To nie jest mój syn – Historia Kingi i Grzegorza. Czy można wybaczyć zdradę, której nie było?

– Kinga, przestań kłamać! – Grzegorz krzyczał tak głośno, że aż Olgierd zaczął płakać w swoim łóżeczku. Stałam w kuchni, z rękami drżącymi nad blatem, a w głowie dudniło mi jedno pytanie: jak to możliwe, że człowiek, którego kochałam przez dziesięć lat, patrzy na mnie jak na obcą?

– Grzesiek, proszę cię… – próbowałam mówić spokojnie, ale głos mi się łamał. – To jest twój syn. Nasz syn.

– Nie kłam! – rzucił szklanką o podłogę. – On nawet nie jest do mnie podobny! Wszyscy to widzą. Mama mówiła od początku, że coś tu nie gra.

Poczułam, jak świat się zapada. Jeszcze wczoraj śmialiśmy się razem przy kolacji, a dziś jestem dla niego kimś obcym. Wybiegłam do pokoju Olgierda, przytuliłam go mocno i szeptałam: „Jestem tu, syneczku. Zawsze będę”.

Grzegorz nie chciał słuchać żadnych tłumaczeń. Jego matka, teściowa, od miesięcy wbijała szpileczki: „Olgierd ma takie ciemne oczy… W naszej rodzinie wszyscy są niebieskoocy”. Zawsze to ignorowałam, ale teraz widziałam, jak bardzo zatruła mu myśli.

Następnego dnia Grzegorz wrócił z pracy wcześniej. Stał w progu z walizką.

– Pakuj się. Nie chcę cię tu więcej widzieć. I tego bachora też.

Zamarłam. – Gdzie mam pójść? Przecież to mój dom!

– Twój? – zaśmiał się pogardliwie. – Mój dom. Ty tu tylko mieszkałaś.

Nie miałam siły walczyć. Spakowałam kilka rzeczy Olgierda i swoje ubrania do starej torby sportowej. Wyszłam na klatkę schodową, a drzwi zatrzasnęły się za mną z hukiem.

Przez kilka dni mieszkałam u mojej przyjaciółki, Magdy. Siedziałyśmy wieczorami na kanapie, a ja płakałam w jej ramię.

– Kinga, musisz zrobić testy DNA – powiedziała pewnego wieczoru. – Inaczej on cię zniszczy.

– Ale przecież wiem, że Olgierd jest jego synem! – szlochałam. – Nigdy go nie zdradziłam.

– To nie chodzi o ciebie. Chodzi o niego. On musi zobaczyć czarno na białym.

Zebrałam się w sobie i zadzwoniłam do Grzegorza.

– Zróbmy testy DNA – powiedziałam cicho.

– Po co? Żebyś mogła dalej kłamać? – prychnął.

– Dla Olgierda. On zasługuje na prawdę.

Zgodził się tylko dlatego, że był przekonany o swojej racji. W dniu pobrania próbek patrzył na mnie z pogardą. Jego matka stała obok i uśmiechała się triumfalnie.

Czekałam na wyniki jak na wyrok. Każdy dzień był torturą. Olgierd pytał: „Mamo, kiedy wrócimy do domu?”. Nie umiałam mu odpowiedzieć.

W końcu przyszły wyniki. Otworzyłam kopertę drżącymi rękami. „Prawdopodobieństwo ojcostwa: 99,999%”.

Zadzwoniłam do Grzegorza.

– Wyniki przyszły. Jesteś ojcem Olgierda.

Po drugiej stronie cisza. Potem tylko krótkie: – Przyjedźcie jutro.

Wróciłam do mieszkania z duszą na ramieniu. Grzegorz siedział przy stole ze spuszczoną głową. Jego matka patrzyła na mnie spode łba.

– Przepraszam – powiedział cicho Grzegorz. – Nie wiem, co we mnie wstąpiło…

Nie odpowiedziałam od razu. Patrzyłam na niego długo.

– Zniszczyłeś wszystko jednym oskarżeniem – powiedziałam w końcu. – Jak mam ci zaufać?

Teściowa wyszła z pokoju bez słowa. Grzegorz próbował mnie objąć, ale odsunęłam się.

Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Każdego dnia patrzyłam na Olgierda i zastanawiałam się, czy powinnam zostać dla niego, czy odejść dla siebie.

Pewnego wieczoru usiadłam przy łóżku synka i zaczęłam płakać.

– Mamo, nie płacz… Tata już nie krzyczy – powiedział Olgierd cicho.

Przytuliłam go mocno i wtedy zrozumiałam: nie mogę pozwolić, by dorastał w domu pełnym podejrzeń i żalu.

Następnego dnia spakowałam nasze rzeczy i wyprowadziłam się do wynajętej kawalerki na obrzeżach miasta. Było ciasno i biednie, ale spokojnie.

Grzegorz dzwonił codziennie, błagał o powrót. Pisał długie wiadomości: „Kinga, kocham cię… Zrobiłem błąd… Daj mi szansę”.

Ale ja już nie potrafiłam zapomnieć tego upokorzenia. Tego spojrzenia pełnego nienawiści i słów raniących głębiej niż nóż.

Minęły miesiące. Zaczęłam układać sobie życie od nowa. Olgierd chodził do przedszkola, ja znalazłam pracę w sklepie spożywczym. Było ciężko, ale czułam się wolna.

Czasem myślę o Grzegorzu i zastanawiam się: czy można wybaczyć zdradę… której nigdy nie było? Czy zaufanie da się odbudować po takim upokorzeniu? Co wy byście zrobili na moim miejscu?