokorzyć mnie przed całym miastem?

– Przecież nikt nie musi wiedzieć…

– Już wiedzą! W pracy wszyscy się śmieją! Nawet sąsiadka spod piątki pytała mnie dziś rano, czy już znalazłam sobie „kandydata”!

Mama westchnęła ciężko. – Może przesadziłam… Ale ja się martwię o ciebie. Jesteś moją córką.

Poczułam nagle falę współczucia dla niej. Wiem, że mama zawsze chciała dla mnie dobrze. Po śmierci taty została sama z dwójką dzieci i zawsze walczyła o nas jak lwica. Ale czasem jej troska była dusząca.

– Mamo… ja wiem, że chcesz dobrze. Ale musisz mi pozwolić żyć po swojemu.

Mama spojrzała na mnie ze łzami w oczach. – Boję się, że zostaniesz sama na zawsze…

– To moje życie – powiedziałam łagodnie. – I nawet jeśli zostanę sama, to będzie mój wybór.

Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy.

Następnego dnia w pracy nie mogłam się skupić. Koleżanki szeptały za moimi plecami. W końcu podeszła do mnie Anka z działu kadr.

– Marta… słyszałam o tym ogłoszeniu…

Zacisnęłam usta. – Tak, moja mama dała ogłoszenie bez mojej zgody.

Anka uśmiechnęła się współczująco. – Moja matka też kiedyś próbowała mnie swatać przez rodzinę. Wiesz co zrobiłam? Przestałam odbierać telefony od ciotek.

Parsknęłam śmiechem mimo wszystko.

Po pracy wróciłam do domu i zobaczyłam mamę siedzącą przy stole z notesem pełnym numerów telefonów.

– Mamo…

Spojrzała na mnie niepewnie. – Dzwonił pan Marian z Olsztyna. Bardzo miły głos…

Usiadłam naprzeciw niej i spojrzałam jej prosto w oczy.

– Mamo, proszę cię… przestań już odbierać te telefony. Nie chcę tego.

Mama pokiwała głową i zamknęła notes.

Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta. Paweł unikał rozmów, a mama chodziła przygaszona. Ja próbowałam wrócić do normalności, ale czułam się jak bohaterka kiepskiej komedii romantycznej.

W piątek wieczorem zadzwonił domofon. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam na progu wysokiego mężczyznę z bukietem tulipanów.

– Dobry wieczór… Marta? Jestem Andrzej…

Zamarłam.

– Przepraszam… moja mama chyba coś pomyliła…

Andrzej uśmiechnął się nieśmiało. – Wiem o wszystkim. Rozmawiałem z panią Barbarą przez telefon… Ale jeśli mogę być szczery… spodobało mi się to ogłoszenie. Jest pani bardzo odważna albo ma bardzo kochającą mamę.

Nie wiedziałam, co powiedzieć.

Andrzej spojrzał na mnie ciepło. – Może pójdziemy na spacer? Jeśli pani nie chce… rozumiem.

Spojrzałam na niego uważnie. Był inny niż wszyscy dotychczasowi „kandydaci” – spokojny, uprzejmy i szczery.

Zgodziłam się na spacer.

Wieczorem wróciłam do domu z lekkim sercem po raz pierwszy od wielu miesięcy. Mama czekała w kuchni z herbatą.

– I jak było? – zapytała niepewnie.

Uśmiechnęłam się lekko. – Było dobrze.

Mama rozpromieniła się jak dziecko.

Minęły tygodnie. Z Andrzejem spotykaliśmy się coraz częściej. Mama powoli odzyskiwała humor, a Paweł przestał unikać rodzinnych obiadów.

Ale nie wszystko było takie proste. Pewnego dnia Andrzej zaprosił mnie do siebie na kolację i przedstawił swojej mamie – pani Zofii. Od razu poczułam chłód w jej spojrzeniu.

– A więc to pani jest tą słynną Martą z ogłoszenia? – zapytała lodowato.

Zrobiło mi się gorąco ze wstydu.

Andrzej próbował ratować sytuację: – Mamo, daj spokój…

Ale pani Zofia nie dawała za wygraną:
– Wie pani… ja bym nigdy nie pozwoliła sobie na takie upokorzenie córki…

Wróciłam do domu roztrzęsiona i rzuciłam się na łóżko płacząc jak dziecko.

Mama przyszła po chwili i usiadła obok mnie.
– Przepraszam cię, Marto… Nigdy nie chciałam ci zrobić krzywdy.

Objęłyśmy się mocno i płakałyśmy razem długo w noc.

Dziś wiem jedno: czasem rodzicielska troska potrafi zranić bardziej niż obojętność świata. Ale czy można mieć żal do matki za to, że kocha za bardzo?

A wy? Czy wasze mamy też próbowały układać wam życie? Gdzie leży granica między troską a kontrolą?