Miliony za ojcowiznę? Jak jedna decyzja rozdarła moją rodzinę na pół

— Iwona, czy ty naprawdę chcesz zmarnować taką szansę? — głos mojego brata, Marka, odbijał się echem po kuchni, w której od rana pachniało świeżym chlebem i kawą. Mama stała przy oknie, ściskając w dłoniach fartuch, jakby tylko on mógł ją uratować przed tym, co miało nadejść. Ojciec milczał, patrząc w stół, a ja czułam, jak serce wali mi w piersi.

— To nie jest tylko ziemia, Marek — odpowiedziałam cicho, ale stanowczo. — To nasz dom. Tu się wychowaliśmy. Tu leży dziadek, babcia… Chcesz to wszystko oddać za kilka zer na koncie?

Marek prychnął. — Za kilka zer? Iwona, to są dwa miliony złotych! Możesz kupić dom w mieście, otworzyć własny biznes, nie musisz już nigdy martwić się o rachunki! A ty chcesz tu gnić do końca życia?

Mama odwróciła się do nas, jej oczy były czerwone od płaczu. — Dzieci, proszę was… Nie kłóćcie się. Przecież zawsze byliśmy razem.

Ale już nie byliśmy. Od kiedy pojawił się ten inwestor z Warszawy i zaproponował kupno naszej ziemi pod budowę osiedla domków jednorodzinnych, wszystko się zmieniło. Marek od razu zobaczył w tym szansę na lepsze życie. Ja — tylko koniec wszystkiego, co znałam.

Ojciec przez wiele dni nie mówił nic. Pamiętam, jak wieczorami siadał na ganku i patrzył na pole rzepaku, które uprawiał jeszcze jego ojciec. W końcu powiedział tylko: — To wasza decyzja. Ja już swoje przeżyłem.

Ale to nie była tylko nasza decyzja. Każdy dzień przynosił nowe kłótnie. Marek dzwonił do mnie po nocach:

— Iwona, nie bądź egoistką! Myślisz tylko o sobie! Ja chcę dla nas wszystkich dobrze!

A ja płakałam w poduszkę, bo przecież też chciałam dobrze. Tylko inaczej.

W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, zapytała któregoś dnia:

— Coś się stało? Wyglądasz jakbyś nie spała od tygodnia.

Opowiedziałam jej wszystko. Słuchała uważnie, a potem powiedziała:

— Wiesz… Moja ciotka sprzedała kiedyś ziemię. Kupiła mieszkanie w mieście, ale nigdy nie była szczęśliwa. Mówiła, że dom to nie tylko ściany.

Te słowa wracały do mnie każdej nocy.

W końcu przyszedł dzień podpisania umowy. Marek był już gotowy — garnitur, teczka z dokumentami, uśmiech na twarzy. Mama płakała bezgłośnie przy stole. Ojciec wyszedł z domu i długo nie wracał.

— Iwona, podpisz — powiedział Marek i podał mi długopis.

Spojrzałam na niego. — A jeśli tego nie zrobię?

— To zostaniesz tu sama. Ja wyjeżdżam do Warszawy. Mama pojedzie ze mną. Tata… nie wiem.

Zadrżałam. Czy naprawdę miałam zostać sama? Czy mogłam być aż tak uparta?

Wtedy usłyszałam kroki ojca na ganku. Wszedł do kuchni i spojrzał na mnie długo.

— Iwona — powiedział cicho — pamiętaj, że dom to ludzie. Ale czasem trzeba coś stracić, żeby zrozumieć, co jest najważniejsze.

Podpisałam.

Marek był szczęśliwy. Mama płakała jeszcze bardziej. Ojciec wyszedł na pole i długo nie wracał.

Przez kolejne tygodnie pakowaliśmy rzeczy. Każda szuflada kryła wspomnienia: zdjęcia z komunii, stare zeszyty szkolne, listy od babci. Każdy przedmiot bolał jak rana.

W nowym mieszkaniu w Łodzi było cicho i pusto. Marek szybko znalazł pracę w korporacji. Mama próbowała urządzić nowe miejsce po swojemu, ale często siedziała przy oknie i patrzyła w dal.

Pewnego dnia odwiedziłam stare pole. Stały już tam koparki i ciężarówki. Ziemia była rozkopana, a powietrze pachniało kurzem i benzyną.

Spotkałam sąsiadkę, panią Zofię.

— Iwonka… — powiedziała smutno — Myślałam, że wy nigdy tego nie zrobicie.

Nie umiałam odpowiedzieć.

Minęły miesiące. Marek coraz rzadziej wracał do domu. Mama zachorowała — lekarze mówili o depresji. Ojciec zamknął się w sobie.

Pewnej nocy usiadłam przy stole i zaczęłam pisać list do babci, choć wiedziałam, że go nigdy nie wyślę:

„Babciu,
Sprzedałam naszą ziemię. Nie wiem, czy zrobiłam dobrze. Wszyscy jesteśmy razem, ale każdy z nas jest samotny jak nigdy dotąd…”

Czasem myślę: czy gdybym wtedy powiedziała „nie”, wszystko potoczyłoby się inaczej? Czy dom to naprawdę tylko miejsce? Czy można być szczęśliwym tam, gdzie nie ma już wspomnień?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy pieniądze mogą zastąpić korzenie?