Kontratak ODWET – Kim jest ta kobieta?
– Kasia, kim jest ta kobieta? – szepnął Marek, pochylając się do mojego ucha, by nie usłyszeli współpasażerowie.
– Jaka kobieta? – oderwałam wzrok od telefonu, w którym właśnie pisałam wiadomość do Magdy, mojej przyjaciółki z dzieciństwa.
– Tamta… Przy ostatnim oknie. Cały czas na nas patrzy. Nawet się nie kryje.
Unoszę się lekko, żeby spojrzeć w wskazanym kierunku. I wtedy czuję, jak krew odpływa mi z twarzy. To ona. Sylwia. Kobieta, której nie widziałam od ponad dziesięciu lat, a która była powodem, dla którego uciekłam z rodzinnego domu w Białymstoku.
Marek patrzy na mnie z niepokojem. – Znasz ją? – pyta, ściszając głos jeszcze bardziej.
Nie wiem, co odpowiedzieć. W głowie mam mętlik. Próbuję zebrać myśli, ale wspomnienia wracają z taką siłą, że przez chwilę nie słyszę nawet stukotu kół pociągu. Sylwia była kiedyś moją macochą. Kobietą, która pojawiła się w naszym domu po śmierci mamy i z dnia na dzień przejęła kontrolę nad wszystkim. Ojciec był nią oczarowany, a ja… Ja czułam się jak intruz we własnym domu.
– Kasia, co się dzieje? – Marek ściska mnie za rękę. – Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.
– To… to moja dawna znajoma – kłamię, bo nie chcę teraz wyjaśniać wszystkiego. Nie tutaj, nie wśród obcych ludzi, nie w pociągu do Warszawy, gdzie mieliśmy zacząć nowe życie.
Ale Sylwia nie spuszcza ze mnie wzroku. Jej spojrzenie jest chłodne, przeszywające. Wiem, że nie pojawiła się tu przypadkiem. Ona nigdy nie robiła niczego przypadkowo. Zawsze miała plan.
Próbuję wrócić do rozmowy z Markiem, ale nie potrafię się skupić. W głowie słyszę głos ojca sprzed lat: „Kasiu, Sylwia chce dla nas dobrze. Musisz się z nią dogadać.” Ale ja wiedziałam, że to nieprawda. Sylwia chciała tylko jednego – przejąć wszystko, co zostało po mamie. Dom, oszczędności, nawet mnie próbowała sobie podporządkować. Kiedy ojciec zachorował, to ona decydowała o wszystkim. Nawet o tym, kiedy mogę go odwiedzić. A potem, gdy zmarł, wyrzuciła mnie z domu pod byle pretekstem.
Marek coś mówi, ale ja już nie słyszę. Wspomnienia zalewają mnie falą. Przypominam sobie tamten dzień, kiedy spakowałam walizkę i uciekłam do Warszawy, zostawiając za sobą wszystko. Przysięgłam sobie wtedy, że nigdy nie wrócę do Białegostoku. Że nigdy nie pozwolę Sylwii znowu wejść do mojego życia.
A teraz ona tu jest. W tym samym wagonie, kilka metrów ode mnie. Patrzy na mnie, jakby chciała powiedzieć: „Myślałaś, że uciekniesz?”
– Kasia, powiedz mi, o co chodzi – Marek nie daje za wygraną. – Widzę, że coś jest nie tak. Znam cię już tyle lat, nie ukryjesz przede mną takich rzeczy.
Patrzę na niego i czuję, jak łzy napływają mi do oczu. – To długa historia, Marek. Bardzo długa i bardzo brudna.
– Spróbuj mi zaufać. – Jego głos jest cichy, ale stanowczy.
Biorę głęboki oddech. – Ta kobieta… To Sylwia. Moja była macocha. Przez nią straciłam wszystko, co miałam. Dom, rodzinę, poczucie bezpieczeństwa. Przez nią musiałam zacząć wszystko od nowa.
Marek milknie. Widzę, że nie wie, co powiedzieć. – Myślisz, że ona cię śledzi?
– Nie wiem. Ale nie wierzę w przypadki, Marek. Ona zawsze miała swoje powody.
Pociąg zwalnia, zbliżamy się do Warszawy Wschodniej. Sylwia wstaje, bierze swoją torebkę i rusza w naszą stronę. Serce podchodzi mi do gardła. Marek ściska moją dłoń, jakby chciał dodać mi otuchy.
– Dzień dobry, Kasiu – mówi Sylwia, zatrzymując się przy naszym przedziale. Jej głos jest spokojny, ale wyczuwam w nim nutę ironii. – Miło cię znowu widzieć.
– Czego chcesz? – pytam, starając się, by mój głos nie drżał.
– Porozmawiać. O przeszłości. O twoim ojcu. O tym, co zostawiłaś niedokończone.
Marek patrzy na mnie pytająco. – Może powinniśmy wysiąść – szepcze.
Ale Sylwia blokuje wyjście. – Nie tak szybko. Myślę, że powinniśmy wyjaśnić sobie kilka spraw. Zwłaszcza, że niedługo możesz mieć kłopoty, Kasiu.
– O czym ty mówisz? – pytam, czując, jak narasta we mnie panika.
– O spadku po twoim ojcu. O dokumentach, które zniknęły. O pieniądzach, które ktoś wypłacił z konta tuż przed jego śmiercią. – Sylwia patrzy mi prosto w oczy. – Myślałaś, że nikt się nie dowie?
– To nie ja! – wybucham. – Nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła!
– Może. Ale policja już się tym interesuje. I wiesz, co jest najgorsze? Że wszystkie ślady prowadzą do ciebie.
Marek wstaje. – Proszę pani, jeśli ma pani jakieś zarzuty, proszę iść na policję. Nie będziemy tego słuchać.
Sylwia uśmiecha się chłodno. – Spokojnie, młody człowieku. Wszystko w swoim czasie. Chciałam tylko uprzedzić Kasię, że prawda zawsze wychodzi na jaw. Nawet po latach.
Odwraca się i wychodzi z przedziału. Przez chwilę siedzimy w ciszy. Słyszę tylko własny oddech i bicie serca. Marek obejmuje mnie ramieniem.
– Kasia, co się dzieje? O czym ona mówiła?
– Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ale jeśli Sylwia coś planuje, to nie spocznie, póki mnie nie zniszczy.
Wysiadamy na dworcu. Sylwia znika w tłumie. Czuję się, jakbym znowu miała piętnaście lat i była bezradna wobec jej intryg. Ale teraz nie jestem już dzieckiem. Mam Marka, mam pracę, mam swoje życie. Nie pozwolę jej tego zniszczyć.
Wieczorem, w naszym nowym mieszkaniu na Pradze, długo nie mogę zasnąć. Marek śpi obok, ale ja wpatruję się w sufit, analizując każde słowo Sylwii. Czy naprawdę mogłabym być podejrzana o kradzież? Przecież nie miałam dostępu do konta ojca. Ale Sylwia zawsze była sprytna. Potrafiła manipulować ludźmi, podrabiać podpisy, kłamać bez mrugnięcia okiem.
Następnego dnia dostaję wezwanie na komisariat. Policjantka, młoda, uprzejma kobieta, pyta mnie o szczegóły dotyczące spadku po ojcu. Czuję się, jakbym była w jakimś koszmarnym śnie. Tłumaczę, że nie miałam z tym nic wspólnego, że od lat nie miałam kontaktu z Sylwią, że to ona powinna być podejrzana, nie ja. Ale widzę w oczach policjantki cień wątpliwości.
Po powrocie do domu Marek czeka na mnie z obiadem. – I jak było?
– Źle. Bardzo źle. Sylwia naprawdę mnie wrobiła. Muszę coś zrobić, Marek. Muszę znaleźć dowody na swoją niewinność.
– Pomogę ci. Razem damy radę.
Przez kolejne tygodnie żyjemy w ciągłym napięciu. Sylwia dzwoni, wysyła maile, grozi, że jeśli nie przyznam się do winy, zniszczy mnie całkowicie. Próbuję znaleźć jakiekolwiek ślady, które mogłyby ją obciążyć, ale ona jest zawsze o krok przede mną. Nawet moja rodzina nie chce mi wierzyć. Ciotka Zosia mówi: – Kasiu, Sylwia zawsze była porządna. Może to ty coś ukrywasz?
Czuję się coraz bardziej samotna. Nawet Marek zaczyna mieć wątpliwości. – Kasia, powiedz mi szczerze… Czy na pewno nie miałaś z tym nic wspólnego?
Wybucham płaczem. – Jak możesz mi to robić? Przecież wiesz, że nigdy bym cię nie okłamała!
W końcu decyduję się na desperacki krok. Włamię się do starego domu w Białymstoku, żeby znaleźć dokumenty, które mogą mnie oczyścić z zarzutów. W piwnicy, wśród starych pudeł po mamie, znajduję kopertę z listami Sylwii do prawnika. Z listów wynika, że planowała przejąć cały majątek ojca jeszcze zanim zachorował. Są tam też kopie przelewów na jej konto, podpisane moim nazwiskiem, ale z datą, kiedy byłam już w Warszawie.
Zanoszę wszystko na policję. Po kilku tygodniach śledztwa okazuje się, że Sylwia rzeczywiście mnie wrobiła. Zostaje zatrzymana, a ja mogę wreszcie odetchnąć z ulgą. Ale rany, które mi zadała, nie goją się tak łatwo.
Siedzę wieczorem na balkonie, patrzę na światła Warszawy i myślę: czy kiedykolwiek będę w stanie zaufać ludziom? Czy przeszłość naprawdę da się zostawić za sobą? A może zawsze będzie wracać, kiedy najmniej się tego spodziewam?
Czy wy też macie w swoim życiu kogoś, kto próbował was zniszczyć? Jak sobie z tym poradziliście?