Sąsiadka wyciągnęła na światło dzienne sekret Marka — a ja nie umiałam tego zostawić bez zemsty
Zobaczyłam, jak mój narzeczony Marek wchodzi na działkę pod Warszawą z obcą kobietą pod rękę, a sąsiadka Stanisława natychmiast zrobiła z tego publiczny spektakl. W kilka dni wyszło na jaw coś, co miało mnie złamać: Marek od dawna grał na dwa fronty, a wszyscy dookoła już to podejrzewali. Zamiast płakać w kącie, zrobiłam jedną rzecz, której nikt się po mnie nie spodziewał — i do dziś nie wiem, czy bardziej uratowała mnie godność, czy zniszczyła resztki wiary w ludzi.