Oddaj sukienkę — i tak się nie zmieścisz”: teściowa, intrygi i obca rodzina (wersja alternatywna)

– Oddaj sukienkę – i tak się w nią nie zmieścisz! – usłyszałam, zanim jeszcze dobrze otworzyłam drzwi. Stała tam ona – Grażyna, moja teściowa. W jednej ręce trzymała torebkę z logo ekskluzywnego butiku, w drugiej telefon, którym właśnie kończyła rozmowę z koleżanką. W progu naszego mieszkania pojawiła się jak burza, nie czekając na zaproszenie.

– Dzień dobry, mamo – wymamrotałam, próbując ukryć zmęczenie po nieprzespanej nocy z płaczącą córeczką.

Grażyna rozejrzała się po przedpokoju z miną inspektora sanitarnego. – Oho, widzę, że znowu nie miałaś czasu na ogarnięcie mieszkania. No cóż, macierzyństwo cię przerosło? – rzuciła z przekąsem.

Zacisnęłam zęby. – Zosia miała kolki całą noc. Ledwo żyję.

– Każda matka przez to przechodziła. Ale nie każda tak się zaniedbuje – dodała, patrząc wymownie na moją rozciągniętą bluzę i dresy.

Wiedziałam, że zaraz zacznie się jej ulubiony temat: moje kilogramy po ciąży. Nie myliłam się.

– Pamiętasz tę zieloną sukienkę, co miałaś na ślubie kuzynki? Oddaj mi ją. Po co ci? I tak już się nie dopniesz – powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Zrobiło mi się gorąco ze wstydu i złości. Ta sukienka była dla mnie symbolem czasów, gdy czułam się piękna i pewna siebie. Teraz miałam wrażenie, że Grażyna chce mi odebrać nawet wspomnienie o tamtej dziewczynie.

– Może jeszcze kiedyś schudnę…

– Przestań się łudzić. Lepiej oddaj komuś, kto potrafi o siebie zadbać – ucięła.

W tym momencie do kuchni wszedł mój mąż, Paweł. Spojrzał na nas podejrzliwie.

– Co się dzieje?

– Nic, tylko twoja żona nie chce oddać mi sukienki, która i tak jej już nie pasuje – odpowiedziała Grażyna z uśmiechem.

Paweł westchnął ciężko. – Mamo, daj spokój. To jej rzecz.

Grażyna przewróciła oczami. – Oczywiście, zawsze jej bronisz. A ja tylko chcę pomóc! Może jakbyś ją bardziej motywował, szybciej wróciłaby do formy.

Poczułam łzy pod powiekami. Paweł objął mnie ramieniem.

– Mamo, naprawdę przesadzasz.

Grażyna wzruszyła ramionami i przeszła do salonu. – Dobra, nie będę się kłócić. Ale skoro już tu jestem…

Zaczęła opowiadać o swoim nowym znajomym z siłowni. O tym, jak zaprosił ją na kolację do restauracji w centrum Warszawy i jak wszystkie koleżanki jej zazdroszczą. Słuchałam jednym uchem, próbując uspokoić Zosię, która zaczęła płakać w sypialni.

– No widzisz? Dziecko płacze, a ty siedzisz jakby nigdy nic! – skomentowała Grażyna.

Nie wytrzymałam. – Mamo, proszę cię…

– Co proszę cię? Ja w twoim wieku miałam dwójkę dzieci i dom na głowie! A ty? Jedno dziecko i już nie dajesz rady!

Paweł spojrzał na mnie bezradnie. Wiedziałam, że jest mu głupio za matkę, ale nigdy nie potrafił jej postawić wyraźnej granicy.

Po południu Grażyna zadzwoniła do swojej siostry i przez pół godziny opowiadała jej przez telefon o mojej „nieudolności”. Słyszałam przez drzwi kuchni:

– Tak, Halina… Wyobraź sobie, ona nawet obiadu nie ugotowała! Paweł musiał sam sobie zrobić kanapki…

Wieczorem Paweł próbował mnie pocieszyć.

– Nie przejmuj się nią. Ona zawsze była taka…

– Ale to boli! – wybuchłam. – Czuję się jak służąca we własnym domu! Zawsze coś jej nie pasuje: a to bałagan, a to moja waga, a to sposób wychowywania Zosi…

Paweł przytulił mnie mocniej. – Może powinniśmy ograniczyć jej wizyty?

– Spróbuj jej to powiedzieć…

Następnego dnia zadzwoniła moja mama.

– Słyszałam od cioci Haliny, że masz „kryzys małżeński”? Co się dzieje?

Zatkało mnie. Grażyna zdążyła już rozpuścić plotki po całej rodzinie Pawła!

– Nic się nie dzieje! Po prostu jestem zmęczona…

Mama westchnęła ciężko. – Wiem, że ci trudno. Ale musisz być silna dla Zosi.

Wieczorem Paweł wrócił z pracy później niż zwykle. Był spięty.

– Dzwoniła do mnie mama. Powiedziała, że ją obraziłem i że nie jestem wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobiła…

– Przecież ona tylko nas krytykuje!

Paweł usiadł obok mnie na kanapie.

– Wiem. Ale ona jest sama od śmierci taty. Może dlatego tak się zachowuje?

Poczułam wyrzuty sumienia. Może rzeczywiście Grażyna czuje się samotna? Może jej kąśliwości to wołanie o uwagę?

Kilka dni później przyszło zaproszenie na rodzinny obiad u teściów Pawła siostry – Magdy. Nie miałam ochoty tam iść, ale Paweł nalegał.

W domu Magdy atmosfera była napięta od samego początku. Grażyna od razu zaczęła komentować:

– Magda zawsze miała porządek w domu… A ty, Karolino? Może powinnaś poprosić ją o radę?

Magda spojrzała na mnie ze współczuciem.

Po obiedzie Grażyna zaczęła wypytywać Magdę o jej nową pracę w korporacji.

– No widzisz? Magda potrafi pogodzić karierę z macierzyństwem! A ty?

Nie wytrzymałam.

– Mamo, proszę cię… Każdy ma inne możliwości i inne życie!

Grażyna spojrzała na mnie zaskoczona moją stanowczością.

– Oho! W końcu pokazujesz pazurki? Może jednak coś z ciebie będzie!

Wróciliśmy do domu w milczeniu. Paweł był wyraźnie przybity.

– Przepraszam cię za nią…

Przytuliłam go mocno.

Następnego dnia Grażyna przysłała mi SMS-a: „Może przesadziłam. Ale chcę dla was dobrze”.

Nie odpisałam od razu. Musiałam przemyśleć wszystko na spokojnie.

Wieczorem usiadłam przy łóżeczku Zosi i patrzyłam na jej spokojną twarz.

Czy naprawdę muszę pozwalać innym decydować o moim życiu? Czy rodzina zawsze musi oznaczać ból i upokorzenie?

A może czas postawić granice i zawalczyć o siebie?

Czy wy też mieliście kiedyś wrażenie, że najbliżsi potrafią ranić najmocniej? Jak sobie z tym radzicie?