Babka, wybacz, że o Tobie zapomniałam. Historia o winie, rodzinnych ranach i walce o bliskość

— Iwona, słyszałaś, że twoja babcia od trzech dni nie jadła? — głos pani Haliny pod sklepem przeszył mnie jak igła. Stałam z siatką ziemniaków w ręku, a świat wokół nagle zwolnił. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. — Co? — wydusiłam w końcu, czując jak serce wali mi w piersi. — No tak, mówiła mi rano przez okno, że nie ma siły i nie chce jej się nawet wstać — dodała sąsiadka, patrząc na mnie z czymś pomiędzy troską a wyrzutem.

Wróciłam do domu jak w transie. Klucze wypadały mi z rąk, a w głowie dudniło tylko jedno pytanie: jak mogłam do tego dopuścić? Przecież babcia była dla mnie kiedyś wszystkim. To ona nauczyła mnie piec szarlotkę, to ona tuliła mnie po nocnych koszmarach, kiedy mama krzyczała na ojca w kuchni. A teraz? Teraz nawet nie wiedziałam, czy ma co jeść.

Ostatni raz widziałam ją dwa tygodnie temu. Byłam wtedy tak zmęczona po pracy, że tylko zostawiłam jej zakupy pod drzwiami i uciekłam, zanim zacznie narzekać na bóle nóg i samotność. Zawsze powtarzałam sobie: „Jutro zadzwonię, jutro przyjdę na dłużej”. Ale jutro nigdy nie nadchodziło.

W domu czekał na mnie mąż, Tomek, z nosem w laptopie. — Coś się stało? — zapytał bez odrywania wzroku od ekranu. — Babcia… podobno nie jadła od trzech dni — odpowiedziałam cicho. Wzruszył ramionami. — Przecież ma sąsiadki, ktoś jej pomoże. Nie możesz wszystkiego brać na siebie.

Ale ja już wiedziałam, że muszę tam pójść. Wzięłam klucze i wybiegłam z domu, zostawiając Tomka z jego pracą i naszymi niedopowiedzianymi kłótniami o to, kto powinien bardziej dbać o rodzinę.

Babcia mieszkała na drugim końcu miasta, w starej kamienicy pachnącej wilgocią i wspomnieniami. Drzwi otworzyła mi powoli, jakby bała się, że za nimi czai się coś groźnego. — Iwonka? — jej głos był słaby, ale w oczach zobaczyłam błysk nadziei.

W kuchni panował bałagan. Na stole leżały resztki starego chleba i pusty kubek po herbacie. Babcia usiadła ciężko na krześle i spojrzała na mnie z wyrzutem. — Myślałam, że już o mnie zapomniałaś — powiedziała cicho.

Zrobiłam jej kanapki i herbatę z cytryną. Jadła powoli, jakby każdy kęs był walką z własnym ciałem. Milczałyśmy długo. W końcu zebrałam się na odwagę: — Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Babcia wzruszyła ramionami. — Nie chciałam przeszkadzać. Wiem, że masz swoje życie… swoje problemy.

Poczułam ukłucie w sercu. Przecież to ja powinnam była zadbać o nią, nie odwrotnie. Ale prawda była taka, że od lat unikałam tych wizyt. Po śmierci dziadka wszystko się zmieniło. Mama wyjechała do Niemiec za pracą i kontaktowała się z nami tylko przez WhatsAppa. Ojciec pił coraz więcej i coraz rzadziej wracał do domu. A ja? Ja próbowałam być silna dla wszystkich, aż w końcu przestałam być silna dla kogokolwiek.

— Babciu… przepraszam — wyszeptałam ze łzami w oczach.

— Nie płacz, dziecko. Każdy ma swoje życie. Ja już swoje przeżyłam — odpowiedziała łagodnie, ale wiedziałam, że to tylko maska.

Zostałam u niej do wieczora. Sprzątałam kuchnię, rozmawiałyśmy o dawnych czasach, o tym jak kiedyś cała rodzina spotykała się przy jednym stole na święta. Teraz każdy był gdzieś indziej: mama za granicą, ojciec w swoim świecie alkoholu, ja w biegu między pracą a domem.

Kiedy wróciłam do siebie, Tomek już spał na kanapie. Patrzyłam na niego długo i zastanawiałam się, kiedy ostatni raz rozmawialiśmy naprawdę szczerze. Czy to wszystko musiało się tak potoczyć? Czy naprawdę nie dało się zatrzymać tej lawiny oddalenia?

Następnego dnia zadzwoniłam do mamy. Odebrała po kilku sygnałach, zmęczona i rozdrażniona. — Mamo, babcia jest sama i głodna! — wybuchłam. Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Iwona… ja tu też mam ciężko. Pracuję po dwanaście godzin dziennie… Nie mogę wrócić — odpowiedziała bezradnie.

— Ale to twoja matka! — krzyknęłam przez łzy.

— A twoja babcia! — odbiła piłeczkę.

Rozłączyłam się bez słowa. Przez cały dzień czułam się jakby ktoś wyciągnął mi serce z piersi i zostawił pustkę.

Przez kolejne tygodnie próbowałam pogodzić wszystko: pracę, opiekę nad babcią, domowe obowiązki i coraz bardziej napięte relacje z Tomkiem. On miał dość mojej nieobecności i wiecznych pretensji. Ja miałam dość jego obojętności.

Pewnego wieczoru usiedliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole.

— Iwona… ile jeszcze tak pociągniesz? — zapytał cicho.

— Nie wiem… Ale nie mogę zostawić babci samej — odpowiedziałam stanowczo.

— A nas? Nas też zostawiasz?

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czułam się rozdarta na tysiąc kawałków.

Babcia powoli odzyskiwała siły, ale nasza rodzina coraz bardziej się rozpadała. Mama przestała dzwonić prawie całkiem. Ojciec czasem pojawiał się pod blokiem pijany i krzyczał moje imię przez domofon.

Któregoś dnia babcia powiedziała: — Iwonka, nie możesz żyć tylko dla innych. Musisz też zadbać o siebie.

Ale jak to zrobić? Jak pogodzić lojalność wobec rodziny z własnymi potrzebami? Jak wybaczyć sobie to wszystko?

Dziś wiem jedno: nie da się naprawić wszystkich ran naraz. Czasem trzeba pozwolić sobie na słabość i poprosić o pomoc. Czasem trzeba wybaczyć sobie to, że nie jesteśmy idealni.

Czy można jeszcze odbudować bliskość tam, gdzie tyle razy zawiodło się tych najbliższych? Czy można nauczyć się kochać siebie bez poczucia winy?

Może Wy wiecie lepiej ode mnie…