Moja mama nie chce zająć się wnukami, a ja muszę utrzymać rodzinę – czy jestem złą córką?
— Mamo, proszę cię, tylko na te trzy godziny. Muszę iść do pracy, a nie mam z kim zostawić dzieci — mój głos drżał, gdy stałam w kuchni, ściskając telefon tak mocno, że aż zbielały mi knykcie.
— Karolino, już ci mówiłam. Ja swoje dzieci wychowałam. Teraz chcę odpocząć — usłyszałam w odpowiedzi chłodny ton mamy. — Nie mogę być twoją nianią.
Zamarłam. W głowie dudniło mi tylko jedno pytanie: jak ona może być tak obojętna? Przecież wie, że po śmierci Tomka zostałam sama z trójką dzieci. Najmłodszy, Michałek, ma dopiero dwa lata. Starsze dziewczynki — Zosia i Lena — chodzą do szkoły, ale po lekcjach ktoś musi je odebrać, nakarmić, przypilnować lekcji. A ja? Ja muszę pracować. Muszę zarobić na czynsz, jedzenie, rachunki. Na życie.
Odkąd Tomek zginął w wypadku samochodowym pół roku temu, wszystko się posypało. Przez pierwsze tygodnie żyłam jak w amoku. Dzieci płakały nocami, ja płakałam razem z nimi. Mama wtedy przyjechała raz — przyniosła rosół i kilka słoików ogórków. Usiadła na brzegu kanapy i powiedziała: „Musisz być silna dla dzieci”. Potem wróciła do siebie do Olsztyna i od tamtej pory widujemy się tylko przez telefon.
Próbowałam wszystkiego. Pytałam sąsiadkę, panią Halinę, ale ona sama ledwo chodzi. Zatrudnienie opiekunki kosztuje więcej niż zarabiam na pół etatu w sklepie spożywczym. Próbowałam zmienić pracę na coś zdalnego, ale bez wykształcenia i doświadczenia nikt mnie nie chciał.
— Karolina, musisz sobie radzić sama — powtarzała mama za każdym razem. — Ja też nie miałam lekko.
Ale ona miała babcię Stasię! Miała sąsiadki, które pomagały sobie nawzajem. A ja? Wszyscy są zabiegani, zamknięci w swoich sprawach.
Pewnego wieczoru Lena przyszła do mnie z zeszytem.
— Mamo, pani powiedziała, że mam napisać wypracowanie o rodzinie. Co mam napisać? Że tata nie żyje, a babcia nas nie chce?
Zatkało mnie. Usiadłam obok niej na podłodze i przytuliłam ją mocno.
— Kochanie… rodzina to ci, którzy się kochają i wspierają. Nawet jeśli czasem jest trudno.
Ale czy sama w to wierzyłam?
Następnego dnia znów zadzwoniłam do mamy. Tym razem nie prosiłam — błagałam.
— Mamo, proszę cię… Jeśli nie pomożesz mi teraz, stracę pracę. Nie będziemy mieli za co żyć.
— Karolino… Ja mam swoje życie. Choruję na serce, nie dam rady biegać za dziećmi. Może powinnaś pomyśleć o domu samotnej matki?
To był cios prosto w serce. Dom samotnej matki? Czy naprawdę moja własna matka wolałaby oddać mnie i wnuki obcym ludziom niż pomóc?
Przez kilka dni chodziłam jak struta. Dzieci widziały mój smutek — Zosia zaczęła się jąkać ze stresu, Michałek płakał przy zasypianiu.
W końcu zebrałam się w sobie. Poszłam do dyrektorki szkoły dziewczynek.
— Pani Karolino, rozumiem pani sytuację — powiedziała cicho pani dyrektor Nowakowska. — Może znajdziemy jakieś wsparcie z opieki społecznej? Albo świetlica?
Świetlica! Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? Dziewczynki mogłyby zostać po lekcjach do 17:00. Michałka musiałabym jeszcze jakoś ogarnąć…
Zadzwoniłam do urzędu gminy. Po kilku dniach dostałam decyzję o przyznaniu zasiłku i skierowanie do żłobka dla Michałka na kilka godzin dziennie.
To nie rozwiązywało wszystkich problemów — nadal ledwo wiązałam koniec z końcem, a wieczorami padałam ze zmęczenia na kanapę. Ale przynajmniej mogłam pracować i mieć nadzieję, że jakoś damy radę.
Mama dzwoniła rzadko. Czasem wysyłała zdjęcia z działki: „Patrz, jakie mam pomidory!” Albo: „Byliśmy z Tadziem nad jeziorem”.
Czułam żal i gniew. Czy naprawdę tak wygląda miłość matki? Czy jestem złą córką, bo oczekuję od niej wsparcia?
Pewnej niedzieli Zosia zapytała:
— Mamo, dlaczego babcia nas nie odwiedza?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Że babcia ma swoje życie? Że nie chce mieć kłopotów?
Wieczorem napisałam do mamy długiego SMS-a:
„Mamo, wiem, że masz swoje sprawy i zdrowie już nie to samo. Ale czasem bardzo nam Ciebie brakuje. Dzieci tęsknią za Tobą. Ja też.”
Nie odpisała od razu. Dopiero po dwóch dniach przyszła krótka wiadomość:
„Karolino, życie jest trudne dla wszystkich. Musisz być silna.”
Nie wiem, czy kiedykolwiek się pogodzimy. Może kiedyś zrozumiem jej wybory — albo ona moje.
Czasem patrzę na śpiące dzieci i pytam siebie: czy jestem wystarczająco dobrą matką? Czy powinnam wybaczyć mamie jej brak wsparcia? A może to ja jestem zbyt wymagająca?
Czy rodzina to tylko więzy krwi? Czy może coś więcej?
Może Wy mi powiecie…