Zdrada mojego syna zniszczyła naszą rodzinę. Ale to była jego była żona, która podała mi rękę, gdy najbardziej tego potrzebowałam.

– Mamo, nie mieszaj się. To moja decyzja – Bartek patrzył na mnie z chłodną determinacją, jakiej nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Stał w przedpokoju, trzymając walizkę. Magda płakała w kuchni, a dzieci tuliły się do niej, nie rozumiejąc jeszcze, że ich świat właśnie się rozpada.

– Bartek, błagam cię… Zastanów się jeszcze. Dla dzieci… – głos mi się łamał, ale on już był nieobecny. Odsunął się ode mnie, jakby dotyk matki parzył go wstydem.

– To nie twoja sprawa. Kocham Anię. Chcę być szczęśliwy – rzucił przez zaciśnięte zęby i wyszedł. Drzwi trzasnęły tak głośno, że aż podskoczyłam.

Wtedy zaczęło się moje piekło. Nie spałam nocami, myśląc o tym, jak Magda radzi sobie sama z dwójką dzieci. Bartek coraz rzadziej odbierał telefon. Ania – ta cała Ania! – była jego koleżanką z pracy, rozwódką bez dzieci. Nie mogłam pojąć, jak mógł zostawić własną rodzinę dla kogoś takiego.

Przez pierwsze tygodnie Magda nie chciała mnie widzieć. Rozumiałam ją – byłam matką człowieka, który zniszczył jej życie. Ale tęskniłam za wnukami tak bardzo, że pewnego dnia zebrałam się na odwagę i zapukałam do jej drzwi.

– Pani Mario… – Magda otworzyła tylko na łańcuszek. Miała podpuchnięte oczy i rozczochrane włosy. – Proszę… Ja nie wiem, czy to dobry pomysł.

– Magda… Ja nie przyszłam po Bartka. Chcę tylko zobaczyć dzieci. Proszę cię…

Patrzyłyśmy na siebie długo. W końcu westchnęła i otworzyła drzwi szerzej.

– Dobrze. Ale tylko na chwilę.

Weszłam do mieszkania, które jeszcze niedawno tętniło życiem całej rodziny. Teraz było cicho, jakby ktoś wyciągnął z niego duszę. Zosia i Michał rzucili mi się na szyję. Płakałam razem z nimi.

Od tamtej pory zaczęłam przychodzić regularnie. Magda była chłodna, ale pozwalała mi zabierać dzieci na spacery albo do siebie na weekendy. Z czasem zaczęłyśmy rozmawiać – najpierw o szkole dzieci, potem o codziennych sprawach. Widziałam, jak bardzo jest zmęczona i samotna.

Bartek pojawiał się coraz rzadziej. Kiedy przychodził po dzieci, był spięty i nerwowy. Unikał mojego wzroku.

– Mamo, nie wtrącaj się – powtarzał za każdym razem.

Czułam się rozdarta między lojalnością wobec syna a współczuciem dla Magdy i wnuków. Próbowałam rozmawiać z Bartkiem, przekonywać go do powrotu, ale on był głuchy na moje argumenty.

Pewnego dnia Magda zadzwoniła do mnie wieczorem.

– Pani Mario… Przepraszam, że tak późno… Czy mogłaby pani zostać z dziećmi jutro? Mam rozmowę o pracę i nie mam z kim ich zostawić.

– Oczywiście! – odpowiedziałam bez wahania.

Zaczęłyśmy sobie ufać. Pomagałam jej coraz częściej – gotowałam obiady, odbierałam dzieci ze szkoły, czasem nawet zostawałam na noc, kiedy Magda musiała pracować na zmiany.

Któregoś dnia usiadłyśmy razem przy herbacie.

– Wie pani… Gdyby nie pani pomoc… Nie wiem, jak bym sobie poradziła – powiedziała cicho Magda.

– Magdo… Jesteś dla mnie jak córka. Bartek… On popełnił błąd. Ale ja zawsze będę po twojej stronie.

Popatrzyła na mnie ze łzami w oczach i pierwszy raz od miesięcy uśmiechnęła się szczerze.

Z czasem nasze relacje stały się coraz bliższe. Zaczęłyśmy chodzić razem do kina, na spacery z dziećmi. Czułam się potrzebna – nie tylko jako babcia, ale też jako przyjaciółka Magdy.

Bartek tymczasem coraz bardziej oddalał się od nas wszystkich. Ania okazała się osobą kapryśną i wymagającą. Słyszałam od znajomych, że ich związek przeżywa kryzys.

Pewnego dnia Bartek zadzwonił do mnie wieczorem.

– Mamo… Mogę przyjechać?

Przyjechał późno w nocy. Był roztrzęsiony.

– Ania mnie zostawiła – powiedział bez ogródek. – Straciłem wszystko…

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przytuliłam go tylko i pozwoliłam mu wypłakać się jak małe dziecko.

Następnego dnia Bartek poprosił Magdę o rozmowę. Chciał wrócić do rodziny. Magda długo milczała.

– Bartek… Nie jestem już tą samą osobą co kiedyś. Dzieci cię kochają, ale ja… Ja już ci nie ufam – powiedziała spokojnie.

Bartek próbował ją przekonać, ale ona była nieugięta.

Po tej rozmowie Bartek wyjechał za granicę do pracy. Kontaktował się z dziećmi przez internet, ale już nigdy nie wrócił do Polski na stałe.

Zostałyśmy z Magdą i dziećmi same – dwie kobiety połączone bólem zdrady i miłością do tych samych dzieci.

Czasem myślę o tym wszystkim i zastanawiam się: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy powinnam była bardziej walczyć o syna? A może to właśnie dzięki tej tragedii odnalazłam prawdziwą rodzinę?

Czy można przebaczyć komuś tak wielką krzywdę? I czy szczęście naprawdę przychodzi wtedy, gdy najmniej się go spodziewamy?