„Dom, który rozdzielił rodzinę. Historia o tym, jak testament zniszczył nasze więzi”

– Rodzice zapisali dom tylko tobie? To koniec naszego kontaktu – powiedział mój brat Michał, patrząc na mnie wzrokiem, którego nie zapomnę do końca życia. W jego oczach widziałam gniew, ale też coś, co bolało jeszcze bardziej: rozczarowanie. Jakby cała nasza wspólna przeszłość – wakacje u dziadków w Bieszczadach, bitwy na poduszki, nasze dzieciństwo – nagle przestały istnieć. Stałam w kuchni, ściskając w dłoni kubek z herbatą, który drżał tak mocno, że kilka kropel spadło na blat.

– Michał, to nie ja o tym decydowałam – wyszeptałam, ale on już był w połowie drogi do drzwi. Zatrzymał się tylko na chwilę, odwrócił i rzucił przez ramię:

– Nie chcę cię więcej widzieć.

Drzwi trzasnęły z hukiem. Zostałam sama w domu, który jeszcze kilka dni temu był pełen śmiechu i rozmów. Teraz cisza była tak gęsta, że aż bolała. Usiadłam przy stole i zaczęłam płakać – cicho, żeby nie usłyszała mnie mama leżąca w pokoju obok. Była po udarze, ledwo mówiła, ale jej oczy mówiły wszystko: smutek, zmęczenie, poczucie winy.

Wszystko zaczęło się kilka miesięcy wcześniej. Tata zmarł nagle na zawał. Po pogrzebie mama poprosiła mnie i Michała na rozmowę. Siedzieliśmy przy stole w salonie, a ona wyciągnęła z szuflady kopertę.

– Chciałam wam powiedzieć… – zaczęła drżącym głosem – …że dom zapisaliśmy na Kasię.

Michał spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Ja sama byłam w szoku. Próbowałam coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.

– Dlaczego? – zapytał Michał cicho.

Mama spuściła wzrok.

– Bo Kasia zawsze była bliżej… Pomagała nam, kiedy tata chorował. Ty masz swoje życie w Warszawie…

Wiedziałam, że to prawda. Michał wyjechał na studia i został w stolicy. Rzadko bywał w domu, a kiedy tata zachorował na serce, to ja brałam urlopy, jeździłam z nim do lekarzy, robiłam zakupy. Ale nigdy nie robiłam tego dla spadku. Robiłam to dla rodziców.

Michał nie powiedział wtedy nic więcej. Wyszedł bez słowa. Myślałam, że ochłonie, że wróci. Ale od tamtej pory nie odbierał telefonów, nie odpisywał na wiadomości. Mama coraz bardziej gasła. Czułam się winna za wszystko.

Pewnego dnia przyszła ciotka Basia.

– Kasiu, musisz coś zrobić! Michał rozpowiada po rodzinie, że zabrałaś mu dom! – powiedziała z wyrzutem.

– Ale to nieprawda…

– Ludzie gadają różne rzeczy. Rodzina się odwraca…

Zaczęły się telefony od kuzynów z pretensjami i milczenie tych najbliższych. Na święta przyszła tylko ciotka Basia i sąsiadka pani Zosia. Mama płakała przy stole.

– Może powinnam była inaczej to załatwić… – szeptała.

– Mamo, zrobiłaś to z serca – próbowałam ją pocieszyć.

Ale sama coraz częściej budziłam się w nocy z poczuciem winy i żalu do Michała. Przecież byliśmy rodzeństwem! Pamiętałam nasze dzieciństwo: jak budowaliśmy szałas pod stołem, jak razem uciekaliśmy przed burzą do stodoły dziadka. Czy naprawdę dom był ważniejszy niż to wszystko?

Któregoś dnia zebrałam się na odwagę i pojechałam do Warszawy. Stałam pod blokiem Michała dobre pół godziny zanim zadzwoniłam domofonem.

– Czego chcesz? – usłyszałam jego głos przez słuchawkę.

– Porozmawiać…

– Nie mamy o czym.

– Michał…

Rozłączył się.

Wróciłam do domu jeszcze bardziej przybita. Mama była coraz słabsza. Zmarła kilka tygodni później. Na pogrzebie Michał stał z boku, nawet nie spojrzał mi w oczy. Po wszystkim podszedł tylko raz.

– Dom jest twój. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa – powiedział lodowatym tonem i odszedł.

Zostałam sama w pustym domu pełnym wspomnień i żalu. Czasem siadam na schodach i patrzę na stare zdjęcia: ja i Michał na sankach, tata z mamą przy grillu w ogrodzie…

Często pytam siebie: czy mogłam coś zrobić inaczej? Czy dom naprawdę był wart tego wszystkiego? Czy rodzina może przetrwać próbę pieniędzy i spadku?

Może ktoś z was zna odpowiedź? Czy można odbudować więzi po takim rozpadzie? Czy dom rodzinny powinien być powodem wojny między rodzeństwem?