Mama przyjeżdża? Odwołaj! Będzie moja była! – Historia o rodzinnych tajemnicach i nieoczekiwanych sojuszach

– Mama przyjeżdża? Odwołaj! Będzie moja była!

Te słowa usłyszałam przez telefon, zanim jeszcze zdążyłam zdjąć buty po powrocie z pracy. Stałam w przedpokoju, z torbą na ramieniu, a w słuchawce głos mojego męża, Bartka, drżał od napięcia. Przez chwilę myślałam, że to żart. Ale on nie żartował.

– Co ty mówisz, Bartek? – syknęłam, czując jak krew uderza mi do głowy. – Przecież mama już jest w pociągu! Miała być u nas na weekend, a ty…

– Wiem, wiem, ale sprawa jest poważna. Justyna… ona… nie ma gdzie się podziać. Jej facet wyrzucił ją z mieszkania. Prosiła mnie o pomoc. Przecież nie zostawię jej na lodzie.

Zamarłam. Justyna – ta Justyna, z którą Bartek był przez pięć lat, zanim poznał mnie. Ta sama, która na naszym ślubie patrzyła na mnie z pogardą i szeptała coś do ucha wspólnym znajomym. Ta sama, która kiedyś napisała mi anonimowego maila: „On i tak zawsze będzie mój”.

– Bartek, czy ty się słyszysz? – mój głos był już tylko cieniem. – Chcesz, żebym odwołała wizytę własnej matki, bo twoja była potrzebuje noclegu?

– Nie tak to zabrzmiało… Po prostu… Może by się nie spotkały? Może mama mogłaby przyjechać za tydzień?

– Nie. – Ucięłam. – Mama już jedzie. A Justyna… jeśli musi, niech śpi na kanapie. Ale nie licz na to, że będę udawać przed mamą, że wszystko jest w porządku.

Rozłączyłam się i przez chwilę stałam bez ruchu. W głowie miałam mętlik: z jednej strony współczucie dla kobiety w potrzebie, z drugiej – wściekłość na Bartka i lęk przed tym, co powie mama. Mama zawsze była surowa. „Nie pozwól sobie wejść na głowę” – powtarzała od dziecka.

Wieczorem Bartek wrócił do domu z Justyną. Weszli razem do kuchni – ona z walizką w ręku i miną ofiary losu. Miała rozmazany makijaż i czerwone oczy.

– Cześć, Anka – powiedziała cicho. – Przepraszam za najście… Naprawdę nie mam gdzie pójść.

Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. Bartek próbował rozładować atmosferę:

– Justyna zostanie tylko na jedną noc. Jutro coś wymyślimy.

– Oczywiście – odpowiedziałam chłodno. – Kanapa w salonie jest wolna.

Justyna spuściła wzrok i poszła do łazienki. Bartek podszedł do mnie i szepnął:

– Proszę cię… Nie rób sceny przy niej.

– To ty zrobiłeś scenę przy mnie – syknęłam przez zaciśnięte zęby.

Noc była niespokojna. Słyszałam szloch Justyny zza ściany i cichy szept Bartka, który próbował ją pocieszać. W mojej głowie kłębiły się myśli: czy on naprawdę tylko jej pomaga? Czy może coś jeszcze ich łączy?

Rano zadzwonił domofon. Mama przyjechała wcześniej niż planowała.

– Aniu! – wykrzyknęła od progu, rzucając mi się na szyję. – Jak dobrze cię widzieć! A to kto? – spojrzała na Justynę, która właśnie wychodziła z łazienki w moim szlafroku.

Zamarłam.

– To… koleżanka Bartka ze studiów – wydukałam.

Mama zmrużyła oczy.

– Koleżanka? W twoim szlafroku?

Bartek wszedł do kuchni z miną winowajcy.

– Mamo, Justyna miała trudną noc. Pomagamy jej tylko na chwilę.

Mama spojrzała na mnie wymownie.

– Aha… Pomagacie…

Przez cały dzień atmosfera była gęsta jak barszcz wigilijny. Mama obserwowała każdy gest Bartka i Justyny. Ja starałam się być uprzejma, ale czułam się jak statystka we własnym domu.

Wieczorem mama poprosiła mnie na stronę.

– Aniu, co tu się dzieje? Powiedz mi prawdę.

Zacisnęłam pięści.

– To była Bartka. Wyrzucił ją facet. Bartek nie umiał odmówić pomocy.

Mama pokiwała głową.

– Rozumiem… Ale pamiętaj: granice trzeba stawiać jasno. Inaczej ludzie wejdą ci na głowę.

Wróciłam do salonu i zobaczyłam Justynę siedzącą samotnie przy stole. Bartek wyszedł po zakupy. Usiadłam naprzeciwko niej.

– Wiem, kim jesteś dla Bartka – powiedziałam cicho. – I wiem też, co pisałaś do mnie po naszym ślubie.

Justyna spojrzała mi prosto w oczy.

– Przepraszam za tamto. Byłam wtedy inna… Zazdrosna i głupia. Teraz… naprawdę nie mam nikogo.

Przez chwilę milczałyśmy. W końcu zapytałam:

– Co się stało?

Opowiedziała mi wszystko: o zdradzie partnera, o tym jak straciła pracę przez jego znajomości, o samotności w Warszawie bez rodziny i przyjaciół. Słuchałam jej i nagle poczułam współczucie zamiast zazdrości.

Bartek wrócił z zakupami i zobaczył nas rozmawiające spokojnie przy stole.

– O czym gadacie? – zapytał niepewnie.

– O życiu – odpowiedziałam krótko.

Wieczorem mama zaproponowała wspólną kolację. Siedzieliśmy przy stole: ja, Bartek, mama i Justyna. Atmosfera była napięta jak struna skrzypiec przed koncertem.

Nagle mama zwróciła się do Justyny:

– A pani czym się zajmuje?

Justyna spuściła wzrok.

– Pracowałam w agencji reklamowej… Ale teraz jestem bez pracy.

Mama pokiwała głową i nagle powiedziała:

– Moja koleżanka szuka kogoś do pomocy przy organizacji eventów w Gdańsku. Jeśli pani chce… mogę zadzwonić jutro.

Justyna spojrzała na nią z niedowierzaniem.

– Naprawdę? Byłabym wdzięczna…

Po kolacji Justyna podeszła do mnie w kuchni.

– Dziękuję ci… Za wszystko. Za to, że mnie nie wyrzuciłaś…

Poczułam łzy pod powiekami.

– Każdy czasem potrzebuje pomocy – odpowiedziałam cicho.

Następnego dnia Justyna wyjechała do Gdańska na rozmowę o pracę. Mama została jeszcze jeden dzień i wieczorem usiadłyśmy razem przy herbacie.

– Widzisz, Aniu – powiedziała spokojnie – czasem życie wystawia nas na próbę tam, gdzie najmniej się spodziewamy. Ale jeśli potrafisz zachować godność i serce na dłoni… nic cię nie złamie.

Bartek objął mnie ramieniem po wyjściu mamy.

– Przepraszam cię za wszystko… Nie powinienem był stawiać cię w takiej sytuacji.

Spojrzałam mu w oczy i pierwszy raz od dawna poczułam spokój.

Dziś myślę o tym wszystkim inaczej: czy naprawdę potrafimy wybaczać ludziom z przeszłości? Czy każda rywalka może stać się sojuszniczką? A może czasem największe dramaty są początkiem czegoś dobrego?