Nowa żona mojego syna rozbiła naszą rodzinę. Czy można jeszcze wszystko naprawić?

– Michał, czy przekazałeś Kacprowi te pieniądze na książki? – zapytałam syna, ledwo powstrzymując drżenie głosu. Stał w przedpokoju, z torbą na ramieniu, jakby już chciał wyjść.

– Mamo, mówiłem ci, że wszystko załatwione – odpowiedział zniecierpliwieniem. – Nie musisz się o to martwić.

Ale ja się martwiłam. Odkąd Agnieszka pojawiła się w życiu Michała, coraz częściej czułam się jak intruz. Kiedyś byłam dla Kacpra ukochaną babcią, a teraz widywałam go tylko od święta. Nie rozumiałam, co się dzieje. Przecież zawsze byliśmy blisko. Zawsze mogłam liczyć na syna i wnuka.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Michał owdowiał pięć lat temu. Było nam ciężko, ale trzymaliśmy się razem. Pomagałam mu z Kacprem, gotowałam obiady, odbierałam wnuka ze szkoły. Byliśmy rodziną. Potem pojawiła się Agnieszka – młodsza ode mnie o dwadzieścia lat, pewna siebie, zawsze elegancka. Na początku starałam się ją polubić. Przynosiłam ciasto, zapraszałam na kawę. Ale ona patrzyła na mnie chłodno, jakby oceniał każdy mój gest.

Z czasem zauważyłam, że Michał coraz rzadziej dzwonił. Kacper nie przychodził już do mnie po szkole. Gdy pytałam syna, mówił: „Agnieszka uważa, że Kacper powinien mieć więcej obowiązków w domu”. Albo: „Chcemy spędzać czas tylko we troje”. Bolało mnie to, ale tłumaczyłam sobie, że to naturalne – nowa rodzina musi się zgrać.

Pewnego dnia zadzwoniłam do Kacpra.

– Kochanie, dostałeś ode mnie pieniądze na książki? – zapytałam cicho.

– Jakie pieniądze? – odpowiedział zaskoczony.

Serce mi zamarło. Przecież przekazałam je Michałowi tydzień temu! Zrobiło mi się gorąco. Czyżby…? Nie chciałam wierzyć w najgorsze.

Wieczorem zadzwoniłam do syna.

– Michał, dlaczego Kacper nie dostał tych pieniędzy?

– Mamo, nie przesadzaj. Agnieszka uznała, że nie potrzebuje nowych książek, bo może korzystać z biblioteki szkolnej – odpowiedział chłodno.

– Ale to były moje pieniądze! Chciałam mu sprawić przyjemność!

– Mamo, nie wtrącaj się – uciął rozmowę i rozłączył się.

Siedziałam długo w ciszy. Czułam się zdradzona i upokorzona. Przecież zawsze chciałam tylko pomagać. Czy naprawdę stałam się dla nich ciężarem?

Od tamtej pory było tylko gorzej. Agnieszka coraz częściej decydowała o wszystkim: gdzie spędzamy święta, kto przychodzi na rodzinne obiady, nawet jakie prezenty mogę kupować wnukowi. Zaczęła organizować spotkania rodzinne bez mojego udziału. Michał tłumaczył: „Agnieszka chce spokoju”, „Agnieszka źle się czuje w dużym gronie”.

Pewnego dnia przyszłam niezapowiedziana. Chciałam zobaczyć Kacpra przed jego urodzinami. Drzwi otworzyła mi Agnieszka.

– Dzień dobry – powiedziałam niepewnie.

– Dzień dobry – odpowiedziała chłodno. – Michała nie ma w domu.

– Przyszłam do Kacpra…

– Kacper jest zajęty lekcjami. Proszę zadzwonić wcześniej następnym razem.

Stałam na wycieraczce jak zbędny mebel. Widziałam przez uchylone drzwi sylwetkę wnuka przy biurku. Chciałam go tylko uściskać…

Wróciłam do pustego mieszkania i rozpłakałam się jak dziecko.

Od tamtej pory zaczęły się plotki w rodzinie. Moja siostra mówiła: „Może przesadzasz? Może Agnieszka po prostu chce mieć wpływ na wychowanie Kacpra?”. Ale ja czułam, że tracę coś bezpowrotnie.

Na Boże Narodzenie dostałam SMS-a: „Mamo, w tym roku spędzamy święta tylko we troje”. Nawet nie zadzwonili.

W styczniu zachorowałam na grypę. Nikt nie przyszedł zapytać, czy czegoś potrzebuję. Tylko sąsiadka przyniosła mi rosół.

Któregoś dnia spotkałam Kacpra przypadkiem pod blokiem.

– Babciu! – rzucił się w moje ramiona.

– Tęsknię za tobą… – wyszeptał.

Łzy napłynęły mi do oczu.

– Ja też za tobą tęsknię, kochanie…

Usiedliśmy na ławce pod klatką i rozmawialiśmy szeptem, jakbyśmy robili coś zakazanego.

– Agnieszka mówi tacie, że za dużo cię widuję – powiedział cicho Kacper.

– Dlaczego? – zapytałam bezradnie.

Wzruszył ramionami.

– Nie wiem… Ona nie lubi, jak rozmawiamy o mamie…

Zrozumiałam wtedy, że Agnieszka próbuje wymazać przeszłość i stworzyć nową rodzinę na własnych zasadach. Ale czy naprawdę trzeba przy tym niszczyć stare więzi?

Próbowałam jeszcze rozmawiać z Michałem. Prosiłam go o szczerość.

– Mamo, musisz zaakceptować Agnieszkę i jej decyzje – powiedział stanowczo. – To moja żona i matka Kacpra.

– Ale ja jestem twoją matką! I babcią Kacpra! Czy to już nic nie znaczy?

Patrzył na mnie długo bez słowa.

Od tamtej pory widujemy się rzadko. Czasem Kacper napisze mi wiadomość na Messengerze albo zadzwoni ukradkiem wieczorem. Michał coraz bardziej oddala się ode mnie. A ja siedzę wieczorami przy oknie i zastanawiam się: gdzie popełniłam błąd? Czy mogłam zrobić coś inaczej?

Czasem myślę o tym wszystkim i pytam siebie: czy naprawdę można odbudować rodzinę po takich ranach? Czy warto walczyć o bliskich za wszelką cenę? A może czasem trzeba pozwolić im odejść i nauczyć się żyć z pustką?