Zgodziłam się pomóc byłemu mężowi po wypadku. Po tygodniu opowiedział mi coś, czego nie mogę zapomnieć do dziś
— Anka, wiem, że to dziwne, ale… nie mam nikogo. Proszę cię, pomóż mi, tylko na kilka dni — głos Janusza drżał, jakby każde słowo kosztowało go więcej niż złamana noga. Stałam w kuchni, ściskając telefon tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. Przez okno widziałam, jak dzieci sąsiadów bawią się w berka, a ja czułam, jakby świat się zatrzymał. Przez chwilę chciałam po prostu się rozłączyć. Przecież to Janusz. Ten sam, który zostawił mnie z dwójką dzieci i kredytem na mieszkanie. Ten, który przez lata nie potrafił nawet zadzwonić na urodziny syna. Ale coś w jego głosie… Może to była samotność, może strach. Może to ja wciąż nie umiem być obojętna.
— Dobrze, Janusz. Przyjadę po pracy — powiedziałam, zanim zdążyłam się rozmyślić.
W drodze do jego mieszkania czułam, jak narasta we mnie gniew. Przypominałam sobie wszystkie te noce, kiedy płakałam w poduszkę, kiedy dzieci pytały, czemu tata nie przychodzi. Ale kiedy otworzył mi drzwi — blady, z opuchniętą nogą w gipsie, z zarostem, którego nigdy nie lubił — zobaczyłam w nim człowieka, którego kiedyś kochałam. I człowieka, który się pogubił.
— Dzięki, Anka. Naprawdę… nie wiem, co bym zrobił, gdybyś nie przyjechała — powiedział cicho, patrząc na mnie z wdzięcznością, której nie widziałam w jego oczach od lat.
Pierwsze dni były niezręczne. Gotowałam mu obiady, sprzątałam, pomagałam się myć. Czułam się jak opiekunka, nie jak była żona. On próbował żartować, czasem coś opowiadał, ale między nami wisiała cisza. Taka, której nie da się zagłuszyć radiem ani telewizorem.
Pewnego wieczoru, kiedy podawałam mu herbatę, spojrzał na mnie inaczej. — Anka, pamiętasz, jak kiedyś pojechaliśmy do Zakopanego i zgubiliśmy się w lesie? — zapytał nagle. Uśmiechnęłam się, choć w środku poczułam ukłucie. — Pamiętam. Ty wtedy powiedziałeś, że nie ma co panikować, a potem zgubiłeś mapę — odpowiedziałam. Przez chwilę śmialiśmy się jak dawniej. Ale zaraz potem znów zapadła cisza.
Minął tydzień. Zaczęłam się przyzwyczajać do tej dziwnej codzienności. Widziałam, jak Janusz się zmienia — był bardziej cichy, zamyślony. Pewnego wieczoru, kiedy już miałam wychodzić, zatrzymał mnie w drzwiach.
— Anka, muszę ci coś powiedzieć. Coś, co noszę w sobie od lat. Coś, co… nie daje mi spać — zaczął, a ja poczułam, jak serce wali mi w piersi. — Wiem, że nie masz powodu mi ufać. Ale musisz to usłyszeć.
Usiadłam na kanapie, niepewna, czy chcę to wiedzieć. — O co chodzi, Janusz?
Spojrzał na mnie, a w jego oczach zobaczyłam łzy. — Pamiętasz ten wieczór, kiedy wróciłem późno i powiedziałem, że byłem u kolegi? To był dzień, kiedy wszystko się między nami zaczęło psuć. Skłamałem ci wtedy. Nie byłem u kolegi. Byłem u mojej matki. Ona była wtedy bardzo chora, ale nie chciała, żebym ci mówił. Bała się, że ją znienawidzisz za to, jak mnie wychowała. Ja… nie potrafiłem ci powiedzieć prawdy. A potem już tylko brnąłem w kłamstwa. Zacząłem cię ranić, bo nie umiałem sobie poradzić z własnym wstydem. Z tym, że nie potrafię być dobrym mężem, ojcem, człowiekiem.
Siedziałam w milczeniu, próbując zrozumieć, co właśnie usłyszałam. Przez tyle lat obwiniałam siebie, jego, wszystkich wokół. A teraz okazało się, że cała nasza historia była oparta na niedopowiedzeniach, strachu i wstydzie.
— Dlaczego mi tego nie powiedziałeś? — zapytałam cicho.
— Bałem się, że mnie zostawisz. A potem… sam odszedłem, bo nie potrafiłem już żyć z tym ciężarem. Myślałem, że tak będzie lepiej dla ciebie, dla dzieci. Ale to był błąd. Największy w moim życiu.
Łzy napłynęły mi do oczu. Przez chwilę chciałam go przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale nie mogłam. Za dużo było bólu, żalu, niewypowiedzianych słów.
— Janusz, nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć. Ale dziękuję, że mi to powiedziałeś. Może teraz łatwiej będzie mi zrozumieć, dlaczego wszystko się rozpadło.
Wyszłam z jego mieszkania z głową pełną myśli. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Przypominałam sobie nasze wspólne chwile, kłótnie, łzy dzieci. I zastanawiałam się, ile jeszcze tajemnic kryje się w ludziach, których myślimy, że znamy najlepiej.
Czy można wybaczyć komuś, kto przez lata żył w kłamstwie? Czy warto wracać do przeszłości, jeśli ona wciąż boli? A może czasem wystarczy tylko jedno wyznanie, żeby zacząć żyć na nowo?
Co wy byście zrobili na moim miejscu?