Jedno lato nad Jeziorem Zegrzyńskim, które zmieniło wszystko: Dlaczego już nigdy nie pojadę na wakacje z rodziną męża
– Nie rozumiem, dlaczego zawsze muszę być tą złą – pomyślałam, patrząc przez zaparowane okno domku letniskowego nad Jeziorem Zegrzyńskim. Deszcz bębnił o dach, a w kuchni za ścianą rozbrzmiewały podniesione głosy.
– Anka, ile jeszcze będziemy czekać na ten obiad? – krzyknęła teściowa, pani Halina, z wyraźnym wyrzutem. – Przecież dzieci głodne!
Zacisnęłam dłonie na blacie. To miał być nasz wspólny urlop – ja, mój mąż Tomek, jego rodzice i siostra z rodziną. Miałam nadzieję, że wreszcie poczuję się częścią tej rodziny. Zamiast tego od pierwszego dnia czułam się jak służąca.
Wszystko zaczęło się od pieniędzy. Już przy rezerwacji domku okazało się, że „każdy płaci swoją część”, ale potem rachunki za zakupy i wycieczki magicznie lądowały na moim portfelu. – Anka, masz kartę? Zapłać, potem się rozliczymy – powtarzała szwagierka Magda. Nigdy się nie rozliczyli.
W kuchni panował chaos. Dzieci biegały, krzyczały, a ja próbowałam ugotować obiad dla dziesięciu osób. Tomek siedział z ojcem na tarasie i pił piwo. – Kochanie, przynieś mi jeszcze jedno! – zawołał beztrosko. Poczułam ukłucie żalu. Czy naprawdę jestem tu tylko po to, żeby wszystkim usługiwać?
Wieczorem, gdy dzieci wreszcie zasnęły, usiedliśmy przy ognisku. Teść zaczął opowiadać stare historie o „prawdziwych kobietach”, które potrafiły zadbać o dom i rodzinę. Magda śmiała się głośno, a ja czułam, jak narasta we mnie bunt.
– A ty, Anka, czemu taka cicha jesteś? – zapytała teściowa. – Nie podoba ci się nasze towarzystwo?
– Jestem zmęczona – odpowiedziałam cicho.
– Zmęczona? Przecież to wakacje! – prychnęła Magda.
W nocy długo nie mogłam zasnąć. Słyszałam śmiechy zza ściany i czułam się coraz bardziej obca. Przypomniałam sobie rozmowę z Tomkiem sprzed wyjazdu:
– Kochanie, postaraj się dogadać z moją rodziną. To dla mnie ważne.
Starałam się. Naprawdę. Ale im bardziej się starałam, tym bardziej czułam się niewidzialna.
Kolejnego dnia pogoda się poprawiła i wszyscy ruszyli nad jezioro. Ja zostałam w domku sprzątać po śniadaniu. Kiedy wreszcie do nich dołączyłam, zobaczyłam Tomka flirtującego z jakąś kobietą z sąsiedniego domku. Serce mi zamarło.
– Anka! Chodź do nas! – wołała Magda, ale jej głos brzmiał fałszywie.
Usiadłam na piasku z dala od reszty. Przypomniały mi się wszystkie drobne upokorzenia: krytyczne uwagi teściowej o moim gotowaniu, żarty szwagra o „nowoczesnych kobietach”, które nie potrafią nawet zrobić pierogów, spojrzenia Tomka pełne irytacji, gdy próbowałam porozmawiać o czymś poważnym.
Wieczorem wybuchła awantura o pieniądze. Okazało się, że ktoś nie zapłacił za wynajem rowerów wodnych i wszyscy patrzyli na mnie.
– Anka, przecież ty płaciłaś kartą! – rzuciła Magda.
– Tak, ale za siebie i Tomka! – broniłam się.
– Zawsze są jakieś problemy z tobą – westchnęła teściowa.
Tomek milczał.
Wybiegłam z domku i poszłam nad jezioro. Noc była chłodna, a woda czarna jak smoła. Usiadłam na pomoście i rozpłakałam się jak dziecko. Poczułam się kompletnie sama.
Następnego dnia spakowałam swoje rzeczy.
– Co ty robisz? – zapytał Tomek z niedowierzaniem.
– Wracam do domu. Nie chcę tu być ani minuty dłużej.
– Przesadzasz! – krzyknął.
– Nie. Po prostu mam dość bycia niewidzialną i wykorzystywaną.
Wróciłam do Warszawy sama pociągiem. W domu długo nie mogłam dojść do siebie. Tomek zadzwonił dopiero po dwóch dniach.
– Anka… Może przesadziliśmy trochę… Ale to przecież moja rodzina…
– A ja? Czy ja też jestem twoją rodziną?
Od tamtego lata już nigdy nie pojechałam na wakacje z jego rodziną. Nasze relacje ochłodły, a ja zaczęłam stawiać granice. Zrozumiałam, że nie muszę nikomu nic udowadniać kosztem własnego szczęścia.
Czasem wracam myślami do tamtego pomostu nad jeziorem i pytam siebie: czy naprawdę trzeba aż takiego bólu, żeby nauczyć się mówić „nie”? Czy inni też mają odwagę postawić siebie na pierwszym miejscu?