Zakazana pomoc: Kiedy mąż zabronił mi wsparcia od mamy

– Mamo, błagam cię, przyjdź jutro… Ja już naprawdę nie daję rady – wyszeptałam do telefonu, ściskając w ramionach rozwrzeszczanego Antosia. Czułam, jak łzy spływają mi po policzkach, a dłonie drżą ze zmęczenia. – Kasiu, wiesz, że bym przyszła od razu… Ale twój Michał mi tego zabronił. Nie chcę robić wam problemów… – usłyszałam w głosie mamy ból i bezradność. Poczułam się jak najgorsza matka na świecie.

Michał siedział w kuchni, wpatrzony w ekran laptopa, udając, że nie słyszy mojej rozmowy. Tydzień temu powiedział: – Potrzebujemy spokoju. Twoja mama się we wszystko wtrąca. Musimy sobie radzić sami. To nasze dziecko i nasza odpowiedzialność. – Tylko że on był w pracy od rana do wieczora, a ja… Ja już nie wiedziałam, jak dalej żyć.

Kiedy byłam w ciąży, wszystko wyglądało inaczej. Cieszyliśmy się na Antosia, snuliśmy plany o wspólnych spacerach po Łazienkach, śmialiśmy się, że będziemy wiecznie niewyspani, ale szczęśliwi. Moja mama była zachwycona perspektywą zostania babcią. Pomagała mi wybierać wózek na Mokotowie i szyła dla Antosia pierwsze śpioszki. Wszystko było pełne nadziei i miłości.

Poród był trudny. Antoś przyszedł na świat trzy tygodnie wcześniej. Byłam wyczerpana i przerażona. Mama odwiedzała mnie codziennie w szpitalu na Inflanckiej, przynosiła domowe zupy i trzymała za rękę, gdy płakałam ze zmęczenia. Michał był przy porodzie, ale zaraz potem wrócił do pracy – „muszę utrzymać rodzinę”, powtarzał.

Po powrocie do domu zaczęło się piekło. Antoś nie spał, ciągle płakał, a ja nie wiedziałam dlaczego. Mama chciała przyjść i pomóc – żebym mogła się choć na chwilę położyć albo spokojnie wykąpać. Michał jednak coraz częściej się irytował. – Twoja mama nas tylko rozpuszcza. Musimy ustalić własne zasady – mówił wieczorem w sypialni, kiedy błagałam go o zrozumienie.

Pewnego dnia przyłapałam go na pisaniu SMS-a do mojej mamy: „Proszę pani, proszę nie przychodzić tak często. Kasia sobie poradzi.” Byłam w szoku. Przecież ja sobie nie radziłam! Chciałam krzyczeć, ale tylko cicho płakałam pod prysznicem.

Zaczęłam zamykać się w sobie. Przestałam dzwonić do przyjaciółek – każda miała swoje życie i nie chciałam wyjść na słabą. Michał był ciągle poza domem, a kiedy wracał, był zmęczony i rozdrażniony. – Czemu dziś nie posprzątałaś? Dlaczego Antoś tak płacze? Co robiłaś cały dzień? – pytał z chłodnym spokojem.

Pewnego wieczoru już nie wytrzymałam i wybuchłam: – Dlaczego nie pozwalasz mojej mamie mi pomóc? Ja już nie mogę! Chcesz mnie zniszczyć? On tylko wzruszył ramionami: – Chcę, żebyś była silna. Nasi rodzice też tak robili.

Ale jego rodzice mieszkali w Gdańsku i widzieli Antosia tylko raz przez weekend. Jego mama pracowała jako pielęgniarka na zmiany, ojciec był kierowcą tira i ciągle go nie było. Nigdy nie zaproponowali pomocy – nawet nie mogli. Moja mama mieszkała dziesięć minut autobusem na Ochocie…

Czułam się coraz bardziej przytłoczona. Każdy dzień był taki sam: karmienie, przewijanie, usypianie, płacz – mój i Antosia. Czasem miałam ochotę wybiec z mieszkania i już nigdy nie wrócić. Ale patrzyłam na synka i wiedziałam, że nie mogę go zostawić.

Któregoś dnia zemdlałam w łazience. Obudził mnie dopiero płacz Antosia i przerażony głos Michała: – Kasiu! Co się stało?! Wreszcie zrozumiał, że tak dalej być nie może. Zadzwonił do mojej mamy i poprosił o pomoc.

Mama była u nas w dziesięć minut. Przytuliła mnie mocno i pierwszy raz od miesięcy poczułam ulgę. – Nie bój się, Kasiu, wszystko będzie dobrze – szeptała mi we włosy.

Michał siedział z boku z poczuciem winy wypisanym na twarzy. – Przepraszam… Nie wiedziałem, że jest aż tak źle – powiedział cicho.

Ale coś we mnie pękło na zawsze. Zaufanie między nami zostało nadwyrężone – nie tylko między mną a Michałem, ale też między mną a światem.

Dziś Antoś ma już pół roku i mama regularnie nas odwiedza. Michał stara się być lepszym ojcem i mężem, ale czasem mam wrażenie, że nigdy już nie będę taka sama jak dawniej.

Często pytam siebie: Dlaczego w Polsce tak trudno jest prosić o pomoc? Dlaczego czujemy się winni, kiedy nie dajemy rady sami? Co wy byście zrobili na moim miejscu?