Tańcząc z mamą na weselu – tajemnica, która rozdarła rodzinę

Gdy tylko DJ ogłosił „taniec z mamą”, poczułam, jak serce wali mi w piersi. Wesele mojego brata, Bartka, było w pełni – sala w remizie pod Tarnowem rozbrzmiewała śmiechem, a zapach bigosu i pieczonego schabu mieszał się z wonią perfum i potu. Ale ja nie mogłam się skupić na niczym innym niż na mamie. Od rana była dziwnie spięta, a jej uśmiech wydawał się przyklejony.

– Idź już, Zosiu! – szepnęła ciocia Halina, popychając mnie lekko w stronę parkietu. – Mama czeka.

Podniosłam głowę i zobaczyłam ją – Marię, moją mamę, w granatowej sukience, z włosami upiętymi w kok. Stała na środku sali, jakby była tam zupełnie sama. Wszyscy patrzyli. Nawet Bartek z nową żoną, Justyną, przestali się całować i obserwowali nas z ciekawością.

Podeszłam powoli. Mama wyciągnęła do mnie rękę. Jej dłoń była zimna i lekko drżała.

– Zatańczysz ze mną? – zapytała cicho.

– Oczywiście – odpowiedziałam, choć w gardle miałam gulę.

Muzyka zaczęła grać – stary przebój „Nie płacz Ewka” Perfectu. Mama objęła mnie mocno, jakby bała się, że zaraz się rozpadnie.

– Muszę ci coś powiedzieć – wyszeptała mi do ucha. – Tylko proszę… nie przerywaj mi.

Zamarłam. Wiedziałam, że to nie będzie zwykły taniec.

– Pamiętasz wujka Stefana? – zaczęła niespodziewanie. – Tego, co wyjechał do Niemiec i nigdy nie wrócił?

Skinęłam głową. W dzieciństwie był dla mnie jak drugi ojciec. Zawsze przynosił mi czekoladki i opowiadał bajki o dalekich krajach.

– On… on nie był tylko twoim wujkiem – powiedziała mama drżącym głosem. – On był twoim ojcem.

Zakręciło mi się w głowie. Przez chwilę myślałam, że zaraz zemdleję.

– Co ty mówisz? – szepnęłam. – Przecież tata…

– Twój tata o wszystkim wiedział – przerwała mi szybko. – Ale nigdy nie chciał o tym rozmawiać. Prosił mnie, żebym ci nie mówiła. Myślał, że tak będzie lepiej…

W tej chwili muzyka ucichła, a goście zaczęli bić brawo. Mama puściła mnie i spojrzała mi prosto w oczy. Jej twarz była mokra od łez.

– Przepraszam cię, Zosiu – wyszeptała. – Ale musiałam ci to powiedzieć. Nie mogłam już dłużej udawać.

Odsunęłam się od niej gwałtownie. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich – ciotki Haliny, babci Jadzi, nawet Bartka i Justyny. Chciałam uciec, ale nogi miałam jak z waty.

Wybiegłam na zewnątrz, na chłodne powietrze. Przez chwilę stałam pod ścianą remizy i próbowałam złapać oddech. Wszystko kręciło mi się w głowie: dzieciństwo, wspomnienia z tatą, opowieści wujka Stefana…

Nagle usłyszałam za sobą kroki.

– Zosiu! – To był Bartek. – Co się stało? Dlaczego płaczesz?

Nie mogłam mu odpowiedzieć. Po prostu wtuliłam się w jego ramiona i zaczęłam szlochać.

– Mama… powiedziała mi coś strasznego – wydusiłam w końcu.

Bartek spojrzał na mnie z niepokojem.

– Co takiego?

– Że tata nie był moim ojcem… Że to był Stefan…

Bartek zbladł.

– Wiedziałem… – szepnął po chwili.

Odsunęłam się od niego gwałtownie.

– Ty też wiedziałeś?!

– Mama powiedziała mi rok temu, kiedy tata zachorował na raka. Prosiła, żebym ci nie mówił…

Poczułam się zdradzona przez wszystkich najbliższych. Przez mamę, przez brata… Nawet przez tatę, który już nie żył i nie mógł się bronić.

Przez resztę wesela unikałam mamy jak ognia. Widziałam jej spojrzenie pełne bólu i wyrzutów sumienia, ale nie potrafiłam do niej podejść. Ciotka Halina próbowała mnie pocieszać:

– Dziecko, rodzina to nie tylko krew…

Ale ja nie chciałam tego słuchać.

Po weselu wróciłam do Krakowa i przez tydzień nie odbierałam telefonów od mamy. Bartek próbował mnie przekonać do rozmowy:

– Zosiu, ona cierpi… Zrobiła to dla ciebie!

Ale ja czułam tylko gniew i żal.

W końcu mama przyszła do mnie sama. Stała pod moimi drzwiami z siatką pełną domowych pierogów i słoikiem ogórków kiszonych.

– Proszę… porozmawiaj ze mną – błagała.

Wpuściłam ją do środka, ale atmosfera była lodowata.

– Dlaczego mi to zrobiłaś? – zapytałam bez ogródek.

Mama usiadła ciężko na krześle i spuściła głowę.

– Bałam się… Bałam się, że jeśli ci powiem prawdę, znienawidzisz mnie albo Stefana… Albo siebie samą. Twój tata bardzo cię kochał. Byliśmy rodziną mimo wszystko…

– Ale to kłamstwo! Całe moje życie było kłamstwem!

Mama rozpłakała się na dobre.

– Przepraszam… Przepraszam cię za wszystko…

Przez długi czas siedziałyśmy w ciszy. W końcu zapytałam:

– Gdzie jest Stefan?

Mama spojrzała na mnie ze smutkiem.

– Umarł dwa lata temu w Niemczech. Pisał do mnie listy… Chciał cię poznać, ale twój tata nie pozwolił…

Poczułam pustkę większą niż kiedykolwiek wcześniej.

Od tamtej pory minęły trzy miesiące. Nasza rodzina jest rozbita jak nigdy dotąd. Bartek próbuje nas pogodzić, ale ja nie potrafię wybaczyć tak łatwo.

Czasem patrzę na stare zdjęcia i zastanawiam się: kim właściwie jestem? Czy rodzina to tylko więzy krwi? Czy można wybaczyć tak wielkie kłamstwo?

Może ktoś z was zna odpowiedź? Czy wy potrafilibyście wybaczyć?