Moje dzieci nie pozwalają mi wyjść za mąż po raz drugi: Rozdarta między miłością a rodziną
– Mamo, dlaczego musisz to robić? – głos Bartka drżał, a jego oczy były pełne łez i gniewu. Stał w drzwiach mojego pokoju, ściskając w dłoni stary album ze zdjęciami. W tle słychać było cichy szloch jego młodszej siostry, Oli. To był wieczór, który miał zmienić wszystko.
Nie potrafiłam odpowiedzieć od razu. Słowa ugrzęzły mi w gardle, a serce waliło jak oszalałe. Przez chwilę miałam ochotę po prostu uciec – wybiec z mieszkania, zostawić za sobą ten ból i niezrozumienie. Ale wiedziałam, że nie mogę. Jestem ich matką. Muszę być silna.
Od rozwodu z Piotrem minęły już cztery lata. Przez długi czas byłam sama, skupiona na dzieciach i pracy w szkole podstawowej. Ale potem pojawił się Marek – cichy, czuły, z poczuciem humoru, które rozjaśniało nawet najgorszy dzień. Poznaliśmy się na wywiadówce, kiedy przyszedł odebrać swoją córkę z innej klasy. Zaczęliśmy rozmawiać, spotykać się na kawę, potem na spacery po parku. Po raz pierwszy od lat poczułam się ważna i kochana.
Ale dzieci nie potrafiły tego zaakceptować. Bartek miał wtedy czternaście lat i był w wieku buntu. Ola – dziesięć, wciąż tęskniła za dawnym domem, za ojcem, który odszedł do innej kobiety i założył nową rodzinę. Gdy powiedziałam im o Marku, w ich oczach zobaczyłam strach i zdradę.
– On nigdy nie będzie moim tatą! – krzyczał Bartek podczas jednej z kłótni.
– Nie chcę nowej rodziny! – wtórowała mu Ola.
Próbowałam tłumaczyć, że Marek nie chce nikogo zastępować, że po prostu mnie kocha. Ale dla nich to była zdrada. Każda rozmowa kończyła się płaczem lub trzaskaniem drzwiami.
Marek był cierpliwy. Czekał, aż dzieci się przyzwyczają, próbował zdobyć ich sympatię drobnymi gestami – kupował lody, pomagał w lekcjach matematyki, zabierał nas na wycieczki rowerowe. Ale im bardziej się starał, tym bardziej Bartek zamykał się w sobie.
Pewnego wieczoru usiadłam z Bartkiem na kanapie.
– Synku, wiem, że to dla ciebie trudne…
– Ty nic nie wiesz! – przerwał mi gwałtownie. – Zdradzasz tatę! Zdradzasz nas!
Te słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego. Przez całą noc płakałam w poduszkę, czując się jak najgorsza matka na świecie.
W pracy zaczęłam popełniać błędy. Koleżanki pytały, czy wszystko w porządku. Nie miałam siły tłumaczyć. Marek widział mój smutek i coraz częściej pytał:
– Może powinniśmy poczekać? Może to za wcześnie?
Ale ja wiedziałam, że jeśli teraz się poddam, już nigdy nie będę szczęśliwa.
W końcu Marek poprosił mnie o rękę. Zgodziłam się bez wahania – potrzebowałam tej nadziei na lepsze jutro. Kiedy powiedziałam o tym dzieciom, Bartek wybiegł z domu i wrócił dopiero późno w nocy. Ola zamknęła się w swoim pokoju i przez dwa dni ze mną nie rozmawiała.
Zaczęły się telefony od Piotra:
– Co ty wyprawiasz? Dzieci są rozbite! Myślisz tylko o sobie!
Czułam się osaczona z każdej strony – przez własne dzieci, byłego męża, nawet rodziców, którzy uważali, że powinnam poczekać jeszcze kilka lat.
W pewną niedzielę usiedliśmy wszyscy przy stole – ja, Marek i dzieci.
– Kochani – zaczęłam drżącym głosem – wiem, że to trudne. Ale Marek nie chce was zastąpić ani odebrać wam mnie. Chcemy być razem…
Bartek spojrzał na mnie z pogardą:
– Jeśli wyjdziesz za niego, przestanę cię szanować.
Ola dodała cicho:
– Ja też nie chcę tu mieszkać.
To był moment przełomowy. Poczułam się tak samotna jak nigdy wcześniej. Z jednej strony miłość mojego życia, z drugiej – dzieci, które były całym moim światem.
Przez kolejne tygodnie żyliśmy jak obcy ludzie pod jednym dachem. Bartek coraz częściej nocował u ojca. Ola zamknęła się w sobie i przestała rozmawiać nawet z przyjaciółkami.
W końcu musiałam podjąć decyzję. Czy powinnam poświęcić własne szczęście dla dobra dzieci? Czy może mam prawo do miłości i nowego życia?
Pewnego wieczoru usiadłam sama przy kuchennym stole i napisałam list do Bartka i Oli:
„Kochani, wiem, że was ranię. Ale jestem tylko człowiekiem i też potrzebuję miłości. Nie chcę was stracić, ale nie mogę też zrezygnować z siebie…”
Rano zostawiłam list na stole i wyszłam na spacer do parku. Tam spotkałam Marka.
– Co zamierzasz zrobić? – zapytał cicho.
– Nie wiem… Może muszę poczekać… Może muszę pozwolić im dorosnąć do tej decyzji…
Marek objął mnie mocno i przez chwilę poczułam spokój.
Kiedy wróciłam do domu, Bartek siedział przy stole z listem w ręku. Jego oczy były czerwone od płaczu.
– Mamo… Ja po prostu boję się cię stracić…
Przytuliłam go mocno.
– Nigdy cię nie zostawię. Ale musisz pozwolić mi być szczęśliwą…
Nie wiem jeszcze, jak potoczy się nasza historia. Każdego dnia uczymy się siebie na nowo – ja swoich dzieci, one mnie jako kobiety z własnymi marzeniami i potrzebami.
Czy można być dobrą matką i jednocześnie nie rezygnować z własnego szczęścia? Czy dzieci kiedykolwiek wybaczą mi tę decyzję? Czasem pytam siebie: czy naprawdę musimy wybierać między miłością a rodziną?