Matka na granicy rozpaczy: Co naprawdę wydarzyło się u ojca mojej córki?
– Mamo! Mamo! – krzyk Wiktorii przeszył ciszę jak nóż. Stałam pod drzwiami mieszkania mojego byłego męża, Pawła, z sercem bijącym jak oszalałe. Nie miałam prawa tam być – to był jego weekend z córką – ale coś mnie tknęło. Może matczyna intuicja? Może strach, który od miesięcy nie dawał mi spać?
Wbiegłam po schodach, nie zważając na sąsiadów. Drzwi były lekko uchylone. Wpadłam do środka i zobaczyłam Pawła stojącego nad Wiktorią, która skulona na podłodze płakała.
– Co ty robisz?! – wrzasnęłam, rzucając się między nich.
Paweł odsunął się gwałtownie, jakby sam nie wiedział, co robi. – Przesadzasz, Nora. Nic się nie stało. Wiktoria jest po prostu niegrzeczna.
Ale ja widziałam jej twarz – czerwona od łez, policzek zaczerwieniony. Moje dziecko drżało ze strachu. Wzięłam ją na ręce i wybiegłyśmy z mieszkania, zostawiając Pawła z jego tłumaczeniami i przekleństwami.
W domu długo nie mogłam jej uspokoić. – Powiedz mi, co się stało, kochanie – szeptałam, głaszcząc ją po włosach.
– Tata krzyczał… rzucił moim zeszytem… powiedział, że jestem głupia… – łkała Wiktoria.
Czułam wściekłość i bezradność. Przecież sąd uznał, że Paweł jest dobrym ojcem. Że dziecko potrzebuje kontaktu z obojgiem rodziców. Ale czy ktoś pytał Wiktorię, czego ona potrzebuje?
Następnego dnia zadzwoniłam do mojej mamy. – Mamo, ja już nie wiem, co robić. Boję się o Wiktorię.
– Nora, musisz walczyć. Nie pozwól mu jej krzywdzić – usłyszałam w słuchawce.
Łatwo powiedzieć. Każda rozmowa z Pawłem kończyła się awanturą. – Przesadzasz! – powtarzał. – Chcesz mi zabrać dziecko! Manipulujesz nią przeciwko mnie!
A ja tylko chciałam ją chronić. Ale w Polsce matka nie ma łatwo. Sąd rodzinny patrzy na papierki, nie na łzy dziecka. Zgłosiłam sprawę do kuratora. Przyszli na wywiad środowiskowy, zadali kilka pytań i poszli. Paweł potrafił być czarujący dla obcych.
Wiktoria zamknęła się w sobie. Przestała rozmawiać z koleżankami w szkole, zaczęła moczyć się w nocy. Psycholog szkolny powiedział: – To może być reakcja na stres.
Ale nikt nie chciał słuchać mojej wersji. Nawet moja siostra mówiła: – Może przesadzasz? Paweł nigdy nie był agresywny wobec mnie.
Czułam się coraz bardziej samotna w tej walce. Każdy dzień był walką o normalność dla Wiktorii. Zaczęłam zapisywać wszystko: każdą łzę, każdy krzyk, każdą rozmowę z Pawłem. Zbierałam dowody jak detektyw.
Pewnego wieczoru Wiktoria przyszła do mnie z rysunkiem. Była na nim ona sama w ciemnym pokoju, a za drzwiami stała ogromna postać z czerwonymi oczami.
– To tata? – zapytałam cicho.
Skinęła głową.
Wtedy postanowiłam: już nigdy nie zostawię jej samej z Pawłem.
Złożyłam wniosek o ograniczenie praw rodzicielskich. Rozprawa była koszmarem. Paweł płakał przed sądem, mówił o miłości do córki, o tym, jak bardzo ją kocha i jak ja mu ją odbieram.
Sędzia patrzył na mnie surowo: – Czy ma pani dowody na przemoc?
Pokazałam rysunki, notatki, opinie psychologa szkolnego. Ale to wszystko wydawało się za mało wobec łez dorosłego mężczyzny.
Po rozprawie Paweł podszedł do mnie na korytarzu:
– Zniszczysz mi życie przez swoje urojenia! Jeszcze pożałujesz!
Bałam się go bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Czekałyśmy na decyzję sądu tygodniami. Wiktoria spała ze mną w jednym łóżku, budziła się z krzykiem po nocach.
W końcu przyszło pismo: sąd ogranicza kontakty Pawła z córką do wizyt w obecności kuratora.
Poczułam ulgę i… pustkę. Bo wiedziałam, że to jeszcze nie koniec walki. Paweł odwołał się od decyzji sądu. Znów zaczęły się telefony, groźby, szantaże emocjonalne.
Moja rodzina była podzielona: mama wspierała mnie bezwarunkowo, ale tata uważał, że „dziecko potrzebuje ojca” i że „może przesadzam”.
W pracy coraz trudniej było mi się skupić. Szefowa zaprosiła mnie na rozmowę:
– Nora, widzę, że coś cię trapi. Może powinnaś wziąć urlop?
Ale jak mogłam odpocząć? Każda chwila bez Wiktorii była dla mnie źródłem lęku.
Dziś minął rok od tamtego dnia u Pawła. Wiktoria powoli wraca do siebie – śmieje się częściej, rysuje kolorowe obrazki. Ale ja wciąż boję się przyszłości.
Czy zrobiłam wszystko dobrze? Czy mogłam ją lepiej ochronić? Czy sądy kiedyś zaczną słuchać dzieci?
Czasem patrzę na Wiktorię i pytam siebie: ile jeszcze matka musi przejść, żeby jej dziecko było bezpieczne? Czy naprawdę musimy walczyć aż do upadłego? Co wy byście zrobili na moim miejscu?