Pożyczyłem pieniądze od teścia i wszystko się zmieniło – czy można jeszcze odbudować zaufanie?

– Michał, musimy o czymś porozmawiać – głos Magdy drżał, kiedy stała w progu naszej sypialni. Była już późna noc, a ja po raz kolejny nie mogłem zasnąć, przewracając się z boku na bok. Wiedziałem, o co chodzi. Ostatnie tygodnie były dla nas jak niekończący się koszmar – rachunki rosły, a moja firma remontowa ledwo wiązała koniec z końcem po tym, jak największy klient ogłosił upadłość.

– Wiem, Magda – westchnąłem ciężko. – Ale nie mam już pomysłów. Bank odmówił kredytu, a znajomi sami ledwo sobie radzą.

Magda usiadła na łóżku obok mnie i spojrzała mi prosto w oczy. – Może powinniśmy poprosić tatę o pomoc? Wiem, że to trudne, ale on zawsze powtarzał, że rodzina jest najważniejsza.

Zacisnąłem pięści. Zbyszek, mój teść, był człowiekiem zasad. Pracował całe życie w hucie, dorobił się własnego domu pod Warszawą i nigdy nie ukrywał, że nie jestem dla niego wymarzonym zięciem. Ale dla Magdy zrobiłbym wszystko.

Następnego dnia pojechaliśmy do teściów. Zbyszek siedział przy stole z gazetą i filiżanką kawy. Magda zaczęła rozmowę, a ja czułem, jak pot spływa mi po plecach.

– Tato… Michał ma kłopoty w firmie. Potrzebujemy trochę pieniędzy na przetrwanie kilku miesięcy. Czy mógłbyś nam pożyczyć?

Zbyszek odłożył gazetę i spojrzał na mnie spod krzaczastych brwi. – Ile?

– Dwadzieścia tysięcy – odpowiedziałem cicho.

Przez chwilę panowała cisza. Teściowa nerwowo mieszała herbatę.

– Dobrze – powiedział w końcu Zbyszek. – Ale chcę wszystko na papierze. I chcę wiedzieć, kiedy oddasz.

Poczułem ulgę, ale też coś we mnie pękło. Od tego dnia wszystko się zmieniło.

Zbyszek zaczął dzwonić do mnie co tydzień. – Michał, jak tam firma? Kiedy oddasz pierwszą ratę? – pytał z pozorną troską, ale w jego głosie słyszałem nutę podejrzliwości.

Na rodzinnych obiadach czułem się jak intruz. Teść rzucał aluzje o „nieudacznikach” i „ludziach, którzy nie potrafią zadbać o rodzinę”. Magda próbowała łagodzić sytuację, ale widziałem, jak cierpi.

Pewnego wieczoru wróciłem do domu późno. Magda siedziała zapłakana na kanapie.

– Tato powiedział dziś mamie, że żałuje tej pożyczki – wyszeptała. – Że lepiej by było, gdybyśmy sobie sami radzili.

Czułem się upokorzony. Zacząłem unikać spotkań rodzinnych. Nasze małżeństwo zaczęło się sypać pod ciężarem nieporozumień i wzajemnych pretensji.

Któregoś dnia Zbyszek przyszedł do nas bez zapowiedzi.

– Michał, musimy porozmawiać jak mężczyźni – powiedział stanowczo. – Nie chcę być twoim bankiem. Albo oddasz pieniądze do końca miesiąca, albo…

– Albo co? – przerwałem mu z gniewem w głosie.

– Albo nie chcę cię więcej widzieć w moim domu.

Magda stała między nami blada jak ściana. – Tato! Przestań!

Ale Zbyszek był nieugięty.

Zacząłem pracować po nocach na budowie, brałem każde zlecenie, nawet najgorsze. W końcu udało mi się zebrać większość kwoty i oddać teściowi pieniądze.

Ale relacje już nigdy nie wróciły do normy. Zbyszek traktował mnie chłodno, a Magda coraz częściej wyjeżdżała do matki z dziećmi na weekendy.

Któregoś wieczoru usiadłem sam w kuchni z kubkiem zimnej kawy i patrzyłem przez okno na ciemne podwórko.

Czy naprawdę warto było prosić o pomoc rodzinę? Czy pieniądze zawsze muszą niszczyć to, co najważniejsze?

Może są rzeczy, których nie da się już naprawić…

A wy? Czy kiedykolwiek pożyczyliście pieniądze od rodziny? Jak to wpłynęło na wasze relacje?