„Nie Mogę Tu Dłużej Zostać,” Wyszeptał: „Ona Nas Rozdziela”
Robert siedział na czele stołu w jadalni, jego oczy przeskakiwały między matką a żoną, Emilią. Napięcie w pokoju było wyczuwalne, jak gęsta mgła niewypowiedzianych słów i tlącej się urazy. To miała być zwykła rodzinna kolacja, ale szybko zamieniła się w pole bitwy.
Emilia starała się jak mogła, by zrobić dobre wrażenie. Spędziła godziny przygotowując posiłek, mając nadzieję zdobyć sympatię matki Roberta, Małgorzaty. Ale Małgorzata była trudną osobą do zadowolenia, jej standardy były niemożliwie wysokie, a jej postawa lodowata.
Kiedy usiedli do jedzenia, Małgorzata z pogardą dłubała w jedzeniu. „To nazywasz pieczenią?” zapytała, jej głos ociekał sarkazmem. „Jadłam lepsze posiłki w barze.”
Twarz Emilii poczerwieniała z zażenowania, ale wymusiła uśmiech. „Przepraszam, jeśli nie smakuje. Następnym razem postaram się bardziej.”
Małgorzata prychnęła, odkładając widelec z hukiem. „Następnym razem? Nie sądzę, żeby powinien być następny raz.”
Robert niespokojnie przesunął się na krześle, jego serce bolało za żoną. „Mamo, proszę. Emilia naprawdę się starała przy tej kolacji.”
Małgorzata skierowała swoje stalowe spojrzenie na syna. „I ty się starałeś, by wprowadzić tę kobietę do naszej rodziny? Ona nie jest tym, czego się spodziewałam dla ciebie, Robercie.”
Oczy Emilii wypełniły się łzami i przeprosiła, opuszczając stół i udając się do azylu ich sypialni. Robert patrzył za nią, czując się rozdarty między dwiema kobietami, które kochał najbardziej na świecie.
„Dlaczego musisz być taka surowa?” zapytał matkę, gdy Emilia była już poza zasięgiem słuchu.
„Surowa?” Małgorzata odpowiedziała, unosząc brew. „Jestem tylko szczera. Zasługujesz na kogoś, kto potrafi mi się postawić, kogoś, kto poradzi sobie z tą rodziną.”
Robert westchnął, przeczesując ręką włosy. „Emilia jest silna na swój sposób. Nie musi z tobą walczyć, by to udowodnić.”
Małgorzata pokręciła głową z dezaprobatą. „Jesteś zaślepiony miłością, Robercie. Pewnego dnia zobaczysz, że ona nie jest dla ciebie odpowiednia.”
Reszta wieczoru minęła w napiętej ciszy, jedynym dźwiękiem było brzęczenie sztućców o talerze. Kiedy Małgorzata w końcu wyszła, Robert znalazł Emilię siedzącą na ich łóżku, jej oczy były czerwone od płaczu.
„Nie mogę tu dłużej zostać,” wyszeptała, jej głos się łamał. „Ona nas rozdziela.”
Robert usiadł obok niej, biorąc ją za rękę. „Przepraszam, Emilio. Nie wiedziałem, że będzie tak ciężko.”
Emilia pokręciła głową, odsuwając się od niego. „To nie tylko ciężko, Robercie. To niemożliwe. Kocham cię, ale nie mogę ciągle walczyć o aprobatę twojej matki.”
Robert poczuł ukłucie rozpaczy, gdy uświadomił sobie prawdę jej słów. Miał nadzieję, że czas zaleczy rozłam między nimi, ale wydawało się tylko go pogłębiać.
Następnego ranka Emilia spakowała swoje rzeczy i wyszła bez słowa więcej. Robert patrzył za nią, czując się bezradny i złamany sercem. Wiedział, że stracił coś cennego, coś czego być może nigdy nie odzyska.
Stojąc sam w ich pustym mieszkaniu, Robert zdał sobie sprawę, że czasem miłość nie wystarcza, by zbudować most między dwoma światami.