Moja teściowa chce nowego życia, ale ja jej na to nie pozwalam: Wyznanie zięcia z Warszawy
– Michał, muszę z tobą porozmawiać – głos pani Zofii, mojej teściowej, drżał przez telefon. Była środa, godzina dziewiętnasta, dzieci właśnie skończyły kolację, a ja z żoną, Kasią, planowaliśmy spokojny wieczór. Ale ten telefon nie zwiastował niczego dobrego.
– Co się stało, mamo? – Kasia natychmiast wyczuła napięcie.
– Przyjedźcie, proszę. Muszę wam coś powiedzieć.
W drodze do niej czułem, jak narasta we mnie niepokój. Zofia była dla nas jak drugi filar domu. Po śmierci teścia to ona pomagała nam z dziećmi, gotowała obiady, odbierała Olę z przedszkola, a mnie zawsze pytała, czy nie jestem głodny. Była obecna, cicha, niezastąpiona.
Wchodząc do jej mieszkania na Pradze, poczułem znajomy zapach pieczonego ciasta. Zofia siedziała przy stole, dłonie miała splecione, a oczy czerwone od płaczu.
– Dzieci, usiądźcie. Muszę wam coś powiedzieć – zaczęła, patrząc na nas z niepokojem. – Chcę sprzedać mieszkanie i wyjechać do Gdańska.
Zamarłem. Kasia spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
– Mamo, ale jak to? Przecież tu masz wszystko! Nas, wnuki, przyjaciółki, ogródek działkowy…
– Wiem, kochanie. Ale ja… ja już nie mogę tu być. Wszystko mi przypomina tatę. Potrzebuję zmiany. Chcę zacząć jeszcze raz, póki mam siły.
Poczułem, jak narasta we mnie złość. Jak ona może tak po prostu odejść? Przecież bez niej nie damy sobie rady. Praca, dzieci, dom… To ona trzymała nas w ryzach.
– A my? – zapytałem, nie kryjąc rozgoryczenia. – My się nie liczymy? Ola codziennie pyta, kiedy przyjdziesz. Ja… ja nie wiem, jak to wszystko ogarnę bez ciebie.
Zofia spuściła wzrok. – Michał, całe życie byłam dla innych. Najpierw dla rodziców, potem dla męża, potem dla was. Teraz chcę być trochę dla siebie.
Kasia zaczęła płakać. – Mamo, proszę…
Ale Zofia była nieugięta. – Już podjęłam decyzję. Znalazłam kupca na mieszkanie. W Gdańsku mam koleżankę ze studiów, zaprosiła mnie do siebie. Chcę spróbować.
Wróciliśmy do domu w milczeniu. Kasia całą noc płakała. Ja nie mogłem zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli: jak ona może nas zostawić? Przecież rodzina jest najważniejsza. Czy nie widzi, że bez niej wszystko się rozsypie?
Następnego dnia w pracy byłem nie do życia. Kolega z biura, Tomek, zapytał, co się stało. Opowiedziałem mu wszystko, licząc na zrozumienie.
– Stary, daj jej żyć. Przecież nie jest twoją własnością – powiedział. – Moja matka też kiedyś chciała wyjechać do Wrocławia. Pozwoliłem jej. I wiesz co? Odżyła.
Ale ja nie potrafiłem się z tym pogodzić. Przez kolejne dni robiłem wszystko, żeby przekonać Zofię do zmiany decyzji. Dzwoniłem, prosiłem, nawet groziłem, że Ola będzie za nią tęsknić. Kasia próbowała rozmawiać z nią spokojnie, ale bez skutku.
W końcu przyszedł dzień wyprowadzki. Pomagałem jej pakować kartony, ale w środku kipiałem ze złości.
– Mamo, naprawdę musisz to robić? – spytała Kasia, łamiącym się głosem.
– Tak, kochanie. Muszę.
Zofia wyjechała. Przez pierwsze tygodnie czuliśmy się, jakby ktoś wyrwał nam serce. Dzieci płakały, Kasia była przygnębiona, a ja… ja byłem wściekły. Na nią, na siebie, na cały świat.
Ale z czasem zaczęło się coś zmieniać. Musiałem nauczyć się gotować obiady, odbierać dzieci z przedszkola, organizować życie bez jej pomocy. Było ciężko, ale powoli zaczęliśmy sobie radzić. Zofia dzwoniła co tydzień, opowiadała o spacerach nad morzem, o nowych znajomych, o kursie tańca, na który się zapisała. W jej głosie słyszałem radość, jakiej nie znałem.
Pewnego dnia Ola zapytała: – Tato, czy babcia już nas nie kocha?
Zatkało mnie. Usiadłem obok niej i powiedziałem: – Babcia bardzo nas kocha. Ale czasem dorośli też muszą zrobić coś dla siebie.
Zrozumiałem wtedy, że przez lata traktowałem Zofię jak kogoś, kto jest tylko dla nas. Nie widziałem w niej kobiety, która ma swoje marzenia, potrzeby, pragnienia. Byłem egoistą.
Dziś, po roku od jej wyjazdu, widzę, że jej decyzja była słuszna. My nauczyliśmy się samodzielności, a ona – szczęścia. Ale wciąż zadaję sobie pytanie: czy miałem prawo próbować zatrzymać ją przy sobie? Czy miłość do rodziny powinna oznaczać rezygnację z własnych marzeń?
Może wy też kiedyś stanęliście przed takim wyborem? Czy potrafilibyście pozwolić bliskiej osobie odejść dla jej własnego szczęścia?