Moja teściowa rządzi naszym życiem — czy jeszcze mamy szansę na własną rodzinę?
– Znowu przyszła – szepnęłam do siebie, słysząc znajome stuknięcie klucza w zamku. Była godzina 16:10, dokładnie jak każdego dnia od trzech miesięcy. Moja teściowa, pani Halina, wchodziła do naszego mieszkania bez pukania, z siatką zakupów i miną, która nie znosi sprzeciwu.
– Dzień dobry, kochani! – zawołała głośno, zanim jeszcze zdążyłam wyłączyć żelazko. – Zrobiłam wam bigos, bo pewnie znowu nic nie ugotowałaś, Marto.
Zacisnęłam zęby. Mój mąż, Tomek, siedział przy komputerze w salonie i nawet nie podniósł wzroku. Ostatnio coraz częściej udawał, że nie słyszy naszych rozmów. Ja natomiast czułam, jak narasta we mnie frustracja i bezsilność.
– Dziękujemy, mamo – powiedziałam chłodno. – Ale naprawdę nie trzeba było.
– Oj tam, oj tam! – machnęła ręką Halina. – Tomek zawsze lubił mój bigos. A ty, Marto, powinnaś się cieszyć, że ktoś ci pomaga. W twoim wieku już powinnaś mieć wszystko pod kontrolą.
W mojej głowie kłębiły się myśli: „Czy ja naprawdę jestem aż tak złą żoną? Czy to normalne, że czuję się jak intruz we własnym domu?” Próbowałam rozmawiać o tym z Tomkiem, ale on tylko wzruszał ramionami.
– Przesadzasz – mówił. – Mama chce dobrze. Poza tym to jej mieszkanie.
I tu był pies pogrzebany. Mieszkanie należało do Haliny. Kiedy braliśmy ślub, zaproponowała nam, żebyśmy zamieszkali „na swoim”, ale to „swoje” okazało się być jej własnością. Na początku byłam wdzięczna. Teraz czułam się jak lokatorka na próbę.
Początkowo jej wizyty były sporadyczne. Przynosiła ciasto, pomagała przy remoncie. Ale od kiedy urodził się nasz syn, Staś, Halina zaczęła pojawiać się codziennie. Najpierw tłumaczyła to troską o wnuka. Potem zaczęła komentować wszystko: od sposobu karmienia dziecka po wybór firanek.
– Staś powinien spać na brzuchu – mówiła stanowczo. – Ty go rozpieszczasz! Za moich czasów dzieci były grzeczne.
– Mamo, lekarz mówił inaczej – próbowałam tłumaczyć.
– Lekarz! Co on tam wie! Ja wychowałam troje dzieci i wszyscy żyją!
Czułam się coraz bardziej osaczona. Każda decyzja była podważana. Nawet kiedy chciałam wyjść na spacer ze Stasiem, Halina nalegała, żeby iść z nami.
– Sama sobie nie poradzisz – mówiła z uśmiechem.
Zaczęłam unikać własnego domu. Chodziłam na długie spacery z wózkiem, byle tylko nie spotkać teściowej. Ale ona zawsze znajdowała sposób, by być blisko. Pewnego dnia wróciłam wcześniej i zobaczyłam ją w naszej sypialni.
– Co ty tu robisz?! – wykrzyknęłam zszokowana.
– Prasuję wam pościel – odpowiedziała spokojnie. – Widziałam przez okno, że wracasz, więc chciałam skończyć przed twoim przyjściem.
Tego wieczoru wybuchłam przy Tomku.
– Nie mogę tak żyć! Twoja mama przekracza wszelkie granice! Musisz coś zrobić!
Tomek spojrzał na mnie z wyrzutem:
– Przesadzasz. Mama chce dobrze. Poza tym to jej mieszkanie…
Poczułam się zdradzona. Czy naprawdę jestem sama w tej walce? Czy moje potrzeby są mniej ważne niż wygoda teściowej?
Zaczęłam rozmawiać o tym z przyjaciółkami. Każda miała swoją historię o „kochanej” teściowej, ale żadna nie czuła się aż tak bezsilna jak ja. W końcu postanowiłam porozmawiać z Haliną w cztery oczy.
– Pani Halino… musimy ustalić granice – zaczęłam niepewnie.
Spojrzała na mnie zaskoczona:
– O co ci chodzi?
– Chciałabym mieć trochę prywatności…
Przerwała mi:
– To jest mój dom! Pomagam wam! Gdyby nie ja, nie dalibyście sobie rady!
Wyszłam z kuchni ze łzami w oczach. Wiedziałam już, że nie przekonam jej do zmiany zachowania. Zaczęłam szukać mieszkań do wynajęcia — nawet kawalerka wydawała się lepsza niż życie pod jednym dachem z teściową-duchem.
Kiedy powiedziałam Tomkowi o moich planach, wybuchł:
– Chcesz mnie zmusić do wyboru między tobą a matką?!
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam już, że jeśli nic się nie zmieni, nasze małżeństwo długo nie przetrwa.
Dziś siedzę przy kuchennym stole i patrzę na śpiącego Stasia. Wiem jedno: muszę walczyć o siebie i swoje dziecko. Ale czy mam prawo stawiać ultimatum? Czy to ja jestem egoistką?
Czy ktoś z was był w podobnej sytuacji? Jak poradziliście sobie z teściową, która nie zna granic? Może to ja powinnam coś zmienić…?