Nigdy nie wyszłam za mąż: Jak zdrada narzeczonego i jego matki zniszczyła moje marzenia
– Zuzka, musisz mi zaufać – powiedział Michał, patrząc mi prosto w oczy, jakby chciał mnie przekonać, że wszystko jest w porządku. Ale ja już wtedy czułam, że coś jest nie tak. Siedzieliśmy w kuchni moich rodziców, przy stole zasłanym białym obrusem, na którym leżały katalogi ślubne i próbki zaproszeń. Mama krzątała się przy zlewie, udając, że nie słyszy naszej rozmowy, ale widziałam, jak co chwilę zerka na nas z niepokojem.
Michał był moją pierwszą wielką miłością. Poznaliśmy się na studiach w Warszawie – on studiował informatykę, ja psychologię. Był czuły, opiekuńczy, zawsze gotów pomóc. Kiedy po trzech latach oświadczył mi się na dachu Pałacu Kultury, myślałam, że to początek naszej bajki. Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo się myliłam.
Zaczęło się niewinnie. Jego mama, pani Teresa, od początku była wobec mnie chłodna. Nigdy nie powiedziała niczego wprost, ale jej spojrzenia i drobne uszczypliwości dawały mi do zrozumienia, że nie jestem jej wymarzoną synową. „Zuzanno, a czy twoja mama potrafi gotować rosół tak jak ja?” – pytała z uśmiechem, który bardziej przypominał grymas. Michał zawsze mnie uspokajał: „Ona po prostu tak ma. Nie przejmuj się”.
Ale im bliżej ślubu, tym bardziej czułam się obca w tej rodzinie. Pani Teresa zaczęła coraz częściej dzwonić do Michała, doradzać mu w sprawach organizacyjnych, a nawet sugerować zmiany na liście gości. „Może lepiej będzie, jeśli zaprosimy ciocię Halinę zamiast twojej koleżanki z liceum?” – mówiła podczas jednej z wizyt. Michał kiwał głową i zgadzał się na wszystko.
Pewnego wieczoru wróciłam do naszego mieszkania wcześniej niż zwykle. Usłyszałam głosy z sypialni – Michał rozmawiał przez telefon. „Nie martw się mamo, Zuzanna niczego się nie domyśla. Wszystko pójdzie zgodnie z planem”. Zamarłam. Stałam pod drzwiami jak sparaliżowana. O czym oni rozmawiali? Jaki plan?
Przez kolejne dni próbowałam zachowywać się normalnie, ale nie mogłam przestać myśleć o tej rozmowie. Zaczęłam obserwować Michała uważniej – był coraz bardziej nerwowy, unikał kontaktu wzrokowego, często wychodził z domu pod pretekstem spotkań z kolegami.
W końcu nie wytrzymałam. Podczas kolacji zapytałam wprost:
– Michał, czy ty coś przede mną ukrywasz?
Zbladł i spuścił wzrok.
– O czym ty mówisz?
– Słyszałam twoją rozmowę z mamą. Co to za plan?
Milczał przez chwilę, po czym wybuchnął:
– Zuzka, nie rozumiesz! Moja mama chce dla mnie jak najlepiej! Ona uważa, że… że nie jesteś dla mnie odpowiednia.
Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Łzy napłynęły mi do oczu.
– A ty? Co ty uważasz?
– Ja… Ja nie wiem – wyszeptał.
Wybiegłam z mieszkania i długo błąkałam się po ulicach Mokotowa. W głowie kłębiły mi się myśli: jak mogłam być tak ślepa? Przecież od początku widziałam sygnały ostrzegawcze.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie pani Teresa.
– Zuzanno, musimy porozmawiać – powiedziała chłodno.
Spotkałyśmy się w kawiarni niedaleko jej domu. Usiadła naprzeciwko mnie i bez zbędnych wstępów zaczęła:
– Wiem, że bardzo kochasz Michała. Ale on potrzebuje kogoś innego. Kogoś bardziej… odpowiedniego dla naszej rodziny.
– Co to znaczy? – zapytałam drżącym głosem.
– Ty nigdy nie będziesz jedną z nas. Jesteś za słaba. Michał potrzebuje silnej kobiety, która będzie wspierać go w karierze i dbać o dom.
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.
– To nie pani decyduje o tym, kogo on kocha!
– Może i nie – odparła spokojnie – ale ja wiem lepiej, co jest dla niego dobre.
Wyszłam stamtąd z poczuciem totalnej bezsilności. Próbowałam jeszcze walczyć o nasz związek – rozmawiałam z Michałem, prosiłam go o szczerość. Ale on coraz bardziej oddalał się ode mnie. W końcu pewnego dnia spakował swoje rzeczy i wyprowadził się do matki.
Przez wiele tygodni nie mogłam dojść do siebie. Czułam się zdradzona nie tylko przez niego, ale też przez kobietę, która powinna być moją przyszłą teściową. Moi rodzice próbowali mnie pocieszać:
– Zuzia, lepiej teraz niż po ślubie – mówiła mama.
Ale ja miałam wrażenie, że cały mój świat runął.
Z czasem zaczęły wychodzić na jaw kolejne fakty. Okazało się, że pani Teresa już od dawna szukała dla Michała „lepszej partii” – córki znajomej z pracy, która właśnie wróciła z zagranicy i miała świetne perspektywy zawodowe. Michał spotykał się z nią za moimi plecami jeszcze zanim zdążyliśmy ustalić datę ślubu.
Najgorsze było to poczucie upokorzenia – świadomość, że byłam tylko pionkiem w ich grze. Przez długi czas obwiniałam siebie: może rzeczywiście nie byłam wystarczająco dobra? Może powinnam była bardziej się starać?
Dziś wiem jedno: nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Zdrada boli najbardziej wtedy, gdy przychodzi od tych, którym najbardziej ufaliśmy.
Minęły dwa lata od tamtych wydarzeń. Nadal jestem singielką i czasem czuję ukłucie żalu, gdy widzę szczęśliwe pary na ulicy czy zdjęcia znajomych ze ślubów na Facebooku. Ale powoli uczę się żyć na nowo – dla siebie, a nie dla innych.
Czasem zastanawiam się: czy gdybym była silniejsza albo bardziej stanowcza wobec Michała i jego matki, wszystko potoczyłoby się inaczej? Czy naprawdę można wygrać z rodziną ukochanego? A może lepiej odpuścić i pozwolić sobie na nowe życie?
Czy ktoś z was też musiał wybierać między miłością a własną godnością? Jak poradziliście sobie ze zdradą najbliższych?