Mam dość: Weekendowe granice z moją szwagierką, Laurą – Jak nauczyłam się walczyć o własny dom

– Znowu przyjedzie na cały weekend? – zapytałam Piotra, próbując ukryć drżenie w głosie. Stałam w kuchni, ścierając blat, choć był już czysty. Piotr nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.

– Wiesz, Laura nie ma teraz łatwo. Po rozwodzie jest jej ciężko. To tylko dwa dni – odpowiedział spokojnie, jakby nie rozumiał, że dla mnie te dwa dni to wieczność.

Wiedziałam, że powinnam być wyrozumiała. Laura to siostra Piotra, zawsze byli blisko. Ale od kiedy jej małżeństwo się rozpadło, nasz dom stał się jej schronieniem – a ja poczułam się jak gość we własnym życiu. Każdy piątek zamieniał się w nerwowe przygotowania: sprzątanie, gotowanie jej ulubionych potraw, udawanie uśmiechu, gdy w środku miałam ochotę krzyczeć.

Pamiętam pierwszy raz, gdy Laura została na noc. Było mi jej żal – siedziała przy stole z czerwonymi oczami, opowiadając o tym, jak mąż ją zostawił dla młodszej kobiety. Przytuliłam ją wtedy mocno. Ale z czasem współczucie ustąpiło miejsca irytacji. Laura zaczęła traktować nasz dom jak hotel: zostawiała rzeczy w łazience, przestawiała moje kosmetyki, a nawet podjadała moje ulubione czekoladki z szafki.

Najgorsze były sobotnie poranki. Zamiast spokojnie wypić kawę z Piotrem, musiałam słuchać narzekań Laury na pracę, na byłego męża, na świat. Piotr patrzył na nią z troską i czułością, której mi ostatnio brakowało. Czułam się coraz bardziej niewidzialna.

W pewien sobotni poranek nie wytrzymałam. Laura weszła do kuchni w moim szlafroku – nawet nie zapytała. Usiadła przy stole i zaczęła przeglądać mój telefon.

– Laura! – powiedziałam ostrzej niż zamierzałam. – To mój szlafrok i mój telefon.

Spojrzała na mnie zdziwiona, jakby nie rozumiała problemu.

– Przepraszam, nie wiedziałam, że jesteś taka przewrażliwiona – rzuciła z przekąsem.

Piotr wszedł do kuchni akurat w tej chwili. Zobaczył moją minę i od razu wiedział, że coś jest nie tak.

– Co się dzieje? – zapytał z troską.

– Nic – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby. Ale w środku gotowałam się ze złości.

Wieczorem nie wytrzymałam i wybuchłam. Siedzieliśmy z Piotrem w salonie, Laura oglądała serial w sypialni gościnnej.

– Piotrze, ja tak dłużej nie mogę! Czuję się jak służąca we własnym domu! Laura traktuje nas jak hotel i nawet nie pyta o zgodę!

Piotr spojrzał na mnie zaskoczony.

– Przesadzasz. Ona naprawdę nie ma nikogo poza nami.

– A ja? Ja też jestem tu ważna! Chcę mieć swój dom tylko dla nas! Chcę mieć weekendy bez gości! – głos mi się załamał.

Piotr milczał długo. Widziałam, że walczy ze sobą. W końcu powiedział cicho:

– Nie wiedziałem, że aż tak ci to przeszkadza…

– Bo nigdy mnie nie słuchasz! – wybuchłam płaczem.

Następnego dnia Laura wyczuła napiętą atmosferę. Zapytała mnie w kuchni:

– Coś się stało?

Zebrałam się na odwagę.

– Laura… Potrzebuję trochę przestrzeni. Chciałabym mieć czas tylko dla siebie i Piotra. Może mogłabyś spędzać u nas tylko co drugi weekend?

Laura spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

– Myślałam, że jesteśmy rodziną…

– Jesteśmy – odpowiedziałam łamiącym się głosem. – Ale ja też muszę dbać o siebie.

Laura wyszła bez słowa. Przez kilka dni nie odzywała się do mnie ani do Piotra. Czułam się winna, ale jednocześnie… wolna? Po raz pierwszy od miesięcy spędziliśmy z Piotrem spokojny weekend tylko we dwoje. Rozmawialiśmy długo o tym, co się wydarzyło.

– Przepraszam, że cię nie słuchałem – powiedział Piotr cicho. – Chcę, żebyś czuła się tu jak w domu.

Kilka dni później Laura zadzwoniła. Przeprosiła za swoje zachowanie i powiedziała, że rozumie moje potrzeby. Ustaliłyśmy nowe zasady: może nas odwiedzać co drugi weekend i zawsze pytać wcześniej o zgodę.

Nie było łatwo postawić granicę bliskiej osobie. Ale dziś wiem, że warto było zawalczyć o siebie i swój dom.

Czasem zastanawiam się: dlaczego tak trudno nam mówić „nie” rodzinie? Czy naprawdę musimy poświęcać własny komfort dla innych? Może właśnie wtedy uczymy się najwięcej o sobie…