Nikt nie chciał przyjąć mojego syna: ojciec w cieniu cichego żalu – historia Pawła i Michała

– Paweł, musisz coś z tym zrobić. – Głos mojej siostry, Magdy, był twardy jak lód. – Michał nie może tu zostać. Dzieci się go boją. Sąsiedzi pytają, co się dzieje.

Stałem w kuchni jej mieszkania na warszawskim Ursynowie, patrząc przez okno na szare bloki. Michał siedział w pokoju obok, skulony na kanapie, z oczami wbitymi w podłogę. Miał wtedy siedemnaście lat i od miesięcy nie wychodził z domu. Od czasu tej nocy, kiedy wrócił pobity i milczący, wszystko się zmieniło.

– Magda, to mój syn. Nie mogę go zostawić samego. – Mój głos był cichy, niemal błagalny.

– Ale ja nie mogę go tu trzymać! – wybuchła. – Moje dzieci się boją! On… on jest inny, Paweł. Przepraszam, ale musisz znaleźć inne rozwiązanie.

Wyszedłem na klatkę schodową. Drżały mi ręce. Próbowałem zadzwonić do matki Michała, mojej byłej żony, ale nie odbierała. Od rozwodu widywała syna rzadko, a po tym wszystkim przestała zupełnie.

Michał był kiedyś zwyczajnym chłopakiem – trochę zamkniętym w sobie, ale miał przyjaciół: Kubę i Olka z sąsiedztwa. Grali razem w piłkę na boisku pod blokiem, śmiali się z głupich żartów. Ale potem przyszła ta noc – pobicie pod sklepem przez starszych chłopaków. Od tamtej pory Michał zamknął się w sobie. Przestał mówić, przestał wychodzić z domu. Zaczął słyszeć głosy.

Chodziłem z nim po lekarzach. Diagnoza: schizofrenia paranoidalna. Lekarze mówili o lekach, terapii, szansach na poprawę. Ale sąsiedzi szeptali za plecami: „Wariat”, „Niebezpieczny”, „Lepiej trzymać dzieci z daleka”.

Próbowałem wszystkiego. Prosiłem rodzinę o pomoc – Magda była ostatnią osobą, która się zgodziła nas przyjąć na kilka tygodni. Brat powiedział wprost: „Nie chcę problemów w domu”. Matka mieszkała za granicą i nie chciała wracać do Polski nawet na chwilę.

Zostałem sam z Michałem w wynajętym mieszkaniu na obrzeżach miasta. Każdy dzień był walką: o to, żeby wstał z łóżka, żeby zjadł śniadanie, żeby wyszedł choć na chwilę na balkon. Czasem mówił do siebie szeptem, czasem płakał bez powodu.

Pewnego wieczoru usiadłem obok niego na kanapie.

– Michał… Chciałbyś pójść kiedyś znowu na boisko? – zapytałem ostrożnie.

Spojrzał na mnie pustym wzrokiem.

– Tam mnie nie chcą. Kuba powiedział, żebym nie przychodził.

Zacisnąłem pięści ze złości i bezsilności. Kuba – chłopak, którego znałem od dziecka, którego matce pomagałem remontować mieszkanie! Teraz jego rodzina udawała, że nas nie zna.

Próbowałem znaleźć dla Michała miejsce w ośrodku dziennym – lista oczekujących była długa na miesiące. Próbowałem terapii prywatnej – za drogo. Próbowałem rozmawiać z nauczycielami w szkole – bali się go zostawić nawet na lekcji plastyki.

Pewnej nocy obudził mnie hałas w łazience. Michał stał przy lustrze i szeptał coś do swojego odbicia.

– Oni mnie obserwują… Tata, oni mnie obserwują przez okno… – Jego głos był przerażony.

Objąłem go i powtarzałem: „Jestem tutaj, nic ci nie grozi”. Ale sam czułem się coraz bardziej bezradny.

Zacząłem tracić pracę – szef nie rozumiał moich spóźnień i nagłych wyjść do domu. Znajomi przestali dzwonić. Nawet sąsiadka z naprzeciwka przestała mówić „dzień dobry”.

Któregoś dnia zadzwoniła Magda.

– Paweł… Może powinieneś oddać Michała do jakiegoś ośrodka? Przecież ty też masz prawo żyć…

Zamilkłem. Jak miałbym oddać własnego syna? Ale czy miałem prawo ciągnąć go przez to wszystko?

Michał coraz częściej zamykał się w swoim pokoju. Czasem słyszałem jego płacz przez ścianę. Czasem krzyczał przez sen.

Pewnego popołudnia znalazłem go siedzącego na podłodze pod drzwiami wejściowymi.

– Tata… Czemu nikt mnie nie chce? – zapytał cicho.

Usiadłem obok niego i objąłem go ramieniem.

– Ja cię chcę, Michał. Zawsze będę przy tobie.

Ale wiedziałem, że to nie wystarczy.

Minęły miesiące. Michał powoli zaczął brać leki regularnie. Czasem wychodził ze mną na krótki spacer po osiedlu. Ale przyjaciele już nie wrócili. Rodzina dzwoniła coraz rzadziej.

Czułem się jak cień człowieka, którym byłem kiedyś – samotny ojciec walczący z systemem i ludzkimi uprzedzeniami.

Czasem pytam siebie: czy mogłem zrobić coś inaczej? Czy gdybym był silniejszy albo miał więcej pieniędzy, Michał miałby szansę na normalne życie? Czy społeczeństwo kiedykolwiek zaakceptuje takich jak on?

Może ktoś z was zna odpowiedź? A może po prostu niektórych rzeczy nie da się naprawić?