Między miłością a zdradą: Historia, której nie chciałam napisać – Jak walka o mieszkanie zniszczyła moje małżeństwo
– Nie podpiszę tego, Aniu! – Antoni rzucił dokumenty na stół z takim impetem, że szklanka z herbatą przewróciła się i rozlała na obrus. Wpatrywałam się w niego, czując jak serce wali mi w piersi. To miało być nasze mieszkanie, nasza przyszłość. A teraz wszystko rozbijało się o podpis pod umową kredytową.
– Przecież obiecałeś… – wyszeptałam, próbując nie rozpłakać się przy nim. – Powiedziałeś, że to będzie nasze miejsce, nasz dom.
Antoni odwrócił wzrok. Wiedziałam już wtedy, że coś się zmieniło. Że nie jestem już tą samą Anią, którą był zachwycony na początku. Że jego matka, Rubina – wszyscy mówili na nią Ruby, choć miała na imię Róża – coraz mocniej zaciskała na nim swoje szpony.
Nie wiem, kiedy dokładnie zaczęło się psuć. Może wtedy, gdy Ruby zaczęła przychodzić do nas bez zapowiedzi, przynosząc słoiki z ogórkami i ciastem drożdżowym, a potem krytykując każdy szczegół: „Ania, nie tak się prasuje koszule”, „Antoniuś, ty znowu taki zmęczony, pewnie Ania cię zamęcza”. Początkowo śmiałam się z tego razem z nim. Ale potem te żarty zaczęły boleć.
Kiedy kupiliśmy mieszkanie na warszawskim Mokotowie, czułam się jak w bajce. Kredyt był ogromny, ale mieliśmy siebie. Przynajmniej tak myślałam. Antoni coraz częściej znikał wieczorami – tłumaczył się pracą, ale czułam, że coś jest nie tak. Ruby dzwoniła do niego codziennie. Czasem słyszałam przez drzwi ich rozmowy: „Nie pozwól jej decydować o wszystkim. To twój dom!”
Pewnego dnia wróciłam wcześniej z pracy. W przedpokoju stały dwie pary butów – moje i Antoniego. Ale w kuchni usłyszałam śmiech. Ruby siedziała przy stole i mieszała herbatę w moim ulubionym kubku.
– O, Aniu! – uśmiechnęła się słodko. – Wpadłam tylko na chwilkę. Antoni mówił, że masz dzisiaj dłużej pracować.
– Widzę – odpowiedziałam chłodno i spojrzałam na męża. Unikał mojego wzroku.
Od tamtego dnia Ruby była u nas niemal codziennie. Zaczęły się drobne konflikty: a to źle ustawione talerze, a to nie taka pościel w sypialni. Antoni coraz częściej stawał po stronie matki.
– Przesadzasz – mówił. – Ona chce dobrze.
Ale ja czułam się coraz bardziej obca we własnym domu.
Kulminacja przyszła kilka miesięcy później. Bank zażądał podpisania aneksu do umowy kredytowej – chodziło o zabezpieczenie mieszkania na wypadek rozwodu. Chciałam mieć pewność, że nie zostanę z niczym, jeśli coś pójdzie nie tak. Antoni odmówił.
– Nie ufam ci już – powiedział cicho. – Mama mówi, że chcesz mnie oszukać.
Zamarłam. To był cios prosto w serce.
Zaczęły się kłótnie. Krzyki do późna w nocy, trzaskanie drzwiami. Ruby podsycała konflikt – przychodziła rano z rosołem i mówiła: „Antoniuś, nie pozwól sobą pomiatać”.
W końcu Antoni wyprowadził się do matki. Zostałam sama w pustym mieszkaniu pełnym wspomnień i niespełnionych obietnic.
Myślałam, że to koniec. Ale wtedy dostałam pismo z sądu – Antoni żądał podziału majątku i sprzedaży mieszkania. Ruby wynajęła prawnika, który twierdził, że to ona pożyczyła nam pieniądze na wkład własny i należy jej się zwrot.
Proces sądowy ciągnął się miesiącami. Każda rozprawa była jak otwieranie starych ran. Siedziałam naprzeciwko Antoniego i widziałam w jego oczach chłód, którego nigdy wcześniej nie znałam.
– Dlaczego to robisz? – zapytałam go po jednej z rozpraw.
– Bo muszę chronić siebie i mamę – odpowiedział bez emocji.
Wtedy zrozumiałam, że przegrałam nie tylko walkę o mieszkanie, ale też o miłość mojego życia.
Ostatecznie sąd zdecydował o sprzedaży mieszkania i podziale pieniędzy. Zostałam bez domu i bez męża. Ruby triumfowała – widziałam to w jej oczach podczas ostatniej rozprawy.
Przez długi czas nie mogłam się pozbierać. Wynajęłam małą kawalerkę na Pradze i zaczęłam układać życie od nowa. Czasem budzę się w nocy i pytam siebie: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy warto było walczyć o miłość za wszelką cenę?
Może powinnam wcześniej postawić granice? Może powinnam odejść zanim wszystko się rozpadło?
A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy naprawdę warto walczyć o miłość, gdy wszystko wokół krzyczy: uciekaj?