Moja córka zniszczyła moją przyjaźń: Historia utraconej więzi, której nie da się odbudować
– Mamo, musisz mi zaufać. Ja wiem, co robię! – Emilia krzyczała przez łzy, trzaskając drzwiami swojego pokoju. Stałam na korytarzu, zaciśnięte pięści i serce w gardle. W głowie wciąż dudniły mi słowa Anki sprzed kilku godzin: „Nie poznaję twojej córki. Jeśli to się nie skończy, nie chcę mieć z tym nic wspólnego”.
Z Anką znałyśmy się od podstawówki. Przeżyłyśmy razem pierwsze miłości, złamane serca, ślubne przygotowania i narodziny dzieci. Była dla mnie jak siostra – a może nawet kimś więcej. Nasze rodziny spędzały razem święta, wakacje nad Bałtykiem, a nawet zwykłe niedziele przy cieście i kawie. Kiedy urodziła się Emilia, Anka została jej matką chrzestną. Wydawało się, że nic nie jest w stanie nas rozdzielić.
Emilia była naszym oczkiem w głowie. Z mężem robiliśmy wszystko, by niczego jej nie brakowało – korepetycje z angielskiego, zajęcia taneczne, wyjazdy na obozy. Była zdolna i ambitna, choć czasem zbyt pewna siebie. Po maturze dostała się na prawo w Warszawie. Byłam dumna i przerażona jednocześnie – wiedziałam, że świat potrafi być okrutny.
Wszystko zaczęło się psuć rok temu. Emilia wróciła na wakacje do domu i od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Była rozdrażniona, zamknięta w sobie, unikała rozmów. Pewnego wieczoru usłyszałam jej cichy płacz za ścianą. Chciałam wejść, ale zatrzymałam się – wiedziałam, że musi sama przyjść.
Kilka dni później Anka przyszła do mnie z poważną miną.
– Musimy porozmawiać o Emilii – zaczęła bez ogródek.
– Co się stało? – zapytałam zaniepokojona.
– Mój syn, Bartek… On… On mówi, że Emilia go szantażuje.
Zamarłam. Bartek i Emilia znali się od dziecka, byli jak rodzeństwo. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.
– Szantażuje? Przecież to niemożliwe!
– On twierdzi, że grozi mu ujawnieniem kompromitujących zdjęć, jeśli nie pomoże jej zaliczyć egzaminu na uczelni.
Czułam, jak świat usuwa mi się spod nóg. Próbowałam rozmawiać z Emilią, ale ona tylko wzruszyła ramionami.
– Bartek przesadza. To była tylko głupia zabawa – powiedziała chłodno.
Ale Anka nie odpuszczała. Zaczęły się telefony, pretensje, coraz ostrzejsze słowa. Mój mąż próbował mediować, ale atmosfera gęstniała z dnia na dzień. Emilia zamknęła się w sobie jeszcze bardziej.
Pewnego wieczoru doszło do konfrontacji. Anka przyszła do nas z Bartkiem.
– Chcę usłyszeć prawdę – powiedziała stanowczo.
Bartek spuścił wzrok.
– Emilia powiedziała mi, że jeśli nie napiszę za nią pracy zaliczeniowej, pokaże wszystkim zdjęcia z imprezy u Tomka…
Emilia wybuchła:
– To nieprawda! Bartek sam mi to zaproponował!
Krzyki, płacz, wzajemne oskarżenia. Siedziałam na kanapie i czułam się jak sędzia we własnym domu. Nie wiedziałam już, komu wierzyć.
Po tej nocy Anka przestała odbierać moje telefony. Na ulicy przechodziła na drugą stronę. Nasze dzieci przestały się spotykać. Mąż próbował mnie pocieszać:
– Może czas pozwoli wam to wyjaśnić…
Ale czas tylko pogłębił rany.
Emilia wróciła do Warszawy i rzuciła studia po pierwszym semestrze. Przez kilka miesięcy nie miałam z nią kontaktu. Wysyłałam wiadomości, dzwoniłam – bez odpowiedzi. Czułam się winna wszystkiemu: temu, że nie umiałam wychować córki na lepszego człowieka; temu, że straciłam przyjaciółkę; temu, że nasza rodzina zaczęła się rozpadać.
Po roku Emilia wróciła do domu. Była bledsza, chudsza, jakby starsza o kilka lat.
– Przepraszam – powiedziała cicho w progu.
Przytuliłam ją mocno i obie płakałyśmy długo.
Dziś próbujemy odbudować nasze relacje. Ale Anka już nigdy nie odezwała się do mnie słowem. Czasem widzę ją na rynku – patrzy na mnie obojętnie albo odwraca wzrok. Bartek wyjechał za granicę i zerwał kontakt z Emilią.
Często wracam myślami do tamtej rozmowy: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy powinnam była bardziej zaufać córce? A może to ja zawiodłam jako matka i przyjaciółka?
Czy jedna decyzja naprawdę może przekreślić całe życie? Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między rodziną a przyjaźnią?