Mój syn wyjechał do Holandii i z każdym tygodniem czułam, jak tracę go coraz bardziej. Dopiero jego szczery list otworzył mi oczy
Patrzyłam na wygaszony ekran telefonu tak długo, aż sama zaczęłam się siebie bać. Była 22:47, a Kamil znowu nie oddzwonił. W czajniku dawno wystygła woda, kanapki, które odruchowo zrobiłam „na później”, obsychały na talerzu, a ja siedziałam w kuchni i czułam się jak ktoś, komu zabrano sens dnia. Niby dorosła kobieta, a jednak wszystko we mnie krzyczało: zadzwoń jeszcze raz. Tylko ile można prosić własne dziecko o pięć minut rozmowy?