Mój mąż w tajemnicy spłacał kredyt byłej żonie – czy to już zdrada?
– Adam, powiedz mi prawdę. Co się dzieje z twoją premią? – zapytałam, patrząc mu prosto w oczy. Moje serce waliło jak oszalałe, a w głowie kłębiły się najczarniejsze scenariusze. Przez ostatnie miesiące nasz budżet domowy był napięty jak nigdy wcześniej. Adam, mój mąż od czterech lat, zawsze był odpowiedzialny finansowo. Nigdy nie musiałam się martwić o pieniądze, bo wiedziałam, że wszystko mamy pod kontrolą. Ale ostatnio coś się zmieniło.
Najpierw przestał mówić o pracy. Potem zaczął unikać rozmów o pieniądzach. Aż w końcu, pewnego wieczoru, przy kolacji, rzucił mimochodem: „W tym miesiącu nie dostanę premii”. Zdziwiło mnie to, bo wiedziałam, że jego firma radzi sobie świetnie. Zawsze był jednym z najlepszych pracowników. Coś mi tu nie pasowało.
Przez kilka dni próbowałam nie myśleć o tym, ale nie dawało mi to spokoju. Zaczęłam zauważać, że Adam częściej wychodzi z domu wieczorami, tłumacząc się spotkaniami służbowymi. W weekendy był rozkojarzony, a kiedy pytałam, co się dzieje, odpowiadał wymijająco. W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam sprawdzić jego telefon. Wiem, że to nie było fair, ale czułam się zdesperowana.
Znalazłam wiadomości do kobiety podpisanej „Kasia”. Wiedziałam, że to jego była żona. Rozwiedli się kilka lat temu, zanim się poznaliśmy. Nigdy nie interesowałam się szczegółami ich rozstania – Adam mówił tylko, że „tak wyszło” i że nie mają ze sobą kontaktu poza sprawami formalnymi. Ale te wiadomości były inne. „Przelałem już ratę za samochód”, „Nie martw się, dam radę jeszcze przez kilka miesięcy” – czytałam z rosnącym niedowierzaniem.
Poczułam się zdradzona. Nie chodziło nawet o samą Kasię – nie byłam zazdrosna o ich przeszłość. Ale dlaczego Adam ukrywał przede mną coś tak ważnego? Przecież to nasze wspólne pieniądze! Przez całą noc przewracałam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. W głowie miałam tylko jedno pytanie: dlaczego?
Następnego dnia postanowiłam z nim porozmawiać. Czekałam aż wróci z pracy, usiadłam naprzeciwko niego i powiedziałam wprost:
– Adam, musimy porozmawiać. Wiem o Kasi i o tym kredycie.
Zbladł. Przez chwilę milczał, a potem spuścił głowę.
– Przepraszam – powiedział cicho. – Nie chciałem cię martwić.
– Martwić? Adam, ty mnie okłamałeś! Od miesięcy spłacasz kredyt swojej byłej żony i nawet nie raczyłeś mi o tym powiedzieć!
– To nie tak… Kasia ma problemy finansowe. Straciła pracę, a ten samochód jest jej jedynym środkiem transportu. Musi wozić dzieci do szkoły… – zaczął tłumaczyć się nerwowo.
– Ale to nie twoje dzieci! – przerwałam mu ostro. – Dlaczego czujesz się odpowiedzialny za jej życie?
Adam westchnął ciężko.
– Nie wiem… Może dlatego, że kiedyś ją kochałem? Może dlatego, że nie potrafię patrzeć, jak ktoś cierpi przez moje decyzje? Zostawiłem ją wtedy w trudnej sytuacji… Czuję się winny.
Siedzieliśmy w ciszy przez długą chwilę. Czułam narastającą złość i bezsilność. Z jednej strony rozumiałam jego poczucie winy – sama pewnie też bym pomogła komuś bliskiemu w potrzebie. Ale z drugiej strony – przecież jesteśmy małżeństwem! Powinniśmy być wobec siebie szczerzy.
– Adam, ja cię kocham – powiedziałam w końcu cicho. – Ale nie mogę żyć w kłamstwie. Jeśli jeszcze raz coś przede mną ukryjesz… nie wiem, czy będę potrafiła ci zaufać.
Spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
– Obiecuję ci, że już nigdy niczego przed tobą nie ukryję.
Chciałam mu wierzyć. Naprawdę chciałam. Ale gdzieś głęboko czułam, że ta sytuacja to dopiero początek problemów. Kasia będzie potrzebować coraz więcej pieniędzy – przecież jej sytuacja finansowa raczej szybko się nie poprawi. A co jeśli Adam znów zacznie jej pomagać za moimi plecami?
Od tamtej rozmowy minęło kilka tygodni. Staramy się odbudować nasze zaufanie, ale to trudniejsze niż myślałam. Każda wiadomość na jego telefonie budzi we mnie niepokój. Każda rozmowa o pieniądzach kończy się kłótnią lub milczeniem.
Czasem zastanawiam się, czy naprawdę znam człowieka, z którym dzielę życie. Czy można kochać kogoś i jednocześnie tak bardzo go zranić? Czy lojalność wobec przeszłości może być silniejsza niż zobowiązania wobec teraźniejszości?
Może powinnam być bardziej wyrozumiała? Może powinnam zaufać Adamowi i uwierzyć, że robił to z dobrego serca? Ale co z moimi uczuciami? Co z naszym wspólnym życiem?
Czasem patrzę na Adama i widzę w jego oczach smutek i żal. Wiem, że nie chciał mnie skrzywdzić. Ale czy to wystarczy, żeby wybaczyć? Czy można odbudować zaufanie po takim kłamstwie?
A może to ja jestem zbyt wymagająca? Może powinnam zaakceptować fakt, że każdy niesie ze sobą jakiś bagaż z przeszłości?
Nie wiem… Może nigdy się tego nie dowiem.
Czy wy też mieliście kiedyś poczucie, że wasze życie wymyka się spod kontroli przez decyzje innych ludzi? Jak poradziliście sobie z utratą zaufania do najbliższej osoby?