Mąż oskarżył mnie o zdradę i zostawił z synem – Moja walka o prawdę i godność
– Marta, powiedz mi prawdę. Czy to naprawdę mój syn? – Piotr patrzył na mnie z takim chłodem, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam w jego oczach. Stał w progu naszej sypialni, a ja tuliłam do piersi naszego nowo narodzonego synka, Szymona. Była trzecia nad ranem, mieszkanie pachniało mlekiem i zmęczeniem, a ja nie rozumiałam, skąd wzięła się ta nagła przepaść między nami.
– O czym ty mówisz? – wyszeptałam, czując jak serce wali mi w piersi. – Piotrze, przecież to nasze dziecko…
– Nie kłam! – przerwał mi podniesionym głosem. – Wiem, co słyszałem! Sąsiedzi widzieli cię z tym twoim kolegą z pracy! Z Michałem! – Jego głos drżał od gniewu i rozpaczy.
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Michał był moim kolegą z biura, czasem pomagał mi z zakupami, kiedy byłam w zaawansowanej ciąży. Piotr zawsze był zazdrosny, ale nigdy nie sądziłam, że posunie się do takich oskarżeń.
– Piotrze, przysięgam ci na wszystko, co mam najcenniejszego…
Nie dokończyłam. Piotr odwrócił się na pięcie i wyszedł. Usłyszałam trzask drzwi. Zostałam sama z płaczącym dzieckiem i tysiącem pytań w głowie.
Tamtej nocy nie spałam ani minuty. Próbowałam dzwonić do Piotra, pisałam mu wiadomości. Bez odpowiedzi. Następnego dnia dowiedziałam się od teściowej, że Piotr zamieszkał u swoich rodziców. Nie chciała ze mną rozmawiać. „Może powinnaś się zastanowić nad swoim zachowaniem” – rzuciła przez telefon.
Z dnia na dzień zostałam sama z noworodkiem. Mleko lało się po bluzce, Szymon płakał godzinami, a ja nie miałam siły nawet płakać. Wszyscy wokół zaczęli szeptać za moimi plecami. Sąsiadka z dołu przestała się ze mną witać. W sklepie czułam na sobie spojrzenia.
Najgorsze były noce. Siedziałam przy łóżeczku Szymona i zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. Czy byłam zbyt otwarta wobec Michała? Czy powinnam była bardziej dbać o Piotra? Ale przecież nigdy go nie zdradziłam!
Po dwóch tygodniach Piotr przysłał mi maila: „Chcę testów DNA”. Poczułam się jak śmieć. Jakby całe nasze wspólne życie nie znaczyło nic wobec plotek i podejrzeń.
Zgodziłam się bez wahania. Chciałam tylko odzyskać spokój i godność. Testy trwały wieczność. W tym czasie Piotr nie odwiedzał Szymona, nie dzwonił, nie pytał nawet, czy mamy co jeść.
Moja mama przyjeżdżała codziennie po pracy, żeby pomóc mi przy dziecku. – Martuśka, musisz być silna – powtarzała. – Ludzie zawsze będą gadać. Ważne, żebyś ty znała prawdę.
Ale ja czułam się coraz słabsza. Przestałam jeść, schudłam dziesięć kilo w miesiąc. Czułam się jak cień samej siebie.
Pewnego dnia Michał zadzwonił do drzwi.
– Marta… słyszałem, co się dzieje. Przepraszam, może nie powinienem był ci pomagać…
– To nie twoja wina – przerwałam mu. – To Piotr uwierzył plotkom.
Michał spuścił wzrok.
– Jeśli mogę jakoś pomóc…
– Dziękuję – odpowiedziałam cicho.
W końcu przyszły wyniki testów DNA. Szymon był synem Piotra. Wysłałam mu skan dokumentu mailem i czekałam na reakcję.
Piotr pojawił się następnego dnia wieczorem. Stał w progu jak obcy człowiek.
– Przepraszam… – zaczął cicho. – Nie wiem, co mi odbiło…
Patrzyłam na niego długo.
– Zniszczyłeś wszystko jednym podejrzeniem – powiedziałam spokojnie. – Zostawiłeś mnie samą wtedy, kiedy najbardziej cię potrzebowałam.
Piotr ukląkł przy łóżeczku Szymona i zaczął płakać.
– Marta… spróbujmy jeszcze raz…
Nie odpowiedziałam od razu. W moim sercu była rana, która nie chciała się zagoić.
Przez kolejne tygodnie próbował odzyskać moje zaufanie. Przynosił kwiaty, gotował obiady, bawił się z Szymonem. Ale ja już nie byłam tą samą Martą co kiedyś.
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem przy stole.
– Piotrze… czy ty naprawdę myślisz, że można tak po prostu wymazać to wszystko?
Milczał długo.
– Nie wiem… Ale chcę spróbować naprawić to, co zepsułem.
Patrzyłam na niego i widziałam człowieka zagubionego, pełnego żalu i strachu przed samotnością.
Zaczęliśmy chodzić na terapię dla par. Rozmawialiśmy godzinami o zaufaniu, o lękach i o tym, jak łatwo można zniszczyć coś pięknego przez jedno podejrzenie.
Nie wiem jeszcze, czy potrafię mu wybaczyć do końca. Ale wiem jedno: jestem silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Nauczyłam się walczyć o siebie i o swoje dziecko.
Czasem patrzę na Szymona i zastanawiam się: ile jeszcze kobiet musi przejść przez podobne piekło? Dlaczego tak łatwo wierzymy plotkom zamiast własnemu sercu? Czy można odbudować zaufanie po zdradzie… nawet jeśli była tylko w czyjejś głowie?