„Mamo, a dlaczego ty nigdy mnie nie przytulałaś?” – O jednym pytaniu, które zmieniło wszystko

– Mamo, a dlaczego ty nigdy mnie nie przytulałaś?

Zamarłam z łyżeczką w dłoni. Herbata parowała, szarlotka pachniała cynamonem, a ja poczułam, jakby ktoś nagle otworzył okno w środku zimy. Przez sekundę miałam nadzieję, że się przesłyszałam. Ale nie – Basia patrzyła na mnie spokojnie, z tą swoją dorosłą powagą, której nie potrafię rozgryźć od lat. Miała już trzydzieści pięć lat, własne dzieci, a jednak w jej oczach zobaczyłam dziewczynkę, którą kiedyś była.

– Co ty mówisz, Basiu? – próbowałam się uśmiechnąć, ale głos mi zadrżał.

– Po prostu… nigdy mnie nie przytulałaś. Ani jak byłam mała, ani potem. Zawsze byłaś taka… zimna. – Jej słowa nie były oskarżeniem. Raczej stwierdzeniem faktu. Jakby mówiła o pogodzie.

Nagle poczułam się naga. Jakby ktoś zerwał ze mnie wszystkie warstwy, którymi przez lata się otulałam. Przez chwilę chciałam zaprzeczyć. Przecież dbałam o nią! Gotowałam obiady, szykowałam kanapki do szkoły, pilnowałam lekcji. Ale czy to wystarczyło?

W kuchni zapadła cisza. Słyszałam tylko tykanie zegara i śmiech wnuków dochodzący z pokoju obok. Basia patrzyła na mnie wyczekująco. Czułam, jak w gardle rośnie mi gula.

– Nie wiem… – wyszeptałam w końcu. – Może… nikt mnie tego nie nauczył?

Basia skinęła głową. Nie płakała. Ja też nie płakałam – choć miałam ochotę wyć jak dziecko.

Przez następne dni to pytanie nie dawało mi spokoju. Przewijało się w głowie jak refren starej piosenki: „Mamo, dlaczego nigdy mnie nie przytulałaś?”

Zaczęłam wracać pamięcią do własnego dzieciństwa. Moja mama – babcia Basi – była kobietą twardą jak skała. Wychowała się na wsi pod Radomiem, przeżyła wojnę i biedę. Zawsze powtarzała: „Nie ma czasu na czułości, trzeba pracować”. Pamiętam jej szorstkie dłonie i wiecznie zmęczone oczy. Nigdy mnie nie przytuliła – nawet wtedy, gdy wracałam ze szkoły z rozbitym kolanem albo gdy umarł mój tata.

Może dlatego sama nie umiałam inaczej? Może bałam się bliskości? A może po prostu nie wiedziałam, jak to zrobić?

Pamiętam jedną scenę z dzieciństwa Basi. Miała może siedem lat. Przyszła do mnie wieczorem, kiedy prasowałam koszule dla jej ojca.

– Mamo, mogę się przytulić?

– Idź już spać, Basiu – powiedziałam wtedy ostro, nawet na nią nie patrząc.

Nigdy więcej nie poprosiła.

Teraz widzę ją z własnymi dziećmi – przytula je na każdym kroku, całuje w czoło przed snem, głaszcze po włosach. Patrzę na to z mieszaniną dumy i bólu. Ona potrafi dać swoim dzieciom to, czego sama ode mnie nie dostała.

Kilka dni po tamtej rozmowie zadzwoniłam do mojej siostry, Marysi.

– Maryśka… powiedz mi szczerze: czy ty przytulasz swoje wnuki?

– No pewnie! – zaśmiała się. – A co się stało?

Opowiedziałam jej o rozmowie z Basią. Marysia westchnęła ciężko.

– Wiesz… my chyba wszystkie jesteśmy takie trochę „nieprzytulone”. Mama nas tego nie nauczyła. Ale może jeszcze nie jest za późno?

Nie jest za późno…

Wieczorem długo siedziałam w fotelu i patrzyłam na stare zdjęcia. Basia jako niemowlę – śpiąca w łóżeczku; Basia na komunii – poważna i spięta; Basia na studiach – już wtedy oddalona ode mnie o tysiące kilometrów emocjonalnej pustki.

Zrozumiałam wtedy coś ważnego: miłość to nie tylko obowiązek i troska. To też dotyk, czułość, obecność. Tego zabrakło w naszym domu.

Następnego dnia zaprosiłam Basię na spacer nad Wisłę.

– Basiu…

Spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem.

– Chciałabym cię przeprosić – powiedziałam cicho. – Za to, że cię nie przytulałam. Że byłam taka… zamknięta.

Basia milczała przez chwilę.

– Wiesz… ja już ci wybaczyłam dawno temu – odpowiedziała w końcu. – Ale czasem jeszcze boli.

Szłyśmy dalej w milczeniu. W pewnym momencie zebrałam się na odwagę i delikatnie objęłam ją ramieniem. Była spięta przez sekundę, potem rozluźniła się i odwzajemniła uścisk.

Poczułam wtedy coś dziwnego – jakby spadł ze mnie ciężar noszony przez całe życie.

Od tamtej pory staram się być inna – bardziej obecna, bardziej czuła. Nie jest łatwo zmienić się po sześćdziesiątce, ale próbuję.

Czasem patrzę na Basię i zastanawiam się: ile jeszcze matek i córek nosi w sobie takie niewypowiedziane pytania? Czy można naprawić relację po tylu latach milczenia? Czy wy też macie w sobie takie rany?