„Twój mąż nie jest tym, za kogo go uważasz” – Imieniny, które zmieniły moje życie
Stałam w kuchni, krojąc marchewkę na zupę, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zaskoczona, wytarłam ręce o fartuch i podeszłam do wizjera. Kurier. „Bukiet dla pani Anny” – powiedział, wręczając mi ogromną wiązankę czerwonych róż. Zmarszczyłam brwi. Mój mąż, Tomek, nigdy nie wysyłał mi kwiatów przez kuriera. Zawsze kupował coś po drodze z pracy – skromne tulipany albo gerbery, czasem nawet zapominał. Przez chwilę pomyślałam, że może w tym roku postanowił mnie zaskoczyć.
Otworzyłam bilecik z uśmiechem, ale to, co zobaczyłam, sprawiło, że serce mi zamarło. „Twój mąż nie jest tym, za kogo go uważasz.” Tylko tyle. Żadnego podpisu, żadnych wyjaśnień. Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Przez chwilę stałam nieruchomo, wpatrując się w kartkę, jakby miała zaraz sama wyjaśnić swoją obecność.
– Mamo, co to za kwiaty? – zapytała moja córka Zosia, zaglądając do kuchni.
– Od… znajomego – odpowiedziałam cicho, chowając kartkę do kieszeni fartucha.
Przez resztę dnia nie mogłam się skupić na niczym innym. Każde słowo Tomka podczas kolacji wydawało mi się podejrzane. Patrzyłam na niego inaczej – jakby był kimś obcym. Czy to możliwe, że coś przede mną ukrywa? Przecież byliśmy razem od dziesięciu lat. Zawsze myślałam, że znam go jak własną kieszeń.
Wieczorem, kiedy dzieci już spały, nie wytrzymałam.
– Tomek, dostałam dzisiaj kwiaty – zaczęłam ostrożnie.
– Tak? – uśmiechnął się lekko zmieszany. – Przepraszam, miałem kupić po pracy, ale szef mnie zatrzymał i…
– Nie od ciebie – przerwałam mu. – Przyszedł kurier. W środku była kartka.
Spojrzał na mnie uważnie.
– Jaka kartka?
– „Twój mąż nie jest tym, za kogo go uważasz.” – powiedziałam powoli, obserwując jego twarz.
Na moment zamarł. Widziałam to. Ledwo zauważalny cień przeszedł mu przez oczy.
– Ktoś robi sobie głupi żart – rzucił szybko i odwrócił wzrok.
Nie spałam tej nocy. Przewracałam się z boku na bok, analizując każde wspomnienie, każde dziwne zachowanie Tomka z ostatnich miesięcy. Przypomniałam sobie jego częste „nadgodziny”, tajemnicze rozmowy przez telefon na balkonie i nagłe wyjazdy służbowe do Warszawy.
Następnego dnia postanowiłam działać. Zadzwoniłam do jego biura pod pretekstem zostawienia mu portfela w domu.
– Tomek? – zdziwiła się sekretarka. – On dzisiaj wziął urlop na żądanie.
Poczułam zimny dreszcz na plecach. Gdzie więc był?
Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Magdy.
– Magda, muszę się z tobą spotkać. To pilne.
Spotkałyśmy się w kawiarni na rynku. Opowiedziałam jej wszystko.
– Może to tylko zbieg okoliczności? – próbowała mnie uspokoić. – Albo ktoś ci zazdrości i chce namieszać?
– Ale Tomek dziś nie poszedł do pracy! – niemal krzyknęłam.
Magda spojrzała na mnie poważnie.
– Musisz się dowiedzieć prawdy. Może wynajmij detektywa?
To wydawało się przesadą, ale nie mogłam już dłużej żyć w niepewności. Wieczorem przeszukałam rzeczy Tomka. W jego szufladzie znalazłam drugi telefon. Serce waliło mi jak młotem. W środku były wiadomości od kobiety podpisanej „Kasia”.
„Tęsknię za tobą… Kiedy znów się zobaczymy?” „Nie mogę się doczekać naszego weekendu w Krakowie.”
Zrobiło mi się niedobrze. Przez chwilę miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę, ale zamiast tego usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Jak mogłam być tak ślepa?
Kiedy Tomek wrócił do domu, czekałam na niego w salonie.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam zimno.
Zobaczył telefon w mojej dłoni i wszystko zrozumiał bez słowa.
– Aniu… To nie tak… – zaczął błagalnie.
– To jak? – przerwałam mu drżącym głosem. – Od jak dawna mnie okłamujesz?
Usiadł naprzeciwko mnie i spuścił głowę.
– Od roku… Poznałem Kasię na szkoleniu w Warszawie… Nie chciałem cię skrzywdzić…
Wykrzyczałam mu wszystko: ból, rozczarowanie, gniew. On płakał i przepraszał, ale ja czułam tylko pustkę. W jednej chwili cały mój świat runął.
Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Dzieci wyczuwały napięcie i zadawały pytania, na które nie umiałam odpowiedzieć. Mama dzwoniła codziennie i pytała, czy wszystko w porządku. Kłamałam jej przez łzy.
W końcu Tomek się wyprowadził. Zosia płakała nocami i pytała, kiedy tata wróci do domu. Ja próbowałam być silna dla niej i dla młodszego synka Michała, ale wewnątrz byłam wrakiem człowieka.
Minęły tygodnie zanim zaczęłam powoli odzyskiwać równowagę. Pomogła mi Magda i terapia u psychologa. Zaczęłam znów wychodzić z dziećmi do parku, spotykać się ze znajomymi, myśleć o sobie.
Czasem zastanawiam się, kim bym była dziś, gdyby nie ten bukiet róż i anonimowa kartka. Może dalej żyłabym w iluzji szczęścia? Może czasem lepiej znać gorzką prawdę niż słodkie kłamstwo?
Czy można naprawdę znać drugiego człowieka? A może każdy z nas nosi maski nawet przed najbliższymi?