„Nie przesadzaj, zawsze byłaś za mało dobra” — usłyszałam to przy rodzinnym stole i wtedy coś we mnie pękło
„Zawsze musisz robić z siebie ofiarę?” — syknęła moja matka, Danuta, kiedy odsunęłam talerz z niedojedzonym schabowym. W mieszkaniu mojej siostry, Iwony, pachniało rosołem, smażoną cebulą i niedopowiedzianą pretensją. Wujek Marek udawał, że ogląda mecz, babcia Halina mieszała łyżeczką herbatę tak głośno, jakby chciała zagłuszyć to, co za chwilę miało paść. A ja siedziałam sztywno przy stole i czułam się znowu jak ta mała dziewczynka z blokowiska w Radomiu, która wracała ze świadectwem z czerwonym paskiem i słyszała tylko: „A czemu nie same piątki?”