Zawiodłam mojego wnuka – czy można naprawić złamane zaufanie?

— Mamo, proszę, tylko nie pozwól mu jeść tych cukierków przed kolacją — usłyszałam głos mojego syna, Pawła, zanim zamknął drzwi. Stałam w przedpokoju z Antosiem, moim ukochanym wnukiem, który patrzył na mnie wielkimi oczami. W jego spojrzeniu było tyle ufności, że aż ścisnęło mnie w gardle.

— Babciu, a możemy obejrzeć bajkę? — zapytał cicho, ciągnąc mnie za rękę w stronę salonu.

— Oczywiście, kochanie. Ale najpierw zjemy kolację, dobrze? — odpowiedziałam, próbując brzmieć stanowczo, choć już czułam, że ten wieczór będzie dla mnie wyzwaniem. Paweł i Magda rzadko prosili mnie o opiekę nad Antosiem. Zawsze byli ostrożni, trochę przewrażliwieni na punkcie jego zdrowia. Ale dziś chcieli wyjść na randkę — pierwszy raz od miesięcy.

W kuchni przygotowałam zupę jarzynową, którą Antoś zwykle lubił. Jednak tego wieczoru był marudny. Kręcił się na krześle, odsuwał talerz.

— Babciu, boli mnie brzuszek — powiedział nagle i spojrzał na mnie z niepokojem.

Zamarłam. Przypomniałam sobie, jak Paweł mówił rano przez telefon, że Antoś był trochę osowiały po przedszkolu. Ale przecież dzieci czasem tak mają…

— Może to przez emocje? — próbowałam się uspokoić. — Chcesz herbatki?

Antoś skinął głową. Zaparzyłam mu rumiankową i posadziłam na kanapie pod kocem. Włączyłam bajkę, choć wiedziałam, że Magda nie lubi, gdy ogląda telewizję przed snem. Ale chciałam go czymś zająć.

Po godzinie Antoś zasnął. Oddychał ciężko, miał gorące policzki. Dotknęłam jego czoła — był rozpalony. Serce mi zamarło.

„Co robić?” — myślałam gorączkowo. „Nie chcę panikować… Może to tylko chwilowe?”

Zadzwoniłam do Magdy. Odebrała po kilku sygnałach.

— Co się stało? — zapytała od razu zaniepokojona.

— Antoś ma gorączkę… Nie wiem, może coś go bierze…

— Mamo! Przecież mówiłam ci rano, że był niewyraźny! Dlaczego nie zadzwoniłaś wcześniej?! — jej głos przeszedł w krzyk.

— Myślałam, że to nic poważnego…

— Wracamy natychmiast.

Kiedy przyjechali, Magda niemal wyrwała mi Antosia z rąk. Paweł spojrzał na mnie z wyrzutem.

— Mamo… przecież prosiłem cię…

Nie mogłam wydusić słowa. Stałam w przedpokoju jak skamieniała, słysząc ich szeptane rozmowy w kuchni:

— Ona zawsze bagatelizuje wszystko…
— To nasza wina, nie powinniśmy zostawiać go samego…
— Ale przecież to babcia!

Następnego dnia zadzwoniłam do Pawła. Odebrał po długiej chwili.

— Jak się czuje Antoś?

— Ma grypę. Lekarz powiedział, że trzeba było szybciej reagować. Magda jest wściekła…

— Przepraszam… — wyszeptałam.

— Mamo… ja wiem, że chciałaś dobrze. Ale musisz nas słuchać. To nie są już czasy, kiedy dzieciom dawało się herbatę i czekało aż przejdzie…

Przez kolejne dni nie spałam po nocach. W głowie miałam tylko jedno: „To moja wina”. Przypominały mi się czasy mojego dzieciństwa — kiedy mama zostawiała mnie samą z gorączką i mówiła: „Wygrzejesz się i przejdzie”. Tak mnie wychowano. Ale świat się zmienił.

Magda przestała do mnie dzwonić. Paweł odbierał moje telefony krótko i rzeczowo. Czułam się jak intruz we własnej rodzinie.

Po tygodniu odwiedziłam ich bez zapowiedzi. Drzwi otworzyła Magda. Jej twarz była zimna jak lód.

— Przyszłam zobaczyć Antosia…

— Śpi. Nie chcemy go budzić.

Stałyśmy w ciszy przez dłuższą chwilę.

— Magda… przepraszam. Naprawdę myślałam, że to nic poważnego…

— To nie wystarczy — odpowiedziała cicho. — Musisz zrozumieć, że on jest najważniejszy. Nie możemy ryzykować jego zdrowia.

Wróciłam do domu ze ściśniętym sercem. Przez kolejne dni próbowałam naprawić sytuację — piekłam ciasta, kupowałam zabawki dla Antosia, pisałam wiadomości do Magdy i Pawła. Bez odzewu.

W końcu zadzwonił Paweł.

— Mamo… musimy ustalić zasady. Jeśli jeszcze kiedyś zostawimy ci Antosia, musisz robić wszystko tak, jak ci powiemy. Bez wyjątków.

Poczułam ulgę i jednocześnie upokorzenie.

— Dobrze… obiecuję.

Ale coś się zmieniło. Zaufanie zostało nadwyrężone. Już nie byłam tą beztroską babcią od przytulania i bajek. Teraz byłam „babcią pod nadzorem”.

Często wracam myślami do tamtego wieczoru. Czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy naprawdę jestem winna temu wszystkiemu? A może to świat wokół mnie zmienił się tak bardzo, że nie potrafię już za nim nadążyć?

Czy można naprawić złamane zaufanie? Czy rodzina potrafi wybaczyć babciom ich błędy?