Moja córka chce zostać samotną matką – czy potrafię ją zrozumieć?

– Mamo, muszę ci coś powiedzieć – głos Marty drżał, a jej dłonie ściskały filiżankę tak mocno, że aż bałam się, że ją rozbije. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie w mojej kuchni, gdzie jeszcze godzinę temu pachniało świeżo upieczonym sernikiem. Teraz powietrze było ciężkie od napięcia.

– Co się stało, kochanie? – zapytałam, choć przeczuwałam, że to nie będzie zwykła rozmowa.

Marta spuściła wzrok. – Chcę mieć dziecko. Sama. Bez mężczyzny. Zdecydowałam się na in vitro z anonimowym dawcą.

Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. W mojej głowie kłębiły się myśli: Co ludzie powiedzą? Jak ona sobie poradzi? Przecież to nie tak miało być…

– Sama? – powtórzyłam głucho. – Przecież zawsze mówiłaś, że rodzina to podstawa…

Marta spojrzała mi prosto w oczy. Widziałam w nich łzy i determinację.

– Mamo, mam 38 lat. Nie spotkałam nikogo, z kim chciałabym założyć rodzinę. Ale pragnienie bycia matką nie znika. Wręcz przeciwnie – boli coraz bardziej. Każda kolejna ślubna kartka od znajomych, każde zdjęcie dzieci na Facebooku… Czuję się niewidzialna, jakby moje życie było niepełne tylko dlatego, że jestem sama.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Z jednej strony rozumiałam jej ból – sama pamiętam, jak bardzo pragnęłam dziecka, gdy byłam młoda. Ale z drugiej… Wychowałam się w czasach, gdy samotne macierzyństwo było tematem tabu. W mojej głowie wciąż tkwiły obrazy rodziny: mama, tata, dzieci. Czy naprawdę mogę zaakceptować coś innego?

– A co z tatą dziecka? – zapytałam cicho.

– Nie będzie go – odpowiedziała Marta. – Będę tylko ja i ono. I ty, jeśli zechcesz być częścią naszego życia.

Poczułam ukłucie w sercu. Czy to znaczy, że jestem dla niej ważna? Czy chce, żebym była babcią dla dziecka, które nie będzie miało ojca?

Przez kolejne dni chodziłam jak struta. W pracy nie mogłam się skupić, w nocy przewracałam się z boku na bok. Rozmawiałam o tym z moją siostrą, Grażyną.

– Daj jej wsparcie – powiedziała Grażyna stanowczo. – Czasy się zmieniły. Lepiej mieć kochającą matkę niż dwóch rodziców, którzy się nienawidzą albo są nieobecni.

Ale ja nie potrafiłam tak po prostu przestawić się na nowe myślenie. W sklepie spotkałam sąsiadkę, panią Zofię.

– Jak tam Marta? – zapytała z uśmiechem.

– Dobrze… – zaczęłam niepewnie.

– Jeszcze nie wyszła za mąż? – dopytywała dalej.

Poczułam wstyd i złość jednocześnie. Dlaczego wszyscy oczekują od niej tego samego? Czy naprawdę szczęście kobiety mierzy się tylko przez pryzmat mężczyzny i dzieci?

Wieczorem zadzwoniła Marta.

– Mamo, wiem, że to dla ciebie trudne. Ale ja już podjęłam decyzję. Chcę tylko wiedzieć, czy będziesz przy mnie.

Usiadłam na łóżku i rozpłakałam się jak dziecko. Przypomniałam sobie dzień, kiedy Marta przyszła na świat – jak bardzo ją kochałam od pierwszej chwili. Czy teraz mogę ją odrzucić tylko dlatego, że jej życie wygląda inaczej niż sobie wymarzyłam?

Następnego dnia zaprosiłam ją na spacer do parku.

– Wiesz… – zaczęłam niepewnie – zawsze chciałam dla ciebie szczęścia. Może za bardzo wierzyłam w ten mój obraz rodziny… Ale jeśli to jest twoja droga, chcę być przy tobie.

Marta przytuliła mnie mocno.

– Dziękuję, mamo. To dla mnie najważniejsze.

Od tamtej pory zaczęłyśmy rozmawiać częściej i szczerzej niż kiedykolwiek wcześniej. Marta opowiadała mi o procedurach medycznych, o swoich lękach i nadziejach. Ja uczyłam się słuchać bez oceniania.

Nie było łatwo. Czasem budziłam się w nocy z lękiem: czy poradzi sobie finansowo? Czy nie będzie żałować tej decyzji? Czy dziecko nie będzie tęsknić za ojcem?

Ale widziałam też siłę mojej córki – jej determinację i miłość do jeszcze nienarodzonego dziecka.

Pewnego dnia Marta przyszła do mnie z wynikami badań i łzami szczęścia w oczach.

– Mamo… jestem w ciąży!

Objęłyśmy się i płakałyśmy razem – tym razem ze wzruszenia i radości.

Dziś wiem jedno: życie nie zawsze układa się według naszych scenariuszy. Czasem trzeba nauczyć się kochać inaczej niż nas uczono.

Czy potrafimy zaakceptować wybory naszych dzieci nawet wtedy, gdy są inne niż nasze marzenia? Czy miłość do dziecka jest silniejsza niż strach przed opinią innych?