Ispowiedź o 17:30 – Co naprawdę kryje się za drzwiami kościoła?
– Znowu wychodzisz? – zapytałam, patrząc na zegar, który wskazywał 17:25.
Marek zapiął płaszcz i nawet nie spojrzał mi w oczy. – Spowiedź o 17:30. Wiesz, że to dla mnie ważne.
Wiedziałam. Odkąd wrócił do kościoła po śmierci swojej matki, codziennie znikał na godzinę, czasem dłużej. Na początku czułam ulgę – miałam nadzieję, że modlitwa i rozmowy z księdzem pomogą mu uporać się z żałobą. Ale z czasem coś zaczęło mi nie pasować. Jego spojrzenie stało się nieobecne, a dotyk chłodny. Nasze rozmowy ograniczały się do wymiany informacji o dzieciach i rachunkach.
Pewnego wieczoru, kiedy wrócił później niż zwykle, poczułam znajomy zapach – nie kadzidła, lecz damskich perfum. Zignorowałam to, tłumacząc sobie, że może ktoś w kościele użył za dużo zapachu. Ale ten zapach powtarzał się coraz częściej.
Zaczęłam obserwować Marka. W niedzielę po mszy widziałam, jak rozmawia z Martą – młodą organistką z naszej parafii. Śmiali się, a ona dotknęła jego ramienia w sposób, który wydał mi się zbyt swobodny. Kiedy wrócił do domu, zapytałam:
– O czym rozmawialiście z Martą?
Zamrugał nerwowo. – O nowym repertuarze na święta. Pomagam jej wybrać pieśni.
Nie uwierzyłam mu. Zaczęłam szukać dowodów na własną rękę. Przeglądałam jego telefon, ale był zabezpieczony hasłem. Zajrzałam do kieszeni jego płaszcza – znalazłam tam karteczkę z numerem telefonu i napisem „Zadzwoń po 19”.
W głowie miałam mętlik. Czy naprawdę Marek mógłby mnie zdradzić? Przecież codziennie chodzi do kościoła, spowiada się, modli…
Wieczorem nie mogłam zasnąć. Słyszałam jego spokojny oddech obok siebie i czułam narastającą złość. Czy to możliwe, że pod maską pobożności kryje się kłamstwo?
Następnego dnia postanowiłam pójść za nim. Ubrałam się cicho i wyszłam z domu pięć minut po nim. Schowałam się za filarem przy wejściu do kościoła. Marek wszedł do środka, ale nie poszedł do konfesjonału. Skręcił w stronę zakrystii.
Po chwili zobaczyłam Martę – czekała na niego przy drzwiach. Weszli razem do małego pomieszczenia na tyłach kościoła. Drzwi zamknęły się za nimi.
Serce waliło mi jak młotem. Stałam tak przez kilka minut, aż usłyszałam śmiech dochodzący zza drzwi. Nie wytrzymałam – podeszłam bliżej i usłyszałam szept:
– Marek, jeśli ktoś się dowie…
– Nikt się nie dowie. Obiecuję.
Poczułam, jak nogi uginają się pode mną. Odeszłam szybko, zanim ktoś mnie zauważył.
Przez kolejne dni żyłam jak w transie. Udawałam przed dziećmi, że wszystko jest w porządku, ale w środku czułam pustkę i gniew. Wieczorami płakałam po cichu w łazience.
W końcu zebrałam się na odwagę i postanowiłam porozmawiać z Markiem.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam pewnego wieczoru, kiedy dzieci już spały.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
– O czym?
– O tobie i Marcie.
Zbladł momentalnie.
– Co ty sobie wyobrażasz? – próbował się bronić.
– Słyszałam was w zakrystii. Wiem o wszystkim.
Przez chwilę panowała cisza tak gęsta, że słyszałam własne serce.
– To nie tak… – zaczął, ale przerwałam mu.
– Marek, ile jeszcze będziesz mnie okłamywał? Codziennie chodzisz do kościoła i udajesz świętego, a za drzwiami…
Zaczął płakać. Po raz pierwszy od lat widziałam go tak rozbitego.
– Przepraszam… Nie wiem, co się ze mną stało… Po śmierci mamy wszystko mi się posypało… Marta była jedyną osobą, która mnie słuchała…
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Z jednej strony czułam współczucie dla jego bólu, z drugiej – nie mogłam mu wybaczyć zdrady.
Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Marek przestał chodzić do kościoła. Zaczął chodzić na terapię, próbował odzyskać moje zaufanie.
Ale ja już nie potrafiłam patrzeć na niego tak samo jak kiedyś. Każda modlitwa przypominała mi o kłamstwie. Każda spowiedź była dla mnie tylko kolejnym teatrem.
Dziś minął rok od tamtych wydarzeń. Nadal jesteśmy razem – głównie ze względu na dzieci. Ale wiem, że coś we mnie umarło na zawsze.
Czasem patrzę na Marka i zastanawiam się: czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy wiara może być tylko maską dla naszych słabości? A może każdy z nas nosi w sobie tajemnice, których boi się wyznać nawet przed samym sobą?