Między matką a teściową: Rozdarcie serca w cieniu małego miasta
– Aniu, nie możesz tego zrobić! – głos mojej matki drżał, a jej oczy były czerwone od płaczu. Stała w progu mojego mieszkania, ściskając w dłoniach chusteczkę. – Pomyśl o dzieciach, o rodzinie! Co ludzie powiedzą?
– A co mnie to obchodzi, co ludzie powiedzą? – warknęła teściowa, pani Zofia, która siedziała na kanapie z zaciśniętymi pięściami. – Ty zawsze tylko o tym, co sąsiadka powie, a mój syn… On popełnił błąd, ale to nie znaczy, że masz go zostawić! Małżeństwo to nie zabawa!
Stałam między nimi, czując, jak moje serce rozdziera się na kawałki. Wczoraj znów przyszły razem, jakby się umówiły, choć w rzeczywistości nie znosiły się nawzajem. Każda z nich miała swoją wersję wydarzeń, swoje oczekiwania i swoje żale. A ja? Ja byłam tylko tłem dla ich dramatów, narzędziem do realizacji ich wizji szczęścia.
Mój mąż, Paweł, zdradził mnie z koleżanką z pracy. Dowiedziałam się przypadkiem, gdy zobaczyłam ich razem w kawiarni w centrum miasta. To było jak cios w brzuch, jakby ktoś wyrwał mi powietrze z płuc. Przez tydzień nie mogłam spać, jadłam na siłę, żeby dzieci nie zauważyły, że coś jest nie tak. Ale one i tak wiedziały. Dzieci zawsze wiedzą.
– Aniu, przecież on cię kocha – szlochała matka. – Każdemu może się zdarzyć… Ty też nie jesteś święta!
– Mamo, proszę cię… – próbowałam zachować spokój, choć miałam ochotę krzyczeć. – To nie jest takie proste. Nie chcę już tak żyć. Nie chcę udawać.
– A co z nami? – wtrąciła się teściowa. – Myślisz, że jak się rozwiedziesz, to będziemy mogli patrzeć ludziom w oczy? Wszyscy będą gadać, że to twoja wina, że nie potrafiłaś utrzymać rodziny!
W małym mieście wstyd jest gorszy niż śmierć. Każdy zna każdego, plotki rozchodzą się szybciej niż światło. W sklepie spożywczym, w kościele, na przystanku – wszędzie czułam na sobie spojrzenia, szeptane komentarze, ukradkowe uśmiechy. „To ta, co mąż ją zdradził. To ta, co nie potrafiła zatrzymać faceta.”
Czasem miałam wrażenie, że duszę się w tym mieście. Że ściany mojego mieszkania są coraz cieńsze, a powietrze coraz gęstsze od oczekiwań innych ludzi. Każdy miał dla mnie radę, każdy wiedział lepiej, co powinnam zrobić. Nawet własne dzieci zaczęły pytać, dlaczego tata śpi na kanapie.
– Mamo, czy tata już nas nie kocha? – zapytała Zosia, moja siedmioletnia córka, patrząc na mnie wielkimi, brązowymi oczami. – Czemu płaczesz w nocy?
Nie umiałam jej odpowiedzieć. Jak wytłumaczyć dziecku, że dorosłość to nie bajka, że czasem trzeba wybierać między własnym szczęściem a spokojem innych?
Wczoraj, gdy matka i teściowa znów przyszły razem, poczułam, że jestem na granicy wytrzymałości. Ich głosy mieszały się w jeden wielki szum, a ja miałam ochotę wybiec z domu i nigdy nie wracać.
– Aniu, musisz wybaczyć Pawłowi – powtarzała matka. – On się zmieni, zobaczysz. Daj mu szansę.
– A jak nie dasz, to co? – dodała teściowa. – Zostaniesz sama z dwójką dzieci? Myślisz, że ktoś cię jeszcze zechce?
Zacisnęłam pięści, czując, jak łzy napływają mi do oczu. Czy naprawdę jestem tak bezwartościowa bez mężczyzny u boku? Czy moje życie ma sens tylko wtedy, gdy jestem żoną, matką, synową?
Nocą długo nie mogłam zasnąć. Siedziałam na podłodze w kuchni, wpatrując się w ciemność za oknem. Słyszałam ciche chrapanie dzieci, oddech Pawła na kanapie w salonie. W głowie wciąż słyszałam słowa matki i teściowej, ich prośby, groźby, szantaże emocjonalne.
Przypomniałam sobie, jak kiedyś marzyłam o innym życiu. Chciałam studiować w Krakowie, podróżować, pisać książki. Ale życie potoczyło się inaczej. Ciąża, ślub, dom na kredyt, praca w urzędzie. Wszystko według scenariusza, który napisała za mnie rodzina i społeczeństwo.
– Aniu, nie możesz być taka samolubna – powtarzała matka. – Myślisz tylko o sobie!
A ja? Ja przez trzydzieści pięć lat myślałam tylko o innych. O tym, żeby nikogo nie zawieść, żeby wszyscy byli zadowoleni. A teraz, gdy po raz pierwszy w życiu chciałam postawić siebie na pierwszym miejscu, wszyscy wokół krzyczeli, że jestem egoistką.
Rano Paweł próbował ze mną rozmawiać. Przepraszał, obiecywał, że się zmieni. Patrzył na mnie błagalnie, jakby ode mnie zależało jego życie. Ale ja już nie czułam nic. Może tylko żal, że zmarnowałam tyle lat na udawanie.
– Aniu, proszę cię… – szeptał. – Daj mi jeszcze jedną szansę. Dla dzieci, dla nas…
Spojrzałam na niego i zobaczyłam w jego oczach strach. Nie miłość, nie skruchę – tylko strach przed samotnością, przed opinią innych, przed tym, co powie mama.
Zebrałam się w sobie i powiedziałam cicho:
– Nie wiem, czy potrafię jeszcze być z tobą. Nie wiem, czy potrafię jeszcze być z kimkolwiek. Chcę wreszcie być sobą.
Matka i teściowa nie przyjęły tego do wiadomości. Wyszły obrażone, rzucając mi w twarz słowa, które bolały bardziej niż cokolwiek innego. „Zawiodłaś nas. Zniszczyłaś rodzinę. Jesteś egoistką.”
Ale ja po raz pierwszy od dawna poczułam ulgę. Może to początek czegoś nowego? Może mam prawo wybrać siebie, nawet jeśli wszyscy wokół mówią, że to błąd?
Czy naprawdę bycie szczęśliwą to egoizm? Czy kobieta ma prawo postawić siebie na pierwszym miejscu, nawet jeśli cały świat krzyczy, że powinna poświęcić się dla innych? Co wy byście zrobili na moim miejscu?