Co odkryłam w telefonie mojej synowej: Rodzinny sekret, który zmienił wszystko

— Mamo, zostawisz dziś Jasia na dwie godziny? — zapytała mnie Marta, moja synowa, z niepokojem w głosie. Stała w progu, z kluczami w dłoni i torbą przewieszoną przez ramię. — Muszę pilnie załatwić coś w urzędzie.

— Oczywiście, Marto — odpowiedziałam, choć w środku czułam lekkie ukłucie niepokoju. Ostatnio była jakaś rozkojarzona, zamyślona. Mój syn, Tomek, też coraz częściej wracał do domu późno i unikał rozmów. Czułam, że coś się dzieje, ale nie chciałam wtrącać się w ich sprawy.

Marta zostawiła mi telefon na stole, pewnie przez roztargnienie. Jasio bawił się klockami na dywanie, a ja usiadłam obok niego. Telefon zawibrował. Na ekranie pojawiła się wiadomość: „Kocham cię. Nie mogę się doczekać naszego spotkania. — K.”

Serce mi zamarło. Przez chwilę walczyłam ze sobą — to nie moja sprawa, nie powinnam czytać cudzych wiadomości. Ale ciekawość i strach o syna były silniejsze. Otworzyłam konwersację. Wiadomości od „K.” były pełne czułości, planów na wspólne chwile, zdjęć z kawiarni, których nie znałam. Wszystko wskazywało na romans.

Poczułam się tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Przez chwilę siedziałam bez ruchu, patrząc na bawiącego się wnuka. Czy to możliwe? Marta zawsze była dla Tomka wsparciem, razem przeszli przez tyle trudnych chwil — jego bezrobocie po zamknięciu fabryki, moją chorobę… A teraz to?

Telefon znów zawibrował. „Nie mogę dłużej tak żyć. Muszę mu powiedzieć — K.”

Zamknęłam oczy. W głowie miałam mętlik. Czy powinnam powiedzieć Tomkowi? A może to tylko chwilowe zauroczenie? Może Marta czuje się samotna? Przecież Tomek ostatnio tak dużo pracuje… Ale zdrada? To przecież rozbije rodzinę.

Jasio podszedł do mnie z uśmiechem i przytulił się do moich kolan.

— Babciu, pobawisz się ze mną?

Spojrzałam na niego i poczułam łzy napływające do oczu. Co będzie z nim, jeśli wszystko się wyda? Czy powinnam chronić go przed rozpadem rodziny?

Kiedy Marta wróciła, była zdenerwowana. Od razu zauważyła brak telefonu.

— Zostawiłam go tutaj? — zapytała nerwowo.

— Tak, Marto — odpowiedziałam spokojnie, choć serce waliło mi jak młotem.

Przez resztę dnia byłam jak w transie. W nocy nie mogłam spać. W głowie słyszałam głos Tomka: „Mamo, dlaczego mi nie powiedziałaś?” i Martę: „To nie twoja sprawa!”

Następnego dnia Tomek przyszedł do mnie po pracy.

— Coś się dzieje z Martą? — zapytał nagle, patrząc mi prosto w oczy. — Jest jakaś inna… Ty zawsze wszystko widzisz.

Zawahałam się. Chciałam go ochronić przed bólem, ale czy miałam prawo zatajać prawdę?

— Może powinniście porozmawiać — powiedziałam wymijająco.

Tomek westchnął ciężko.

— Ona mnie unika. Ciągle gdzieś wychodzi… Myślisz, że ma kogoś?

Nie mogłam już dłużej milczeć.

— Tomek… przypadkiem zobaczyłam wiadomości na jej telefonie. Od jakiegoś „K.”

Tomek pobladł.

— Kto to jest?

— Nie wiem… Ale powinniście szczerze porozmawiać.

Tego wieczoru słyszałam przez ścianę ich kłótnię. Krzyki, płacz Marty, rozpacz Tomka. Potem cisza. Następnego dnia Marta wyprowadziła się do matki.

Przez kolejne tygodnie opiekowałam się Jasiem częściej niż zwykle. Tomek był jak cień samego siebie. Widziałam jego ból i czułam ciężar winy — czy powinnam była milczeć? Czy może uratowałam go przed jeszcze większym cierpieniem?

Pewnego dnia Marta przyszła po Jasia.

— Dziękuję ci za wszystko — powiedziała cicho. — Wiem, że to ty powiedziałaś Tomkowi.

Spojrzałam jej w oczy.

— Chciałam tylko chronić mojego syna… i wnuka.

Marta skinęła głową ze smutkiem.

— Każdy z nas chciałby być szczęśliwy. Ale czasem nasze wybory ranią innych bardziej niż myślimy.

Dziś minęły trzy miesiące od tamtych wydarzeń. Tomek powoli wraca do siebie, Jasio coraz częściej się uśmiecha. Ja jednak wciąż zadaję sobie pytanie: czy miałam prawo ingerować w ich życie? Czy prawda zawsze jest ważniejsza od spokoju rodziny?

Czy wy bylibyście w stanie przemilczeć taki sekret? A może prawda jest zawsze najlepszym wyborem?