„Nie da się żyć z mamą” – historia starszej córki, która zawsze musiała być silna

– Magda, przepraszam cię za mamę. Ja już nie daję rady z nią żyć… – głos mojej młodszej siostry drżał w słuchawce. Była noc, a ja siedziałam na parapecie w swoim mieszkaniu w Warszawie, patrząc na światła miasta. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Przez tyle lat byłam tą silną, tą, która wszystko znosiła i tłumiła łzy. Teraz słyszałam w głosie Ani to samo zmęczenie, które od lat nosiłam w sobie.

Zawsze byłam starszą córką. Kiedy miałam sześć lat, mama wróciła ze szpitala z Anią na rękach i od razu usłyszałam: „Jesteś już duża, musisz mi pomagać”. Nauczyłam się podgrzewać mleko, kołysać siostrę do snu, a potem – kiedy podrosła – odrabiać z nią lekcje i bronić jej przed gniewem mamy. Ojciec był wiecznie nieobecny – praca, delegacje, czasem piwo z kolegami. Wszystko spadało na mnie.

Mama była wymagająca. W jej oczach nigdy nie byłam dość dobra: „Dlaczego dostałaś czwórkę, a nie piątkę?”, „Czemu nie pomogłaś Ani z zadaniem?”, „Nie masz prawa być zmęczona, ja pracuję i zajmuję się domem!”. Z czasem nauczyłam się nie płakać przy niej. Zamykałam się w łazience i tłumiłam szloch w ręcznik.

Kiedy miałam piętnaście lat, Ania zaczęła sprawiać problemy. Uciekała z lekcji, przynosiła uwagi. Mama krzyczała na nią, a potem na mnie: „To twoja wina! Miałaś jej pilnować!”. Czułam się jak matka własnej siostry i jednocześnie jak dziecko, które nigdy nie może zawieść.

W liceum zaczęłam marzyć o ucieczce. Chciałam studiować w innym mieście, mieć własne życie. Mama była przeciwna: „Zostawisz mnie samą? Po tym wszystkim?”. Ale dostałam się na studia w Warszawie i wyjechałam. Przez pierwsze miesiące czułam się winna za każdy dzień wolności.

Ania została z mamą. Dzwoniła do mnie coraz rzadziej. Wiedziałam, że jest jej ciężko, ale nie miałam siły wracać do tamtego domu nawet na święta. Mama dzwoniła codziennie: „Ania mnie nie słucha”, „Jest niewdzięczna”, „Nie rozumiem was obu”. Czułam się rozdarta – chciałam pomóc siostrze, ale nie umiałam już wrócić do roli opiekunki.

Teraz Ania zadzwoniła po północy. Słyszałam jej płacz i poczułam znajome ukłucie w sercu.

– Magda… Przepraszam cię za wszystko. Za to, że zawsze musiałaś być dorosła przez naszą mamę…
– Aniu, to nie twoja wina – odpowiedziałam cicho. – Też byłam dzieckiem.
– Ale ja ci nigdy nie pomogłam…
– Bo to nie ty powinnaś była mi pomagać.

Przez chwilę milczałyśmy. W końcu Ania powiedziała:

– Ja już nie mogę tam mieszkać. Mama codziennie krzyczy, że jestem niewdzięczna, że ją zostawię…
– Wiem – westchnęłam. – Słyszałam to samo przez całe życie.

Wtedy po raz pierwszy poczułam coś nowego: złość. Nie na Anię, ale na mamę – za to, że odebrała nam dzieciństwo i bliskość siostrzaną. Za to, że nigdy nie była dla nas wsparciem.

Następnego dnia zadzwoniłam do mamy.

– Mamo, musimy porozmawiać.
– O czym? Znowu będziecie mnie oskarżać? – jej głos był zimny jak lód.
– O tym, jak nas traktowałaś przez całe życie.
– Ty też jesteś niewdzięczna! Wszystko dla was robiłam!
– Nie wszystko polega na obowiązkach. Nigdy nas nie przytuliłaś, nie powiedziałaś „kocham cię”.
– Bo wy tego nie doceniacie!

Rozłączyłam się. Po raz pierwszy nie czułam winy.

Ania przyjechała do mnie tydzień później z walizką i zapuchniętymi oczami.

– Co teraz? – zapytała cicho.
– Teraz będziemy żyć po swojemu – odpowiedziałam i przytuliłam ją mocno.

Zaczęłyśmy budować relację od nowa. Było trudno – obie miałyśmy w sobie dużo żalu i lęku przed bliskością. Ale pierwszy raz mogłyśmy być dla siebie siostrami, a nie opiekunką i dzieckiem.

Mama dzwoni coraz rzadziej. Czasem zostawia mi wiadomości pełne wyrzutów: „Zostawiłyście mnie samą”, „Nie macie serca”. Już nie płaczę po tych słowach. Wiem, że zrobiłyśmy wszystko, co mogłyśmy.

Czasem patrzę na Anię i myślę: ile dzieciństwa nam zabrano? Ile jeszcze pokoleń kobiet będzie musiało być silnych ponad miarę?

Czy można nauczyć się kochać siebie i innych bez poczucia winy? Czy wy też czujecie czasem, że wasza rodzina nigdy nie pozwoliła wam być po prostu sobą?