Kiedy miłość zamienia się w rachunek: Moje małżeństwo na krawędzi
– Znowu wydałaś tyle na zakupy? – Ivan rzucił paragon na stół z takim impetem, że aż podskoczyłam. W jego oczach nie było już czułości, tylko chłodna kalkulacja. – Przecież mówiłem, że musimy oszczędzać.
Patrzyłam na niego, próbując znaleźć w sobie resztki cierpliwości. Dziesięć lat temu przysięgaliśmy sobie miłość i wsparcie, a dziś nasze rozmowy sprowadzały się do liczb i wydatków. Pamiętam, jak jeszcze niedawno śmialiśmy się razem z głupot, planowaliśmy wakacje nad Bałtykiem i marzyliśmy o domku pod Warszawą. Teraz wszystko było inne.
– To były zakupy dla dzieci – odpowiedziałam cicho, nie chcąc wszczynać kolejnej kłótni. – Zosia potrzebowała nowych butów do szkoły, a Michałowi spodnie już się nie dopinały.
Ivan westchnął ciężko i usiadł naprzeciwko mnie. – Może powinnaś znaleźć jakąś pracę? Wiesz, że sam nie dam rady wszystkiego utrzymać.
Zabolało. Przecież pracowałam – w domu, dla dzieci, dla niego. Ale tego nikt nie liczył. Moja praca była niewidzialna, a jego pieniądze – jedyną walutą w naszym związku.
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Słyszałam, jak Ivan przewraca się z boku na bok. W końcu usiadłam na łóżku i zapytałam:
– Pamiętasz jeszcze, jak to było na początku?
Milczał przez chwilę. – Było inaczej – odpowiedział w końcu. – Ale życie to nie bajka.
Zrobiło mi się zimno. Czy naprawdę wszystko musi być takie pragmatyczne? Gdzie podziała się nasza bliskość?
Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama.
– Dziecko, słyszę po głosie, że coś jest nie tak. Powiedz mi szczerze: jesteście szczęśliwi?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Czy można być szczęśliwym, kiedy codziennie czujesz się jak petent we własnym domu?
– Mamo… Ivan się zmienił. Wszystko przelicza na pieniądze. Nawet naszą miłość.
– A ty? Ty też się zmieniłaś? – zapytała cicho.
Zastanowiłam się. Może rzeczywiście stałam się bardziej nerwowa, mniej cierpliwa. Ale czy to moja wina? Czy to ja zaczęłam liczyć każdą złotówkę?
Wieczorem dzieci bawiły się w pokoju, a ja próbowałam ugotować kolację. Ivan wrócił późno. Bez słowa usiadł do stołu i zaczął przeglądać telefon.
– Możesz chociaż odłożyć ten telefon na chwilę? – poprosiłam.
Spojrzał na mnie z irytacją. – Pracuję! Ktoś musi zarabiać na ten dom.
Łzy napłynęły mi do oczu. Michał wszedł do kuchni i przytulił mnie mocno.
– Mamusiu, nie płacz – szepnął.
Wtedy coś we mnie pękło. Czy naprawdę chcę, żeby moje dzieci dorastały w domu pełnym napięcia i chłodu?
Kilka dni później spotkałam się z Anią, moją przyjaciółką ze studiów.
– Wyglądasz na wykończoną – powiedziała bez ogródek. – Co się dzieje?
Opowiedziałam jej wszystko. O tym, jak Ivan rozlicza mnie z każdego grosza, jak czuję się niewidzialna i niepotrzebna.
– A próbowałaś z nim o tym porozmawiać? Tak naprawdę?
– Próbowałam… Ale on tylko mówi o kredycie, rachunkach i pracy.
Ania spojrzała na mnie poważnie.
– Może czas pomyśleć o sobie? O tym, czego ty chcesz?
Wróciłam do domu z głową pełną myśli. Czy naprawdę mogę jeszcze coś zmienić? Czy jestem skazana na życie w cieniu cudzych oczekiwań?
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Ivanem raz jeszcze.
– Musimy pogadać – zaczęłam stanowczo.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
– O czym?
– O nas. O tym, co się z nami stało. Nie chcę być tylko gospodynią domową i księgową twojego portfela. Chcę być twoją żoną. Chcę czuć się kochana i ważna.
Ivan spuścił wzrok.
– Nie wiem, co mam ci powiedzieć… Jestem zmęczony. Ciągle tylko praca i rachunki…
– Ja też jestem zmęczona! Ale chyba nie po to się pobraliśmy, żeby żyć obok siebie jak współlokatorzy!
Przez chwilę panowała cisza. Widziałam w jego oczach strach i zagubienie.
– Może powinniśmy pójść na terapię? – zaproponowałam cicho.
Ivan pokręcił głową.
– To nie dla mnie…
Poczułam bezsilność. Czy naprawdę wszystko już stracone?
Tydzień później znalazłam ogłoszenie o pracy w pobliskiej bibliotece. Zgłosiłam się bez konsultacji z Ivanem. Po raz pierwszy od lat poczułam dreszcz ekscytacji i nadziei.
Kiedy powiedziałam mu o tym wieczorem, spojrzał na mnie zdziwiony.
– Myślałem, że nie chcesz pracować…
– Chcę spróbować czegoś nowego. Dla siebie.
Nie odpowiedział nic więcej. Przez kolejne dni był milczący i zamknięty w sobie.
A ja zaczęłam powoli odzyskiwać siebie. Każdego dnia czułam się trochę silniejsza. Dzieci zauważyły zmianę – częściej się uśmiechałam, miałam więcej cierpliwości.
Pewnego wieczoru Ivan usiadł obok mnie na kanapie.
– Przepraszam – powiedział cicho. – Chyba za bardzo skupiłem się na pieniądzach… Bałem się, że wszystko nam się rozpadnie.
Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam tam cień dawnego Ivana.
– Może jeszcze możemy to naprawić… Ale musimy oboje chcieć – odpowiedziałam.
Nie wiem, co będzie dalej. Może uda nam się odbudować naszą relację, a może pójdziemy osobnymi drogami. Ale wiem jedno: nie chcę już żyć według cudzych rachunków.
Czy naprawdę można odbudować miłość po tylu latach rozczarowań? A może czasem trzeba pozwolić sobie odejść i zacząć od nowa?