Zamiast mnie ona – historia o matce, która musiała walczyć o własne dziecko
— Mamo, nie chcę tam jechać! — krzyknął Staś, rzucając plecak na podłogę tak, że rozlał się sok z bidonu. Zamarłam w progu kuchni, z łyżką do zupy w ręku. W tej jednej chwili świat się zatrzymał, a ja poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Staś miał jechać do ojca na weekend — jak co drugi piątek od rozwodu. Ale dziś jego oczy były inne: nie było w nich ani krzty dziecięcej radości.
— Staś, co się stało? — zapytałam cicho, klękając przy nim. — Przecież zawsze cieszyłeś się na wyjazd do taty.
Chłopiec spuścił głowę, a jego ramiona zaczęły drżeć. — Bo tam jest teraz ona… I tata już mnie nie chce. — Szeptał tak cicho, że ledwo go słyszałam.
Zamarłam. Wiedziałam, że chodzi o Magdę — nową partnerkę mojego byłego męża, Pawła. Od kiedy pojawiła się w ich życiu, wszystko się zmieniło. Staś wracał z wizyt coraz bardziej zamknięty w sobie, coraz mniej opowiadał o tym, co robił z tatą. Ale nigdy nie mówił wprost, aż do dziś.
— Staś… — zaczęłam ostrożnie. — Czy Magda coś ci powiedziała?
Chłopiec skinął głową i wtulił się we mnie tak mocno, jakby chciał schować się przed całym światem.
— Powiedziała, że tata będzie miał z nią nowe dziecko i już nie będzie miał czasu dla mnie. I że jestem niegrzeczny i przeszkadzam… — zaszlochał.
Poczułam, jak ogarnia mnie wściekłość i bezsilność jednocześnie. Jak mogłam dopuścić do tego, żeby moje dziecko czuło się niechciane? Przecież Paweł obiecywał, że Staś zawsze będzie dla niego najważniejszy!
— Kochanie, to nieprawda — powiedziałam stanowczo, choć sama nie byłam tego pewna. — Tata cię kocha. A ja nigdy nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził.
Staś spojrzał na mnie z nadzieją i strachem jednocześnie. — Ale Magda mówiła, że jak powiem tacie albo tobie, to i tak nikt mi nie uwierzy… Bo ona jest dorosła.
Przytuliłam go mocniej. — Ja ci wierzę. I zrobię wszystko, żebyś był bezpieczny.
Wieczorem długo siedziałam przy kuchennym stole, patrząc na telefon. W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do Pawła.
— O co chodzi? — zapytał chłodno. — Staś nie chce przyjechać?
— Paweł, musimy porozmawiać poważnie. Staś wraca od was coraz bardziej przygaszony. Dziś powiedział mi wprost, że Magda go obraża i straszy, że już go nie chcecie.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— To jakieś bzdury! Magda bardzo się stara! Może Staś jest zazdrosny? Ty mu coś sugerujesz? — wybuchnął.
— Nie sugeruję niczego! Słucham własnego dziecka! — podniosłam głos mimo woli. — On cierpi! Nie widzisz tego?
— Przesadzasz. Magda jest w ciąży, może jest trochę nerwowa… Ale Staś musi się przyzwyczaić! Takie jest życie!
Zacisnęłam pięści ze złości. — To nie jest „takie życie”, Paweł! To twoje dziecko! Jeśli pozwolisz Magdzie je ranić, nigdy ci tego nie wybaczę!
Rozłączył się bez słowa.
Następne dni były koszmarem. Staś bał się odbierać telefon od taty. W nocy budził się z płaczem. Moja mama powtarzała: „Nie mieszaj dziecka w wasze sprawy”. Siostra radziła: „Idź do sądu”. Ale ja wiedziałam jedno: muszę chronić syna.
W końcu zebrałam się na rozmowę z Magdą. Spotkałyśmy się na placu zabaw pod blokiem Pawła.
— Chciałam porozmawiać o Stasiu — zaczęłam spokojnie.
Magda spojrzała na mnie z wyższością. — On jest rozpuszczony i zazdrosny o dziecko. Musi się nauczyć dzielić ojca.
— Dzielić ojca to nie znaczy być obrażanym i straszonym! — odpowiedziałam ostro.
— Przesadzasz. On wymyśla różne rzeczy, żeby zwrócić na siebie uwagę.
— Nie wymyśla! Słyszałam go w nocy, jak płacze przez ciebie! Jeśli jeszcze raz usłyszę, że go ranisz… pójdę na policję i do sądu rodzinnego!
Magda wzruszyła ramionami i odwróciła się na pięcie.
Po tej rozmowie Paweł przestał odbierać moje telefony. Staś widywał go coraz rzadziej. Zaczęły się telefony od teściowej:
— Co ty wyprawiasz? Chcesz odebrać Pawłowi syna? Przecież Magda jest taka dobra!
— Dobra? Dla kogo? Dla siebie? Dla mojego dziecka na pewno nie!
W końcu przyszło wezwanie do sądu rodzinnego. Paweł chciał ograniczyć mi prawa rodzicielskie za „nastawianie dziecka przeciwko ojcu”.
W sądzie Staś siedział skulony przy mnie i ściskał moją dłoń tak mocno, że aż zbielały mu palce. Sędzia pytała go łagodnie:
— Stasiu, dlaczego boisz się jeździć do taty?
Chłopiec spojrzał na mnie błagalnie, a potem wyszeptał: — Bo pani Magda mówi mi brzydkie rzeczy… Że tata mnie już nie kocha…
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam łzy w oczach Pawła. Może dotarło do niego, co zrobił?
Sąd zarządził mediacje i spotkania z psychologiem dziecięcym. Magda musiała przeprosić Stasia — choć wiem, że zrobiła to tylko dlatego, że kazała jej sędzia.
Minęły miesiące pełne terapii i rozmów. Paweł zaczął powoli odzyskiwać kontakt ze Stasiem — samodzielnie, bez obecności Magdy przez jakiś czas. Ja nauczyłam się ufać sobie jako matce i walczyć o swoje dziecko nawet wtedy, gdy wszyscy wokół mówili mi: „Nie przesadzaj”.
Dziś Staś znów śmieje się głośno i biega po domu z kotem pod pachą. Ale ja wiem jedno: blizny zostaną na zawsze.
Czasem patrzę na niego i pytam siebie: ile dzieci w Polsce przeżywa podobne piekło w milczeniu? Ile matek boi się odezwać? Czy naprawdę musimy walczyć o miłość własnego dziecka z kimś obcym?