Gorzka jesień mojego ojca: jak nowa żona rozbiła naszą rodzinę

Wszystko zaczęło się w ten marcowy wieczór, kiedy zadzwonił do mnie brat z głosem pełnym rozpaczy: „Ola, tata nie chce nas już widzieć. Powiedział, że mamy trzymać się z dala od niego i jego nowej żony. Co my teraz zrobimy?”

Poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Jeszcze dwa lata temu nasz dom w podwarszawskiej wsi tętnił życiem – mama piekła szarlotkę, tata, pan Marian, naprawiał rowery wnukom, a my, jego dzieci – ja i mój brat Tomek – przyjeżdżaliśmy z rodzinami na każdą niedzielę. Byliśmy zgraną rodziną. Tak mi się wydawało.

Mama zmarła nagle na udar. Tata został sam w dużym domu z ogrodem, który pielęgnował przez całe życie. Przez pierwsze miesiące był cieniem samego siebie. Próbowałam go wyciągać do ludzi, namawiałam na przeprowadzkę do mnie do Legionowa – „Tato, będziesz miał bliżej do wnuków, nie będziesz sam” – powtarzałam. On tylko kiwał głową i mówił: „Tu jest mój dom, Olu. Tu zostanę.”

Wtedy pojawiła się ona – pani Danuta z sąsiedztwa. Zawsze była trochę osobna, wdowa od lat, ale miła. Zaczęła przynosić tacie obiady, pomagać w ogrodzie. Byłam jej wdzięczna – przynajmniej ktoś się nim interesował. Ale z czasem zauważyłam, że tata coraz rzadziej odbiera telefon, a kiedy już rozmawialiśmy, był jakiś nieobecny.

Pewnego dnia Tomek zadzwonił do mnie roztrzęsiony:
– Ola, byłem u taty bez zapowiedzi. Danuta otworzyła drzwi i powiedziała, że tata śpi i nie życzy sobie wizyt. Nawet nie pozwoliła mi wejść! Co tu się dzieje?

Zaczęliśmy podejrzewać, że coś jest nie tak. Tata przestał przyjeżdżać na rodzinne obiady, nie pojawił się na urodzinach wnuczki. W końcu zebrałam się na odwagę i pojechałam do niego sama. Danuta otworzyła drzwi z wymuszonym uśmiechem.
– Dzień dobry Olu. Tata właśnie je obiad, może później zadzwoni.
– Chciałabym zobaczyć się z tatą – powiedziałam stanowczo.
– On teraz odpoczywa. Proszę zadzwonić jutro.

Próbowałam ją minąć, ale stanęła w drzwiach jak strażnik. Wróciłam do samochodu z płaczem.

Kilka tygodni później zadzwonił sam tata:
– Olu, muszę ci coś powiedzieć. Ożeniłem się z Danutą. Jest mi dobrze i chcę mieć spokój. Nie chcę już waszych wizyt bez zapowiedzi.

Zatkało mnie.
– Tato… Jak mogłeś? Mama nie żyje nawet rok! Nawet nam nie powiedziałeś!
– To moja sprawa – odpowiedział chłodno.

Od tego dnia wszystko się zmieniło. Danuta przejęła dom – zmieniła firanki, wyrzuciła stare zdjęcia rodzinne, nawet ulubiony fotel mamy zniknął z salonu. Kiedy próbowałam zadzwonić do taty, zawsze odbierała ona:
– Marian jest zajęty. Proszę nie przeszkadzać.

Brat próbował rozmawiać z tatą o spadku po mamie – chciał tylko zachować kilka pamiątek: porcelanową filiżankę po babci, album ze zdjęciami dzieciństwa.
– To już nie wasze rzeczy – usłyszał od Danuty. – Wszystko należy teraz do naszej rodziny.

Tata zaczął unikać kontaktu nawet z wnukami. Mały Kuba dopytywał:
– Mamo, dlaczego dziadek nie przyjeżdża już na moje mecze?
Nie umiałam odpowiedzieć.

W końcu postanowiłam pojechać jeszcze raz. Tym razem zabrałam ze sobą męża i dzieci. Danuta otworzyła drzwi i spojrzała na nas z pogardą:
– Przecież mówiłam: bez zapowiedzi nie przyjmujemy gości!
Tata stał za nią w korytarzu, blady i milczący.
– Tato… proszę cię…
On tylko spuścił wzrok:
– Tak będzie lepiej dla wszystkich.

Wróciliśmy do domu w milczeniu. Przez kolejne miesiące próbowaliśmy dzwonić, pisać listy, wysyłać zdjęcia dzieci. Bez odpowiedzi.

W końcu przyszło pismo od notariusza – tata przepisał cały majątek na Danutę i jej dorosłego syna z poprzedniego małżeństwa. Nasze rodzinne pamiątki zostały wyniesione na strych lub wyrzucone.

Brat popadł w depresję. Ja zaczęłam mieć problemy ze snem. Mama śni mi się co noc – widzę ją w ogrodzie, jak podlewa róże i uśmiecha się do mnie smutno.

Mąż próbował mnie pocieszać:
– Może twój tata jest szczęśliwy? Może musisz mu pozwolić żyć po swojemu?
Ale jak pogodzić się z tym, że człowiek, który był moim bohaterem przez całe życie, nagle stał się dla mnie obcy?

Czasem zastanawiam się: czy to my zawiedliśmy jako dzieci? Czy to samotność tak zmienia człowieka? A może nowa miłość naprawdę potrafi wymazać całą przeszłość?

Dziś patrzę na puste miejsce przy stole podczas świąt i pytam siebie: czy rodzina to tylko więzy krwi? Czy można odzyskać kogoś, kto sam wybrał odejście? Co byście zrobili na moim miejscu?