„Nieoczekiwane Pożegnanie”
Był chłodny listopadowy wieczór w Warszawie, taki, kiedy wiatr przenika przez płaszcz, a ulice zaczynają tętnić świąteczną atmosferą. Siedziałam w naszej ulubionej kawiarni, tej, w której dzieliliśmy się niezliczonymi latte i marzeniami o przyszłości. Miejsce było pełne ludzi, ale ja mogłam skupić się tylko na pustym krześle naprzeciwko mnie.
Jacek napisał do mnie wcześniej, prosząc o spotkanie. Jego wiadomość była krótka, pozbawiona zwykłego ciepła. Czułam, że coś jest nie tak, ale zignorowałam to, przekonując siebie, że to tylko moja wyobraźnia. W końcu byliśmy razem od trzech lat i myślałam, że znam go lepiej niż ktokolwiek inny.
Kiedy w końcu przyszedł, wyglądał inaczej. Jego oczy nie spotkały się z moimi, a jego zwykły uśmiech zniknął. Usiadł, wziął głęboki oddech i powiedział: „To koniec.” Tak po prostu. Bez wstępu, bez wyjaśnień.
Byłam oszołomiona. „Co masz na myśli mówiąc, że to koniec?” zapytałam, mój głos ledwo słyszalny.
„Myślę, że powinniśmy pójść własnymi drogami,” odpowiedział, jego ton był płaski i pozbawiony emocji.
„Tak po prostu? Jesteś gotów się ze mną rozstać i nawet nie zapytałeś dlaczego?” Czułam łzy napływające do oczu, ale walczyłam z nimi.
Wzruszył ramionami, unikając mojego spojrzenia. „Po prostu myślę, że tak będzie najlepiej.”
Chciałam krzyczeć, domagać się odpowiedzi, ale wszystko co mogłam zrobić to przytaknąć bezwiednie. „Dobrze,” powiedziałam w końcu, mój głos się załamał. „Jeśli tego chcesz.”
Wstał, zawahał się na moment jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale potem odwrócił się i wyszedł z kawiarni. Patrzyłam jak odchodzi, czując jak część mnie odchodzi razem z nim.
Dni, które nastąpiły potem były zamglone przez zamieszanie i ból serca. W kółko odtwarzałam naszą ostatnią rozmowę w głowie, próbując zrozumieć co poszło nie tak. Ale bez względu na to jak bardzo się starałam, nie mogłam tego pojąć.
Pewnego wieczoru, gdy wracałam z pracy do domu, zobaczyłam ich. Jacek i moja najlepsza przyjaciółka Ewa szli ulicą trzymając się za ręce. Śmiali się, wyglądali na tak swobodnych razem. Moje serce zatonęło gdy uderzyła mnie jak pociąg świadomość.
Czułam się zdradzona przez oboje. Ewa była moją powierniczką, tą do której zwracałam się gdy było ciężko. A Jacek… był moim wszystkim. Teraz byli razem, a ja zostałam sama by poskładać kawałki.
Następnego dnia skonfrontowałam się z Ewą. Nie zaprzeczyła. „Przepraszam,” powiedziała, jej głos pełen żalu. „To po prostu się stało.”
„To po prostu się stało?” powtórzyłam z niedowierzaniem. „Miałaś być moją przyjaciółką.”
„Wiem,” powiedziała cicho. „Ale nie możemy kontrolować w kim się zakochujemy.”
Jej słowa bolały bardziej niż chciałam przyznać. Odeszłam bez słowa więcej, czując się bardziej samotna niż kiedykolwiek.
W tygodniach które nastąpiły próbowałam ruszyć dalej. Ale każdy zakątek miasta zdawał się skrywać wspomnienie o nas z Jackiem razem. Święta przyszły i minęły, każde z nich było bolesnym przypomnieniem tego co straciłam.
W końcu zdałam sobie sprawę, że niektóre rzeczy są poza naszą kontrolą. Ludzie się zmieniają, związki kończą się i czasami nie ma wyjaśnień które mogą to naprawić. Wszystko co możemy zrobić to zaakceptować to i mieć nadzieję, że czas uleczy rany.
Ale mimo że starałam się przekonać siebie o tej prawdzie, ból trwał jak cień który nie chciał zniknąć.