Nigdy nie wpuszczaj przyjaciółki samej do domu – historia zaufania i zdrady

„Nigdy nie wpuszczaj przyjaciółki samej do domu, Marto. Nawet jeśli myślisz, że ją znasz.” Słowa mamy wracały do mnie jak echo, gdy stałam w kuchni, patrząc przez okno na szarą, deszczową ulicę. Miałam wtedy dziesięć lat i nie rozumiałam, dlaczego mama tak bardzo się tego boi. Wydawało mi się to przesadą, może nawet jakąś starą babciną bajką. Ale dziś, po latach, kiedy sama jestem matką, te słowa brzmią inaczej.

Był listopad, jeden z tych dni, kiedy wilgoć wdziera się pod skórę, a światło gaśnie już po południu. Mój mąż, Tomek, wyjechał na delegację do Wrocławia. Zostałam sama z naszą córką Zosią w naszym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. Samotność była dla mnie czymś nowym – przez lata żyliśmy w biegu, zawsze ktoś był obok. Teraz czułam się jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg.

Wtedy zadzwoniła Anka. Znałyśmy się od liceum, przeszłyśmy razem przez niejedną burzę. Ostatnio jednak nasze kontakty były rzadsze – dzieci, praca, życie. „Marta, mogę wpaść na kawę? Muszę pogadać.” – jej głos był napięty, jakby coś się stało. Zgodziłam się bez wahania. Potrzebowałam rozmowy równie mocno jak ona.

Zosia spała już w swoim pokoju, kiedy Anka przyszła. Miała podkrążone oczy i drżące ręce. „Co się dzieje?” – zapytałam od razu. „Nie tutaj” – szepnęła i spojrzała w stronę drzwi. Zamknęłam je na klucz.

Usiadłyśmy w kuchni przy herbacie. Anka zaczęła opowiadać o swoim mężu – o zdradzie, o kłamstwach, o tym, jak czuje się uwięziona w swoim własnym domu. Słuchałam jej i czułam narastający niepokój. Próbowałam ją pocieszyć, ale ona była rozbita na milion kawałków.

W pewnym momencie Anka poprosiła: „Mogę zostać na noc? Nie chcę wracać do niego.” Spojrzałam na nią i poczułam ukłucie niepewności. Przypomniały mi się słowa mamy – nigdy nie wpuszczaj przyjaciółki samej do domu. Ale przecież to Anka! Moja najbliższa przyjaciółka! Przecież nie zostawię jej na ulicy.

Przygotowałam dla niej pościel w salonie. Sama długo nie mogłam zasnąć. W nocy obudził mnie szelest – wyszłam z sypialni i zobaczyłam Ankę stojącą przy moim biurku. „Szukam tylko chusteczek” – powiedziała szybko i wróciła do salonu.

Rano Tomek zadzwonił: „Jak tam dziewczyny?” Odpowiedziałam wymijająco. Anka wyszła wcześnie, zostawiając po sobie zapach perfum i niedopitą herbatę.

Przez następne dni czułam się nieswojo. Zauważyłam, że z portfela zniknęło trochę pieniędzy – drobne, ale jednak. Zaczęły ginąć drobiazgi: kolczyki, szminka, nawet ulubiony długopis Tomka. Najpierw myślałam, że to przypadek albo moja nieuwaga.

Pewnego wieczoru przyszła do mnie sąsiadka z dołu: „Pani Marto, czy pani przyjaciółka była ostatnio u was? Bo ktoś próbował wejść do naszej piwnicy.” Zrobiło mi się zimno.

Zadzwoniłam do Anki. „Musimy porozmawiać.” Spotkałyśmy się w kawiarni na rogu Puławskiej i Rakowieckiej. Siedziała naprzeciwko mnie i patrzyła gdzieś poza moje ramię.

„Anka… czy ty coś zabrałaś z mojego domu?”

Zamilkła na chwilę. „Marta… ja… przepraszam cię. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Jestem w rozsypce.”

Poczułam gniew i żal jednocześnie. „Dlaczego? Przecież mogłaś po prostu poprosić!”

„Bałam się… że mnie odtrącisz. Że już nie jestem dla ciebie ważna.”

Wyszłam z kawiarni bez słowa. Przez kilka dni nie mogłam jeść ani spać. Czułam się zdradzona przez osobę, której ufałam najbardziej na świecie.

Wieczorem zadzwoniła mama. „Mówiłam ci kiedyś… Nigdy nie wpuszczaj przyjaciółki samej do domu.”

„Ale dlaczego?” – zapytałam przez łzy.

Mama westchnęła ciężko: „Bo czasem ludzie są tak pogubieni, że nawet nie wiedzą, kiedy przekraczają granicę.”

Minęły tygodnie zanim odważyłam się znów spotkać z Anką. Przyszła do mnie z bukietem kwiatów i łzami w oczach. „Chcę ci wszystko oddać” – powiedziała drżącym głosem i wyciągnęła z torebki moje rzeczy.

Nie wiem, czy kiedykolwiek jej wybaczę. Ale wiem jedno: samotność potrafi być równie groźna jak zdrada.

Czasem myślę o tym wszystkim i pytam siebie: czy naprawdę można komuś zaufać bezgranicznie? A może każda bliskość niesie ze sobą ryzyko? Co wy byście zrobili na moim miejscu?